Opole: ruszył proces lekarki, która przyjmowała poród córek sztangisty

We wtorek (23 września) w Sądzie Rejonowym w Opolu rozpoczął się proces lekarki przyjmującej poród córek bliźniaczek sztangisty Bartłomieja Bonka, oskarżonej o nieumyślne spowodowanie śmierci. Jedna z dziewczynek zmarła po długiej walce o życie. Hanna Ż.-L. nie przyznała się do winy.

Podczas wtorkowego procesu oskarżona składała obszerne wyjaśnienia i odpowiadała na pytania. Zeznała m.in., że nie ona podejmowała decyzję o prowadzeniu tego porodu siłami natury i nie ona była lekarzem prowadzącym poród - a tylko przy nim asystowała.

Córki Barbary i Bartłomieja Bonków urodziły się 20 listopada 2012 r. w Samodzielnym Specjalistycznym Zespole Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Opolu. Pierwsza przyszła na świat w dobrym stanie, druga - po 45 minutach - w złym, z ostrym niedotlenieniem mózgu. Dziewczynka zmarła 13 lutego br.

Akt oskarżenia dotyczący tego porodu w lipcu do opolskiego sądu skierowała tamtejsza prokuratura okręgowa. W śledztwie nie znaleziono podstaw do przedstawienia zarzutów żadnej innej osobie z personelu szpitala.

Lekarka relacjonowała przed sądem, że przy pierwszym kontakcie z żoną sztangisty - rano 20 listopada 2012 r. - uważała, że pacjentka powinna mieć przeprowadzone cesarskie cięcie ze względu na nieprawidłowe położenie jednego z płodów. W związku z tym, iż jej zdaniem poród był już w stadium bardzo zaawansowanym, skierowała rodzącą na blok porodowy.

Jak mówiła - kilka godzin później, ok. południa, została poproszona, by asystować przy porodzie bliźniąt. Prowadzącym był inny lekarz - rezydent szpitala.

Decyzję o przeprowadzaniu porodu siłami natury miał podjąć ordynator oddziału na podstawie badania USG, w którym stwierdzono prawidłowe położenie bliźniąt. Dopytywana przez sąd o ocenę tego badania Hanna Ż.-L. uznała, że USG nie uwzględniło wielu innych przesłanek, które mogły być przydatne do stwierdzenia stanu płodów oraz powinny być zbadane - np. kwestii masy płodów czy prawidłowości ułożenia główek dzieci. Jej zdaniem zakres badania USG nie był wystarczający.

Lekarka dowodziła, że już w trakcie porodu - po urodzeniu pierwszej z bliźniaczek - nie było przesłanek do przeprowadzenia cesarskiego cięcia. Jej zdaniem świadczyło o tym np. to, że wody płodowe były przejrzyste, a ich kolor i zapach był prawidłowy. Zapewniała też, że drugi płód był cały czas monitorowany metodą osłuchową.

- Tętno było jak dzwon cały czas. Wszyscy słyszeliśmy to tętno, nie budziło ono zastrzeżeń - zeznawała lekarka. Przekonywała też, że główka drugiego z dzieci obniżała się prawidłowo w kanale rodnym.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH