Pogotowie w Katowicach: dyspozytorka nie popełniła błędu

Dyspozytorka pogotowia zachowała się właściwie, to zgłoszenie było nieprecyzyjne, a rodzina nie zastosowała się do zaleceń - tak uważa dyrekcja Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, odnosząc się do sprawy śmierci 36-letniego Tomasza z Katowic.

Rodzina zmarłego jest zdania, że mężczyzna mógłby przeżyć, gdyby karetka przyjechała wtedy, kiedy wezwano ją po raz pierwszy. Od pierwszego telefonu na pogotowie do przyjazdu karetki minęło ponad 9 godzin. Mężczyzna zmarł po przewiezieniu do szpitala na udar mózgu. Sprawę wyjaśnia policja.

Rzecznik Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach Jerzy Wiśniewski powiedział PAP, że dyrekcja od dwóch dni zajmowała się wyjaśnianiem sprawy. W poniedziałek (27.09.) WPR wystąpiło o wydanie nagrań z Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Katowicach i o ksero tzw. zielonej karty wyjazdowej.

– Dyrekcja WPR w Katowicach po odsłuchaniu nagrań i przeanalizowaniu dokumentacji medycznej nie stwierdza błędów w pracy dyspozytora medycznego. Pierwsze zgłoszenie było nieprecyzyjne, poza tym rodzina miała konkretne zalecenie od naszego dyspozytora medycznego, których nie wykonała – oświadczył Wiśniewski.

Jak wyjaśnił, zalecenie dotyczyło skonsultowania się z lekarzem rodzinnym lub przewiezienia mężczyzny na dyżur laryngologiczny do szpitala w Katowicach-Ochojcu – zgodnie z podawanymi przez rodzinę objawami. W opinii WPR, osoba telefonująca nieprecyzyjnie określiła stan pacjenta. Poza tym rodzina powinna była zadzwonić na pogotowie ponownie od razu, gdy mężczyzna poczuł się gorzej, a nie dopiero rano.

Nagrania i dokumentacja medyczna zostały zabezpieczone. Dotychczas w tej sprawie do pogotowia nie wpłynęła oficjalna skarga rodziny.

Jak relacjonowała rodzina, w czwartek wieczorem (23 września) Tomasz uskarżał się na ból ucha, wymiotował i miał bardzo wysoką gorączkę. W czasie rozmowy telefonicznej, około godz. 21., dyspozytorka odmówiła wysłania karetki i poradziła żonie, by udała się do apteki i kupiła leki przeciwbólowe albo sama przewiozła męża do szpitala – relacjonowali bliscy mężczyzny.

Następnego dnia przed godz. 7 rano, gdy stan mężczyzny pogorszył się, żona po raz drugi zadzwoniła na pogotowie – informowała PAP siostra Tomasza, Katarzyna Smołczyk.

Te godziny potwierdza Jerzy Wiśniewski. Pierwszy telefon wykonano 23 września około godz. 21. Po raz drugi dzwoniono na pogotowie 24 września przed 7 rano. Zgłoszenie przyjęto o godz. 6.47, podstawowa karetka ratownicza typu P była na miejscu 10 minut później. Ok godz. 7. na miejsce została wezwana druga karetka – podał rzecznik WPR. 

Drugi samochód – jak mówili bliscy Tomasza – wezwano na miejsce, bo dwóch ratowników nie potrafiło znieść do samochodu chorego mężczyzny.

– Nie było 9 godzin oczekiwania na karetkę, ale 10 minut – oświadczył Wiśniewski. Stanowczo zaprzecza też informacjom podawanym przez rodzinę, że pacjent wcześniej był najpierw wieziony do szpitala MSWiA w Katowicach.

Po przewiezieniu mężczyzny do szpitala w Ligocie jego stan był już bardzo poważny. Pacjent zmarł w piątek wieczorem. Przypuszczalną przyczyną zgonu było zapalenie opon mózgowych połączone z udarem.

Rodzina uważa, że gdyby Tomasz znalazł się szybciej w szpitalu, miałby szanse na przeżycie. W sobotę po południu złożyli doniesienie na policji. Dokładne przyczyny śmierci mężczyzny zostanie określona po przeprowadzeniu sekcji zwłok.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH