Pacjentka prof. Chazana: nawet nie wiedziałam, że jest czynnym lekarzem

Na komisji w izbie lekarskiej pytali mnie, czy znałam poglądy profesora, czy słyszałam o nim. Nie słyszałam. Tak jak nie znam życiorysów i poglądów dyrektorów innych szpitali. Ja nawet nie wiedziałam, że on jest czynnym lekarzem - mówi w wywiadzie dla Wprost kobieta, której prof. Bogdan Chazan odmówił aborcji powołując się na klauzulę sumienia.

Kobieta była przekonana, że pełni on po prostu funkcję dyrektora. O jego poglądach dowiedziała się z odmowy wykonania aborcji. - Widziałam go dwa razy - 14 i 16 kwietnia - i nigdy więcej nie miałam z nim kontaktu.

Mąż kobiety dodaje: - Zrozumieliśmy, że w zasadzie cały szpital, którym kieruje prof. Chazan, nie wykonuje aborcji, lekarze nie przepisują tabletek antykoncepcyjnych i nie przeprowadzają badań prenatalnych. Jego zdaniem prof. Chazan zamienił przyszpitalną, ogólnodostępną przychodnię ginekologiczną w miejsce, w którym konsultowane są teraz tylko pacjentki szpitala.

Kobieta opowiada, że prof. Chazan wyjaśnił, iż studentki przychodziły do tej przychodni jak na "pogotowie antykoncepcyjne” i on postanowił ten proceder ukrócić.

- Dla mnie to jest niewyobrażalne. Prof. Chazan zachowywał się przez lata jak władca, jak właściciel państwowego szpitala - komentuje mąż kobiety.

Kobieta dodaje, że kiedy rozmawiała z profesorem, nie był w kitlu, tylko w cywilnych ubraniach. - Nie badał mnie. Byłam przekonana, że ta rozmowa z nim jest formalnością, że dyrektor szpitala chce się upewnić, iż nie byłam namawiana przez lekarzy i że jestem stuprocentowo przekonana. Przecież ja przyjechałam na tę rozmowę z torbą, byłam gotowa na przyjęcie do szpitala i na przerwanie ciąży. W trakcie rozmowy okazało się, że to nie jest formalność.

Na początku usłyszała, że ustna i pisemna prośba o przerwanie ciąży mają taką samą wagę. - Kiedy do niego przyszłam, wiedział doskonale, jaka jest moja ustna prośba, teraz kłamie, że dowiedział się o moim istnieniu dopiero 14 kwietnia. Wiem, że gdybym ja tego pisma nie napisała, to prof. Chazan by mi nie odpowiedział i dzisiaj pewnie nie byłoby żadnej sprawy, dalej oszukiwałby kobiety, manipulował nimi. (...)

- W tym wszystkim najbardziej cierpiało nasze dziecko. Kiedy się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, nikt z popierających prof. Chazana, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobić - tłumaczy mąż kobiety.

Ona z wyrzutem stwierdza: - Kuria wolała zbierać pieniądze na karę dla prof. Chazana, niż chociażby pomodlić się za nasze dziecko.

Rodzice zapowiadają też w wywiadzie, że będą odwoływać się od raportu urzędu miasta. - Bo w tym raporcie w urzędzie miasta jest napisane, że mieliśmy możliwość odwołania się od decyzji prof. Chazana. To są jakieś bzdury, bo my tak naprawdę nie dostaliśmy żadnej decyzji. Dokument od prof. Chazana był wystawiony po czasie, w 25. tygodniu ciąży.

Więcej: www.wprost.pl


 

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH