Narządy zmarłego dziecka nie mogą być pobrane bez zgody obojga rodziców

Matka i przyjaciele 17-latka, u którego lekarze z Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego - Centrum Medycyny Ratunkowej we Wrocławiu stwierdzili śmieć mózgu, protestują przeciwko odłączeniu go od respiratora. Mama Kamila powiadomiła policję o możliwości popełnienia przestępstwa.

W środę (9 lipca) chłopak miał wypadek drogowy. Samochód, którym jechał z kolegami, uderzył w mur z taką siłą, że go zburzył. Specjalna komisja powołana w szpitalu stwierdziła u Kamila śmierć mózgu. Chłopak jest podłączony do aparatury podtrzymującej funkcje życiowe.

- Zostały popełnione karygodne błędy przy ocenie wydania protokołu zgonu mózgu - mówiła w TVP info zrozpaczona matka chłopca, Agnieszka Wolańska.

CzytajLekarze chcą odłączyć Kamila od respiratora; rodzina protestuje

Przyjaciele zmarłego zorganizowali przed szpitalem protest. Mieli ze sobą hasło:” Handel organami zamiast ratowania życia”, zaś na Facebooku zamieścili dramatyczny apel ”do wszystkich życzliwych ludzi”, w którym prosili, by przyjechali pod szpital, bo w poniedziałek (14 lipca) ”o godzinie 14.25 ma zostać odłączony od respiratora, co oznacza jego śmierć”.

- Publiczne omawianie tej sprawy jest nakręcaniem spirali. Przyjąłem dzisiaj cztery telewizje, kilku redaktorów, od wczoraj odebrałem 25 telefonów. Nie mam kiedy pracować - mówi nam dyrektor Marek Nikiel. - Jaki jest powód zainteresowania mediów? - stawia pytanie i odpowiada: - To protest zorganizowany przez grupkę nieświadomych młodych ludzi. Jego skutek będzie podobny do tego, jaki wywołały publikacje na temat ”łowców skór”, kiedy karetki obrzucano cegłami - obawia się dyrektor Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego.

Nie chce opowiadać o sprawie Kamila. Potwierdza jedynie doniesienia mediów o komisyjnym stwierdzeniu śmierci mózgu pacjenta.

Kryterium śmierci

Kryteria, w oparciu o które wystawiany jest protokół orzekania o śmierci mózgu, są precyzyjne. Mówili nam o nich anestezjolodzy. Prof. Tomasz Gaszyński, łódzki konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, podkreślał, że opinia jest wynikiem wspólnej decyzji grona specjalistów z różnych dziedzin medycyny: anestezjologii i intensywnej terapii, neurologii oraz neurochirurgii.

Z kolei prof. Przemysław Jałowiecki, anestezjolog i rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, zapewniał w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl, że kryteria i sposób stwierdzania trwałego i nieodwracalnego ustania czynności mózgu są w Polsce bardzo szczegółowe, wieloetapowe i zgodne z aktualną wiedzą medyczną. Natomiast profesor Andrzej Nestorowicz, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, współtwórca wspomnianego protokołu, zwracał uwagę, że przyjęte w Polsce procedury w tym zakresie są bardziej restrykcyjne niż w wielu innych krajach (np. w Polsce potrzebna jest orzeczenie trzech lekarzy, w innych krajach wystarczy jednego).

Opinie ekspertów nt. wiarygodności protokołu orzekania o śmierci mózgu były reakcją na publiczną wypowiedź prof. Jana Talara, którą wygłosił w ubiegłym roku podczas sympozjum "Znieczulenie i Intensywna Terapia Chorych z Obrażeniami Mózgowia". Znany specjalista w dziedzinie rehabilitacji medycznej zajmujący się wybudzaniem osób będących w śpiączce, stwierdził, że nie istnieje coś takiego jak śmierć pnia mózgu, a polscy lekarze nie ratują dostatecznie intensywnie pacjentów z podejrzeniem takiego stanu. Wywołało to zdecydowany protest w środowisku anestezjologów.

CzytajEksperci: orzeczenie o śmierci pnia mózgu nie pozostawia wątpliwości

Nie pierwszy raz Jan Talar twierdził, że śmierć mózgowa orzekana jest w Polsce zbyt szybko, w konsekwencji czego organy pobierane są od żywych, nadających się do wybudzenia pacjentów (mówił o tym w 2009 r., kiedy domagał się zaostrzenia ustawy o przeszczepach).

W teorii i w praktyce

Podobne hasła trafiają na podatny grunt, czego przykładem jest pikieta pod wrocławskim szpitalem. Jednakże w tej sprawie nie mamy do czynienia z naukową dysputą w gronie ekspertów, ale z realnym zdarzeniem, które właśnie ma miejsce.

Czytaj: Wrocław: matka Kamila poprosiła prof. Talara o konsultację

 

Można w nim dostrzec dwa wątki. Pierwszy dotyczy tego, czy doszło do zgonu. Według wiedzy medycznej Kamil nie żyje. Dla jego mamy i przyjaciół chłopak ciągle pozostaje przy życiu. Druga kwestia została wyrażona w oskarżeniu na temat handlu organami.

Według medialnych doniesień wrocławscy lekarze uzyskali zgodę ojca na pobranie organów. Matka zgody nie wyraziła. W takiej sytuacji pobrać ich nie wolno, ponieważ w przypadku zgonu osoby nieletniej potrzebne jest pozwolenie obojga rodziców.

- Zgodnie z ustawą z 2005 r. musi być jednomyślność rodziców. Nie ma zatem mowy o pobraniu organów - wyjaśnia nam Jarosław Wilk, koordynator transplantacyjny, zajmujący się dawstwem narządów w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu.

- Żadna regulacja prawna nie odnosi się natomiast do kwestii zgody kogokolwiek na diagnozowanie i stwierdzanie zgonu wskutek śmierci mózgu oraz następującego zaprzestania terapii po takiej diagnozie. Jeśli doszło do stwierdzenia zgonu, powinno się przerwać terapię - mówi lekarz. Dodaje, że powinnością personelu oddziału jest umożliwienie rodzinie pożegnania się ze zmarłym w dogodnym czasie i w stosownych warunkach. 

- Jeśli możliwe jest dawstwo narządów od zmarłego, stosuje się nadal intensywne metody podtrzymywania krążenia i zastępczą wentylację płuc respiratorem, ale to nie jest już terapia pacjenta, lecz utrzymanie jak najlepszej funkcji narządów zmarłego do momentu ich pobrania - wyjaśnia koordynator transplantacyjny.

Jarosław Wilk nie kryje, że jest zbulwersowany transparentem grupy przyjaciół Kamila, którzy oskarżają szpital o handel narządami. Przypomina, że każdy szpital w Polsce ma obowiązek zgłoszenia możliwości pobrania narządów od zmarłych wskutek śmierci mózgu. Dodaje, że w takich sytuacjach jak tragiczny wypadek, musi zostać poinformowany o zdarzeniu właściwy prokurator, który na wniosek szpitala zajmuje także stanowisko w sprawie zamiaru pobrania narządów.

- Rozumiem jednak rodziców, którzy nie dopuszczają myśli o śmierci najbliższej osoby. Trzeba zaopiekować się nimi niezależnie od tego, czy chcą czy nie chcą przekazać narządy innym pacjentom, którzy ich potrzebują - mówi Jarosław Wilk.

W tym roku lekarze przeczepili 729 narządów. Najwięcej nerek - 512 i wątroby - 151. Najmniej było przeszczepów płuca - tylko 9.

 

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH