Obowiązek szczepień nie oznacza przymusu

Te same media, które dwa lata temu, podczas epidemii grypy, atakowały ówczesną minister zdrowia za brak szczepionek, dzisiaj opowiadają się po stronie ruchu antyszczepionkowego - mówi Przemysław Biliński, Główny Inspektor Sanitarny, w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl.

Rynek Zdrowia: Niedawna nowelizacja ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej wywołała wśród przeciwników szczepień dużą aktywność, z planem skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego włącznie. Pojawiają się zarzuty, że ustawa wprowadza przymus szczepień i ograniczenia wolności Polaków.

Przemysław Biliński: Ta ustawa nie zawiera żadnych nowych obowiązków w stosunku do obywatela ani nie daje żadnych nowych uprawnień dla żadnej instytucji. Zmiany mają charakter techniczny - uściślają dotychczasowe rozwiązania legislacyjne lub przedłużają okres obowiązywania wcześniej wydanych rozporządzeń.

Jestem zaskoczony reakcją części środowisk, jak również wydźwiękiem niektórych publikacji prasowych. Ustawa powstała we współpracy z czołowymi polskimi ekspertami: prof. Walerią Hryniewicz, prof. Andrzejem Zielińskim i prof. Andrzejem Horbanem. Została uchwalona niemalże przez aklamację, wszystkie kluby i koła poselskie poparły ustawę. Prezydent podjął jedyną słuszną decyzją o podpisaniu ustawy.

RZ: Jednym z krytykowanych elementów jest zmiana definicji choroby zakaźnej. Zdaniem krytyków nowelizacji, pominięcie czynnika „infekcyjnego” i „zagrożenia dla zdrowia publicznego” pozwoli urzędnikom lub grupom interesu na dowolne zaliczanie do chorób zakaźnych najrozmaitszych stanów chorobowych wywołanych przez chorobotwórcze czynniki biologiczne, np. alergii, zatruć pokarmowych, chorób poszczepiennych, ukąszeń przez owady czy pająki, poparzeń przez meduzy, pokrzywy.


PB: Wykaz chorób zakaźnych jest immanentną częścią ustawy. Przepisy ustawy stosuje się wyłącznie do zakażeń i chorób zakaźnych, których wykaz jest określony w załączniku do ustawy oraz biologicznych czynników chorobotwórczych wywołujących te zakażenia i choroby.

Zmiana nie poszerza zakresu obowiązywania ustawy, jak również nie spowoduje poszerzenia zakresu dotychczasowych szczepień. Wykaz chorób zakaźnych ujęty w ustawie nie został poszerzony i nadal skupia się głównie na chorobach, które mają potencjał szerzenia się epidemicznego i stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego.

Środowiska krytykujące nowelizację ustawy są głośne, ale na szczęście nadal stanowią margines. W Polsce tzw. wyszczepialność we wszystkich grupach wiekowych od 0 do 12 i we wszystkich rodzajach szczepionek wynosi 95 lub więcej procent. Zważywszy, że w każdej populacji są dzieci, które z różnych powodów medycznych nie mogą być szczepione, mówimy o bardzo małej grupie, ale równocześnie nośnej medialnie.

Wyszczepialność w Polsce utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, co zważywszy na przykład na epidemię krztuśca w USA, czy odry w Europie Zachodniej, powinno być przedmiotem naszej satysfakcji.

Wbrew obawom, Polacy nie tylko nie rezygnują ze szczepień finansowanych przez państwo w ramach kalendarza, ale dodatkowo z własnej kieszeni wydają rocznie ponad 50 mln zł na szczepienia nieujęte w kalendarzu lub na produkty nowocześniejsze, niż te oferowane przez państwo.

RZ: Podkreślany jest także brak gromadzenia informacji o niepożądanych odczynach poszczepiennych (nop) w sferze publicznej i zniesienia refundacji kosztów zgłaszania nop przez lekarzy. Zamiast tego mowa jest o możliwości zmonopolizowania i ograniczenia dostępu do informacji o zakażeniach.

PB: Na stronach internetowych Państwowego Zakładu Higieny publikowane są dane na temat zachorowań na choroby zakaźne oraz o nop. Dane są jawne, dostęp do nich jest bezpłatny, w tym zakresie nic się nie zmienia. To kolejna dezinformacja. Takich przykładów można podać jeszcze kilka.

Co ciekawe, media, które dzisiaj tak ochoczo popierają środowisko antyszczepionkowe, to często te same media, które dwa lata temu, podczas epidemii grypy, atakowały ówczesną minister zdrowia za brak szczepionek, maseczek i za to, że w przeciwieństwie do niektórych krajów, silnie działające leki przeciwwirusowe nie są wydawane pacjentom jedynie po konsultacji telefonicznej. 

RZ: Jednym z bardziej prężnie działających przeciwników nowej ustawy jest Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach "STOP NOP". Czy widzi Pan możliwość wzajemnego wysłuchania swoich argumentów?

PB: Każdy ma prawo do wyrażania swojego niepokoju, z każdym trzeba rozmawiać. Środowisko STOP NOP ma kilka sensownych postulatów, nad którymi można się zastanawiać. Jednak nie są one związane z samą ustawą, tylko z praktyką medyczną. Chodzi m.in. o to, by badanie wykonywane przez lekarza pediatrę przed szczepieniem, nie było czystą formalnością.

Podtrzymuję również swoje stanowisko, że nie w każdym przypadku unikania szczepień dzieci, należy przeciw ich rodzicom wszczynać administracyjne postępowania egzekucyjne. Obowiązkowość szczepień nie oznacza przymusu.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH