Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia | 21-04-2009 14:27

Płock: sprawa opieki nad noworodkiem trafiła do prokuratury

Czy sprzeczne informacje dotyczące śmierci noworodka docierające do rodziców staną się przedmiotem sprawy sądowej? Według informacji podanych przez Gazetę Wyborczą rodząca młoda kobieta jeszcze na sali porodowej usłyszała o śmierci dziecka. Kilka godzin później lekarz powiedział zrozpaczonym rodzicom, że ich córeczka jednak żyje.

Przedwczesny poród odbywał się w Szpitalu Świętej Trójcy w Płocku, na dwa miesiące przed terminem.

W szpitalu, do którego trafiła kobieta, wzywano jeszcze karetkę pogotowia, by przewieźć rodzącą do Szpitala Wojewódzkiego. Taki jest wymóg Narodowego Funduszu Zdrowia. Nowo narodzone dziecko w stanie zagrożenia życia, które potrzebuje działań podtrzymujących oddech lub krążenie, musi być leczone w ośrodku o wyższej referencyjności. W Płocku Szpital Wojewódzki jest ośrodkiem referencyjnym dla miejskiego Szpitala Świętej Trójcy. Na czekanie na karetkę nie było czasu. Poród odbył się natychmiast. Szpital Wojewódzki jednak zawiadomiony został o zdarzeniu dopiero w poniedziałek, chociaż poród odbył się w niedzielę - pisze GW.

Dziecko, które otrzymało 1 punkt w skali Apgar, urodziło się z ciężką infekcją i ograniczeniem funkcji życiowych m.in. do pojedynczych skurczów serca, umieszczono w inkubatorze.

Mieczysław Bąkowski - konsultant oddziału noworodkowego Szpitala Świętej Trójcy, twierdzi, że lekarze nie mieli żadnych wątpliwości, że dziewczynka żyje i ratowali ją. Zapewnia przy tym, że nikt nie zaniedbał swoich obowiązków - podaje Gazeta Wyborcza.

Rodzice dziecka wobec sprzecznych informacji, które otrzymywali po porodzie, mają jednak wątpliwości. Uważają, że nie przeżyliby dramatu, gdyby dziecko trafiło od razu do Szpitala Wojewódzkiego. W Szpitalu Świętej Trójcy nie ma bowiem oddziału intensywnej opieki medycznej (dziecięcego OIOM-u).

W Szpitalu Świętej Trójcy przekonują jednak, że aparatura w tym szpitalu też daje możliwości właściwej opieki nad wcześniakiem aż do momentu przetransportowania go do placówki o wyższej referencyjności. Są inkubatory i sprzęt do podstawowej techniki wsparcia oddechowego, a dzięki natychmiastowym działaniom stan dziecka ustabilizował się na tyle, że można było bezpiecznie przetransportować je potem do Szpitala Wojewódzkiego na Winiarach.

Jak wyjaśniali w rozmowie z dziennikarzem Gazety Wyborczej lekarze, zanim zdecydowano się na transport dziecka, sprawiono, że niedotlenione z powodu gwałtownego porodu, potem oddychało już samodzielnie. Wykonano również obowiązkowe badania, cewnikowanie. Ściągnięto dyżurującego pod telefonem lekarza z ekipy karetki z inkubatorem, rozgrzano ten inkubator i przygotowano go do pracy. - Tego typu transporty – jak zapewniają - nigdy nie odbywają się w ciągu 15 minut. Te najszybsze - w ciągu godziny. Zdarza się jednak, że dziecko może całkowicie bezpiecznie czekać np. dwie doby na transport do szpitala z drugim stopniem referencyjnym.

Inaczej procedurę wyjaśnia zastępca ordynatora na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii dziecięcej w Szpitalu Wojewódzkim Marek Cywoniuk, który wypowiadał się dla Gazety Wyborczej. Twierdzi, że jeśli lekarz dyżurny zdecyduje, że stan dziecka wymaga pomocy, najlepiej, aby czas, w którym noworodek zostanie przetransportowany do szpitala o wyższym poziomie refernecyjności był jak najkrótszy. Przyznaje przy tym, że trudno określić, czy powinno to być 5,10 czy więcej minut. Szpital ma wtedy jednak obowiązek powiadomić placówkę wyższej referencyjności, wezwać karetkę i przysłać pacjenta.

Ojciec dziecka chce wyjaśnić sprawę dotyczącą opieki nad dziewczynką. Sprawa trafiła do prokuratury.