Mirosław G. uniewinniony ws. nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pacjenta Mirosław G. prawomocnie uniewinniony ws. nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pacjenta. Fot. Archiwum

Znany kardiochirurg Mirosław G. jest już prawomocnie uniewinniony od zarzutu nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pacjenta - przez pozostawienie wacika w jego sercu. Od nowa ma się zaś zacząć proces G. w wątku popełnienia przez niego błędu medycznego w tej sprawie.

W piątek (10 listopada) Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał wyrok Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów w części uniewinniającej G.; uchylił zaś umorzenie zarzutu jego błędu medycznego i stworzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia F. - ten wątek sprawy wróci do SR.

Piątkowa rozprawa odwoławcza SO była niejawna. Jawny był sam wyrok, którego sentencję przekazał PAP zespół prasowy SO.

- Wyrok uniewinniający jest skandaliczny - ocenił mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik rodziny Floriana M., który był operowany przez G. w 2006 r. Rogalski zapowiedział kasację do Sądu Najwyższego w tym wątku; wyraził satysfakcję z uchylenia umorzenia sprawy błędu medycznego. Nie wiadomo, czy kasację złoży prokuratura, która też odwoływała się od wyroku SR.

W maju br. SR - po trwającym od w 2012 r. procesie - uniewinnił G. od zarzutu doprowadzenia do śmierci pacjenta oraz umorzył wątek popełnienia przez niego błędu medycznego.

Pacjent dr. G. Florian M. był w 2006 r. operowany w warszawskiej klinice MSWiA, gdzie G. był ordynatorem kardiochirurgii. M. przeżył operację, cztery dni po niej jego stan się pogorszył, a personel medyczny odkrył, że w sercu pacjenta mógł pozostać jeden z gazików używanych podczas operacji. Według prokuratury, zawiadomiony o tym dr G. miał nie zareagować i dopiero dzień później zdecydować o ponownym operowaniu M., który niedługo potem zmarł. G. nie przyznawał się do winy.

Początkowo - w 2007 r. - prokuratura postawiła G. w sprawie Floriana M. zarzut zabójstwa pacjenta z zamiarem ewentualnym (czyli, że co najmniej godził się na jego śmierć). Pod tym m.in. zarzutem lekarz, zatrzymany w szpitalu w lutym 2007 r. przez CBA, został aresztowany na kilka miesięcy. Potem areszt uchylono. Zarzut zabójstwa prokuratura zmieniła na nieumyślne doprowadzenie M. do śmierci.

SR uznał, że kardiochirurg podczas operacji popełnił błąd, ale był on usprawiedliwiony. Sędzia Katarzyna Stasiów wskazywała, że lekarz wykonując tak trudną operację, polegał na swoim zespole, w tym instrumentariuszce, do której należało liczenie wykorzystanych podczas zabiegu wacików. Sędzia dodała, że nie mając informacji od instrumentariuszki, że wacika brakuje, G. mógł uznać, że wszystko jest w porządku (sprawę instrumentariuszki już wcześniej sąd umorzył).

Sędzia podkreślała, że opinie biegłych w takich sprawach, a nawet samo orzecznictwo sądów, jest różne. - Niektórzy uważają, że przy tak trudnych operacjach całkowitą winę, za pozostawienie wacika powinna ponosić instrumentariuszka. Nie sposób chyba wymagać, aby operator miał pamiętać o wszystkim - mówiła. Zaznaczyła, że gdy potwierdzono, że w sercu może znajdować się wacik, G. wykonał reoperację, czyli - jak dodała - podjął działanie by cofnąć skutki błędu.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH