Lubliniec: pacjent oskarżony o podpalenie szpitala psychiatrycznego

41-letni pacjent odpowie przed sądem za spowodowanie tragicznego w skutkach pożaru w Wojewódzkim Szpitalu Neuropsychiatrycznym w Lublińcu w marcu 2010 r. Na miejscu zginęło wówczas trzech pacjentów, czwarty zmarł kilka dni później.

To Grzegorz S. zaprószył ogień, zapalając papierosa ustaliła częstochowska prokuratura, która zakończyła śledztwo w tej sprawie i przesłała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Częstochowie. Jak poinformował prokurator Tomasz Ozimek, Grzegorzowi S. zarzucono nieumyślne wywołanie tragicznego pożaru, za co może grozić kara do ośmiu lat więzienia.

Biegli psychiatrzy, którzy zbadali Grzegorza S., uznali, że choć w chwili powstania pożaru miał znacznie ograniczoną zdolność pokierowania swoim zachowaniem i rozpoznania znaczenia czynu, to jednak jego poczytalność nie była całkowicie zniesiona. Dlatego może odpowiadać przed sądem.

Do pożaru w lublinieckim szpitalu doszło w marcu 2010 r. W sali, gdzie wybuchł, zginęli mężczyźni w wieku od 50 do 60 lat. Kolejny pacjent zmarł później w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Sześć innych osób trzech pacjentów i trzy osoby z personelu zostało poszkodowanych.

Jak powiedział prokurator Ozimek, w całym oddziale przebywało wówczas ponad 120 pacjentów. W sali, w której doszło do pożaru, leżało osiem osób, wśród nich Grzegorz S. Tylko trzech pacjentów było w stanie samodzielnie się poruszać.

Jak wynika z ustaleń śledztwa, 2 marca ubiegłego roku ok. godz. 21.30 jeden z pielęgniarzy, który spotkał Grzegorza S. powiedział mu, by wrócił na salę, bo pozostali pacjenci już śpią. S. odpowiedział, że musi jeszcze zapalić. Okazało się, że nie ma od czego odpalić papierosa, wrócił więc na salę, wyjął zapałki lub zapalniczkę z szafki innego pacjenta. Z opinii biegłego wynika, że od żaru zapalanego papierosa zapalił się materac.

Zdaniem prokuratury, S. najpierw próbował gasić pożar materacem i wodą a gdy to się nie udało, uciekł z sali i wrócił do palarni. Potwierdzały to m.in. oparzenia na jego rękach.Grzegorz S. formalnie nie przyznał się do winy, ale w dużej części w swoich wyjaśnieniach potwierdza ustalenia postępowania zaznaczył prokurator Ozimek.

W śledztwie zbadano też stan urządzeń i instalacji przeciwpożarowej w szpitalu. Zdaniem biegłego, nie była ona wadliwa. Początkowo nie zadziałała, bo pożar był bardzo niewielki; duży ogień wybuchł, gdy zaalarmowany pielęgniarz otworzył drzwi sali, co spowodowało dopływ tlenu.

Personelowi udało się wyprowadzić z sali trzech pacjentów, czterech wynieśli dopiero strażacy. Trzech z nich już nie żyło.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH