Mężczyzna, który zabił nożem przypadkowego przechodnia, nie został przyjęty na oddział o wzmocnionym zabezpieczeniu w Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Lubiążu.

34-letni mieszkaniec Hanoweru Dariusz K. 30 listopada zamordował na Psim Polu 65-letniego wrocławianina. Nie znał ofiary. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. W areszcie Dariusz K. zachowywał się agresywnie. Decyzją lekarza został przewieziony do Specjalistycznego Zespołu Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej we Wrocławiu – pisze Gazeta Wyborcza.

Biegli uznali, że powinien zostać umieszczony na oddziale psychiatrycznym sądowym o wzmocnionym zabezpieczeniu. Najbliższy taki oddział jest w Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Lubiążu. Placówka odmówiła jednak przyjęcia pacjenta.

Małgorzata Klaus, rzeczniczka prokuratury, nie rozumie dlaczego: – Dyrekcja placówki została powiadomiona o zamiarze przywiezienia do niej niebezpiecznego przestępcy. Potwierdziła, że są wolne miejsca, a zażyczyła sobie jedynie postanowienia sądu o umieszczeniu Dariusza K. w zakładzie. I dopiero kiedy został przewieziony na miejsce, odmówiła przyjęcia. Kierownictwo szpitala tłumaczyło, że nie może przyjąć osoby tymczasowo aresztowanej.

Dyrektor Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Lubiążu, Jacek Kacalak, tak tłumaczy GW powody, dla których szpital nie przyjął zabójcy: – Po pierwsze, nie miałem informacji, że ten pacjent do nas jedzie. Po drugie, nic o tym nie wiedział także lekarz dyżurny, więc mam wątpliwości, czy prokuratura faktycznie ustalała z nami jego przyjęcie. Po trzecie, chory miał status aresztanta, więc nie powinien przebywać w szpitalu, tylko na oddziale psychiatrycznym w więzieniu. Gdyby nasz lekarz dyżurny go przyjął, złamałby prawo.

Zdaniem dyrektora Kacalaka prokuratura popełniła błąd formalny. – Powinna wystąpić do sądu o uchylenie aresztu i wystawienie wniosku o internację tego pacjenta, czyli odizolowanie go np. w naszym szpitalu. Wtedy przyjęlibyśmy go na pewno – zapewnia dyrektor.

Dariusz K. wrócił do szpitala przy Wybrzeżu Korzeniowskiego. Dostał leki uspokajające i leży przypięty pasami w izolatce. Pilnują go uzbrojeni policjanci. Ale nie może pozostać tam długo, bo placówka nie spełnia norm bezpieczeństwa.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH