
Na każdym etapie hospitalizacji może dochodzić do zdarzeń niepożądanych czy też błędów. Pacjenci lub ich rodziny coraz częściej występują o zadośćuczynienie za uszczerbek na zdrowiu czy nawet zagrożenie życia, spowodowane skutkami niewłaściwej opieki.
Takich spraw będzie coraz więcej...
O zdarzeniach niepożądanych spowodowanych przez lekarzy mówi się dużo, aczkolwiek z różnym skutkiem. Rzadziej słyszy się o błędach osób wykonujących inne niż lekarski zawody medyczne. W diagnozowaniu pacjentów niebezpieczne jest popełnianie błędów przedlaboratoryjnych. Skutkiem błędów w przygotowaniu pacjenta do badań RTG, TK, RM, USG mogą być powikłania w czasie i po wykonaniu badań diagnostycznych. Tzw. zdarzeniem niepożądanym w języku osób uprawiających zawody medyczne jest i upadek pacjenta, który nosi niewłaściwe obuwie, ma zawroty głowy i podanie leku innemu pacjentowi niż ten, któremu został on zaordynowany.
Monitoring pożądany
– Błędy czy też zdarzenia niepożądane są udziałem wszystkich zawodów medycznych i ich zupełne wyeliminowanie jest niemożliwe. Można je jednak minimalizować – twierdzi Maria Smalec, wojewódzka konsultantka w dziedzinie pielęgniarstwa w Zachodniopomorskiem i naczelna pielęgniarka w Szpitalu Wojewódzkim w Szczecinie.
Beata Sacharczuk, specjalista w dziedzinie pielęgniarstwa zachowawczego, powołując się na własne doświadczenia przekonuje, że solidny monitoring zdarzeń niepożądanych, czy jak kto woli błędów, pozwala na zmniejszenie prawdopodobieństwa ich zaistnienia.
– W szpitalach istnieje problem odleżyn, ale analiza zdarzeń pozwala wyeliminować przynajmniej te przypadki, które zależą od działań personelu. Wśród 1709 pacjentów zagrożonych odleżynami w Wojewódzkim Szpitalu w Szczecinie powstały one u dwudziestu trzech.
Barbara Burzyńska, przełożona pielęgniarek w tymże szpitalu twierdzi, że monitorują wszystkie zdarzenia o których mowa tym tekście. Dzięki temu wiedzą, że 12,8 proc. wypadków zdarza się z powodu braku nadzoru, a reszta jest pochodną wieku pacjenta, schorzeń na które cierpi, czy stosowanej farmakoterapii.
W naszej klinice co tydzień spotykamy się i omawiamy każde powikłanie z zespołem lekarskim i pielęgniarskim, analizujemy jego skutki i przyczyny – mówi dr hab. n. med. Hanna Misiołek z Katedry Anestezjologii i Intensywnej Terapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego Misiołek. – Wprowadziliśmy np. zmianę sposobu znakowania cewnika dożylnego, a młodzieży tłumaczymy, że farmakoterapie mają swoje skutki uboczne, a wkłucie wenflonu może spowodować rozerwanie żyły czy krwiak. Oni wiedzą, że mogą tego się spodziewać i jak powinni się zachować.
Pacjent nie zawsze daruje
Bardziej świadomi pacjenci lub ich rodziny coraz częściej występują o zadośćuczynienie za uszczerbek na zdrowiu czy nawet zagrożenie życia, spowodowane skutkami niewłaściwej opieki. Przekonało się o tym Górnośląskie Centrum Zdrowia Matki i Dziecka (GCZMiD), które za pomyłkę lekową musiało zapłacić ponad 700 tys. odszkodowania. Sprawa dotyczyła chłopca, któremu zamiast środka znieczulającego po operacji podano do rdzenia kręgowego kroplówkę żywieniową.
Portal rynekzdrowia.pl usiłował dowiedzieć się, co uczyniono po tym incydencie w szpitalu, by nie dochodziło do takich pomyłek i czy śląskie centrum dmucha już na zimne. Anna Kidawa – rzecznik prasowa placówki uznała, iż na to pytanie może odpowiedzieć jedynie dyrektor szpitala. Pani dyrektor natomiast była niedostępna. A szkoda, bo informacja o wdrożeniu np. monitoringu zdarzeń niepożądanych uspokoiłaby pacjentów...
Mec. Jolanta Budzowska – krakowska radca prawna, specjalizująca się w roszczeniach odszkodowawczych, związanych z tzw. błędami medycznymi i zakażeniami szpitalnymi spraw odszkodowawczych przestrzega:
– Rośnie świadomość zarówno pacjentów, jak i placówek medycznych, co jest konsekwencją wzrastającej liczby spraw sądowych, w których pacjenci wygrywają wysokie odszkodowania jako zadośćuczynienie za błędy medyczne i zakażenia szpitalne. Już nie występują o odszkodowanie tylko dlatego, że są niezadowoleni z usługi. Mają na ogół dobrze udokumentowane okoliczności, z którymi wiążą szkodę.
Pani mecenas przyznaje jednak, że wraz z liczbą wygrywanych przez pacjentów spraw, zmienia się również podejście placówek medycznych do błędów medycznych, które prowadzą np. dokumentację o wdrażanie procedur przeciwdziałających zakażeniom.
– W efekcie mogą wykazać, że zrobiły wszystko, by zapobiec zakażeniom i dobrze je leczyły, a w przypadku wystąpienia zakażenia są w stanie udowodnić, że pacjent nie ma podstaw do roszczeń – zauważa Budzowska.
Pielęgniarka przed sądem
Elżbieta Buczkowska – prezes Naczelnej Izby pielęgniarek i Położnych (NIPiP) przyznaje, że do sądu II instancji wpływa rocznie kilkaset wniosków, z których kilkunastu procentom nadaje się dalszy bieg. Niestety izba nie dysponuje pełną statystyką.
– Taką sprawozdawczość prowadzi Departament Pielęgniarek i Położnych w Ministerstwie Zdrowia, do którego trafiają informacje dotyczące postępowań w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej pielęgniarek i położnych z 45 izb terenowych...
Istnieje obawa, że takich spraw będzie coraz więcej. Pacjenci coraz częściej wystawiają rachunki za naruszenie ich praw.