Małopolskie: prokuratura wyjaśnia, jak przebiegała akcja zespołu karetki

Prokuratura Rejonowa w Bochni wyjaśnia, czy nie doszło do nieprawidłowości podczas akcji zespołu karetki wysłanej do nieprzytomnej dziewczynki. Czterolatka z Kobyla, która pół roku temu zadławiła się orzeszkiem, wciąż nie odzyskała przytomności.

Zanim sprawą zajęli się prokuratorzy, okoliczności wyjazdu ambulansu i akcji ratunkowej w Kobylu (gmina Nowy Wiśnicz) badała specjalna komisja powołana przez dyrektora Szpitala Powiatowego w Bochni. Rezultatem jej pracy było zawieszenie w czynnościach służbowych lekarza, który jechał wraz z dwoma ratownikami medycznymi do nieprzytomnego dziecka. Okazało się bowiem, że w chwili wezwania karetki, nie było go w dyżurce lekarskiej. Tłumaczył się, że miał problemy żołądkowe i nie mógł wyjść z toalety - informuje Gazeta Krakowska. 

Jest jednak inna wersja jego nieobecności, którą bada prokuratura. Nieoficjalnie mówi się, że lekarza w chwili wezwania zespołu wyjazdowego do Kobyla mogło w ogóle nie być na terenie szpitala, robił bowiem zakupy w pobliskim sklepie. Jak było naprawdę, wyjaśni dopiero prowadzone postępowanie karne. Śledczy sprawdzają m.in. zapis z kamer monitoringu.

Z dokumentacji szpitala wynika, że karetka blisko 15-kilometrowy odcinek pokonała w 14 minut. Ratownicy przekonują, że nie dało się szybciej jechać, ponieważ na drodze były korki. Z tą wersją zdarzeń nie zgadza się rodzina dziewczynki, która twierdzi, że na przyjazd karetki w Kobylu czekano około 30 minut.

Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów. Dziecko przebywa obecnie w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.

Więcej: www.gazetakrakowska.pl

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH