Policja i transplantolodzy: nie mamy problemu z podziemiem transplantacyjnym w Polsce

Uwagę opinii publicznej przykuł niedawno komunikat Komendy Głównej Policji dotyczący akcji "Anons". Funkcjonariusze zajmujący się m.in. cyberprzestępczością i handlem ludźmi przeprowadzili w Polsce, po raz pierwszy na tak dużą skalę, działania wymierzone w osoby oferujące w internecie własne organy do sprzedaży. Na pytanie, czy istnieje w naszym kraju nielegalny handel ludzkimi narządami, policja i specjaliści odpowiadają - nie.

W policyjnym przedsięwzięciu wzięło udział 80 komend z całego kraju: sprawdzono 250 ogłoszeń o sprzedaży narządów, przesłuchano 105 osób (23 usłyszały zarzuty związane z oferowaniem do przeszczepu za pieniądze swoich własnych organów). Grozi za to do roku więzienia.

To tylko prewencja
- Już kilkakrotnie zwracaliśmy się do prokuratury o interwencję w sprawie coraz częściej pojawiających się w internecie anonsów tego rodzaju i nie było żadnej reakcji. Aż to nagle taka akcja - mówi zaskoczony prof. Wojciech Rowiński, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii.

- Dotychczas prowadzone były podobne działania, ale dotyczyły one pojedynczych przypadków. Obecnie, odpowiednio przygotowani do zagadnienia, zadziałaliśmy na dużą skalę. Chodziło nam także o aspekt prewencyjny, o poinformowanie społeczeństwa, że ogłoszenie o sprzedaży własnych narządów jest przestępstwem, z czego nie każdy zdaje sobie sprawę - wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski.

W opinii rzecznika, dokonanie nielegalnego przeszczepu jest w Polsce niemożliwe - "szara strefa" w tym zakresie nie istnieje. Do takich sytuacji może jednak dojść poza granicami naszego kraju, dlatego też podobne ogłoszenia mają szansę znaleźć się w kręgu zainteresowania grup przestępczych.

Regulacje i nadzór
Nie ulega wątpliwości: handel ludzkim narządami jest na świecie faktem. Zdaniem prof. Wojciecha Rowińskiego, skala tego zjawiska zmniejsza się jednak w wyniku starań transplantologów i Światowej Organizacji Zdrowia.

W opinii dr Jarosława Czerwińskiego, zastępcy dyrektora ds. medycznych Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji Poltransplant, w Polsce z wielu powodów udało się uniknąć podobnych zdarzeń.

- Nie mieliśmy z tym kłopotu także wówczas, gdy nie było jeszcze odpowiedniego nadzoru i regulacji prawnych. Obecnie cały zakres został ujęty w takie ramy organizacyjne i systemowe, że trudno wyobrazić sobie możliwość stworzenia podziemia transplantacyjnego - stwierdza dr Czerwiński.

Także zdaniem prof. Ewy Guzik z Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, autorki pracy "Transplantacja organów, tkanek i komórek w ujęciu prawnym i kryminologicznym", handel organami ludzkimi praktycznie w Polsce nie istnieje (taki wniosek wynika z prowadzonych przez nią od wielu lat badań).

- Polska wyprzedza inne kraje Europy, w kontekście przygotowywanej przez UE dyrektywy ws. nadzoru prawnego i monitorowania w transplantologii organów, ale nie jest to zaskoczeniem zważywszy, że ta dziedzina medycyny już dawno została u nas kompleksowo uregulowana, podczas gdy niektóre kraje Europy, np. Austria, dotychczas nie wypracowały tu jednolitego aktu - stwierdza prof. Guzik.

- W Polsce zdarzają się internetowe ogłoszenia "sprzedam nerkę", ale według mojej wiedzy nie udało się nikomu sprzedać swojego organu za granicę. Dziennikarze dotarli podobno do takiej osoby, ale nie mam na to żadnego dowodu - mówi portalowi rynekzdrowia.pl profesor Rowiński.

- Nie wierzę w istnienie handlu narządami w Polsce: mamy nadzór nad wszystkimi procedurami transplantacyjnymi. Jest rejestr przeszczepień informujący od kogo, kiedy i w jakim ośrodku dany lekarz dokonał pobrania i przeszczepienia oraz rejestr dawców, zawierający dane personalne, stopień pokrewieństwa lub relacje z potencjalnym biorcą - dodaje konsultant.

Potrójna weryfikacja

Polska ustawa transplantacyjna pozwala na przeszczepianie narządów od osób genetycznie spokrewnionych. Jest także możliwość przeszczepu w przypadku osób niespokrewnionych, ale połączonych szczególnie bliską więzią emocjonalną.

- W tym drugim przypadku stosowane jest potrójne sito weryfikacyjne. Dokumenty z posiedzenia, na którym odbywa się kwalifikacja medyczna i psychologiczna dawcy i biorcy, trafiają do Komisji Etycznej przy Krajowej Radzie Transplantacyjnej, która je analizuje. W szczególnych przypadkach przeprowadzane są rozmowy z dawcą i biorcą, a następnie wniosek kierowany jest do sądu, który wydaje w postępowaniu nieprocesowym zgodę (lub nie) na przeszczep - wyjaśnia prof. Rowiński.

- Jeśli pojawiają się wątpliwości - reagujemy. Niedawno mieliśmy posiedzenie Komisji Etycznej, podczas którego zostały zakwestionowane dwa zgłoszenia. W efekcie do tych przeszczepień nerki nie doszło  - dodaje profesor.

W Polsce o każdym przypadku pobrania narządu lub tkanki od zmarłego lub żywego dawcy informowanych jest wiele instytucji należących do przestrzeni transplantacyjnej. Do wykonywania czynności związanych z pobraniami, konieczne są odpowiednie zezwolenia i spełnienie właściwych kryteriów.

- Mamy możliwość śledzenia wszystkich etapów, od procesu dawstwa, poprzez autoryzację pobrania - wiemy kto go dokonał, od kogo, jakie były cechy zmarłego lub żywego dawcy, jaką drogę pokonał narząd lub tkanka, gdzie znajduje się w danej chwili, komu został wszczepiony. Wspomniane informacje są dostępne przez wiele lat po pobraniu i przeszczepieniu. Cały system działa właśnie po to, aby zabezpieczyć się przed handlem narządami i zachować reguły jakości i bezpieczeństwa w transplantologii - przypomina dr Czerwiński.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH