Dwóch ordynatorów ze Szpitala im. dr. J. Dietla w Krynicy-Zdroju i była dyrektorka Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego otrzymali zarzuty narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.
Chodzi o sprawę sprzed dwóch lat, kiedy to dwunastoletni chłopiec przebywający na kolonii w Szczawniku koło Muszyny podczas zabawy został przygnieciony bramką na boisku, co skończyło się śmiertelnym urazem – przypomina Dziennik Polski.
Chłopcu udzielono szybko pomocy. W miejscowym szpitalu, do którego trafił najpierw chłopiec nie przeprowadzono jednak koniecznego zabiegu otwarcia klatki piersiowej.
Pacjent był transportowany do szpitala w Krynicy, gdzie przebywał kilka godzin. Następnie przewieziono go do Nowego Sącza. Niestety w Szpitalu Specjalistycznym im. Jędrzeja Śniadeckiego w Nowym Sączu nie udało się uratować chłopca.
Wśród biegłych przeważała opinia, że chłopcu uratowałoby życie szybkie otwarcie klatki piersiowej czego nie wykonano w szpitalu w Krynicy.
Sprawa stała głośna, także dlatego, że ukazała braki w systemie ratownictwa medycznego dotyczące dysponowania karetkami. Dyspozytorka krynickiego pogotowia początkowo odmawiała wysłania dyżurującego zespołu ambulansu specjalistycznego obawiając się pozostawienia rejonu bez dozoru. Ostatecznie karetka pojechała, a po drodze przeniesiono ciężko rannego chłopca do innej karetki, która wyjechała na spotkanie.
Więcej: www.dziennikpolski24.pl
Czytaj więcej: wypadek | śmierć pacjenta | SPZOZ Szpital im. dr. J. Dietla w Krynicy-Zdroju | zarzuty dla lekarzy
Świdnica: prowizje zróżnicowały zarobki i poróżniły personel