Nie zdajemy sobie sprawy z wagi informacji o zdrowiu

Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych powinien położyć większy nacisk na swoją rolę edukacyjną i pokazywać, czym są dane wrażliwe. Bardzo wielu Polaków nie ma bowiem świadomości, ile śladów zostawia posługując się różnymi kartami elektronicznymi, także tymi stosowanymi w ochronie zdrowia - twierdzi prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Rynek Zdrowia: - Z najnowszych badań Eurobarometru wynika, że jedynie 46 proc. Polaków uznaje dane o stanie swojego zdrowia za wrażliwe. Dlaczego nie przywiązujemy wagi do tych informacji i nie widzimy potrzeby, aby je chronić?

Prof. Marek Szczepański: - W porównaniu z Irlandią, Niemcami, Czechami, gdzie ten wskaźnik jest na poziomie powyżej 80 proc., rzeczywiście lekceważymy dane o stanie zdrowia. Jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi na myśl, to brak świadomości dotyczącej istoty danych wrażliwych. Nie zdajemy sobie sprawy, jak ważne są informacje o zdrowiu - dla nas samych, dla instytucji medycznych, bankowych i innych.

- A może ufamy różnym instytucjom i gotowi jesteśmy powierzyć im nawet najbardziej osobiste informacje na temat przebytych chorób?

- Ależ skąd! Jeśli chodzi o uogólniony poziom zaufania - w socjologii tak to się nazywa - Polacy są najbardziej nieufnym narodem w całej Unii Europejskiej. Nie ufają państwu. Ufają kilku instytucjom - straży pożarnej, wojsku, a także pewnym osobom, na przykład Jurkowi Owsiakowi.

W każdym razie nie wchodzi w grę zaufanie, bo nie darzymy nim zarówno instytucji państwowych, jak i niepaństwowych. Polacy ufają jedynie rodzinie i przyjaciołom. Moim zdaniem problemem jest brak wiedzy o danych wrażliwych i nieświadomość, że mogą być niewłaściwie wykorzystane przez różne instytucje i osoby.

- W innych krajach głośne były afery związane z handlem bazami danych. Gdyby u nas wybuchła afera z danymi medycznymi, od razu wzrósłby poziom świadomości.

- Afery bym sobie nie życzył. Chociaż prawdopodobnie uzmysłowiłaby ona Polakom, jakim przedmiotem pożądania dla instytucji i osób są pewne informacje. Od afery wolę jednak dobrą edukację, prowadzoną choćby za pośrednictwem cenionego przeze mnie Rynku Zdrowia.

Przypominam sobie sprawę ptasiej grypy, kiedy w Rynku Zdrowia powiedziałem, że to wielki humbug autorstwa ośrodków farmaceutycznych, a nie rzeczywisty problem. Teza zafunkcjonowała w świadomości społecznej, więc można mówić o skuteczności. W każdym razie media powinny uwrażliwić Polaków, by chronili dane dotyczące stanu zdrowia.

- Ale chyba nie tylko media…

- Oczywiście, że nie tylko. Tego rodzaju edukacja powinna być finansowana z budżetu państwa, zwłaszcza przez instytucje związane z ochroną danych osobowych. Nie wypełniają one tej misji. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych powinien odgrywać większą rolę edukacyjną i pokazywać, czym są dane wrażliwe. Bardzo wielu Polaków nie ma świadomości, ile śladów zostawia posługując się różnymi kartami elektronicznymi, także tymi wykorzystywanymi w ochronie zdrowia.

- Na koniec rozmowy poproszę jeszcze o odpowiedź na praktyczne, życiowe pytanie: jak się zachować, gdy pracodawca, firma ubezpieczeniowa, bank chcą poznać stan naszego zdrowia?

- Doradzam asertywność. W razie wątpliwości, trzeba kontaktować się z GIODO. Sam wielokrotnie to robiłem podczas prowadzenia badań socjologicznych. Pytałem, jakie dane mogę wykorzystać. Jeśli tylko pacjent odczuwa, że jakaś instytucja żąda zbyt wielu informacji, powinien zapytać GIODO, czy nie są to żądania przesadzone. Trzeba korzystać ze swoich praw.

- Dziękuję za rozmowę.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH