TVP Info dotarła do poruszających zeznań złożonych w trakcie śledztwa w sprawie doktora G przez innych lekarzy.

Świadkowie opowiadali m.in. o przypadku kilkunastoletniego chłopca z zespołem Downa.

"Była przeprowadzana operacja korekcji wady wrodzonej całkowitego kanału przedsionkowo komorowego. Był to mężczyzna w wieku 16-17 lat. Pacjent był dyskwalifikowany do zabiegu przez ośrodki zajmujące się leczeniem wad wrodzonych serca (...). Taką korekcję powinno się wykonać w wieku 3-6 lat. Pacjent zginął na stole" - można przeczytać w zeznaniach jednego z lekarzy ze szpitala MSWiA.

Inny z pracowników placówki opowiedział prokuratorom o przypadku przeszczepu serca przeprowadzonym u małej dziewczynki.

"Tam w tym momencie została przewieziona ta dziewczynka, która była z dużym drenażem pooperacyjnym i która według mnie krwawiła. W niespełna kilkadziesiąt minut nastąpiło zatrzymanie krążenia, reanimacja nieskuteczna. Przeszczep przeprowadzał dr G. U dziewczynki nie została przywrócona krzepliwość krwi i moim zdaniem ona wykrwawiła się. Mogło być tak, że nieprzywrócenie krzepliwości było działaniem celowym, świadomym w celu poprawy funkcji. Według uzyskanych przeze mnie wiadomości, nie uzyskano przywrócenia pełnej krzepliwości krwi. Może być tak, że drugim elementem, który spowodował nadmierne krwawienie, była wielogodzinna operacja w krążeniu pozaustrojowym. To mnie bardzo zdziwiło. Ja G. powiedziałem, że walczymy do końca, bo moim zdaniem on odpuścił. Znamienne było to, co powiedział później rozpaczającej matce, że przecież ma jeszcze szóstkę dzieci do wychowania. Dziecko miało przeciwwskazania do operacji: dodatni antygen HBS, HCV, grzybicę, zakrzepicy żyły głównej górnej, marskość wątroby, czynną infekcję wirusową z temp. 38 st. C." - zeznał lekarz.

Kolejny opisywany przez świadka przypadek także zakończył się śmiercią.

"Spotkałem się po raz pierwszy z zabiegiem operacyjnym polegającym na pozostawieniu starego serca i doszyciu do niego nowego. Operację przeprowadzał dr G. (...) Chodziło o kobietę, której nazwiska nie pamiętam. G. pozostawił jej serce w organizmie. Ja nie miałem świadomości, że będę uczestniczył w takiej operacji. To była operacja wysokiego ryzyka w zabezpieczeniu serca (...). Nigdzie w rozpisie operacyjnym nie było pozostawienia serca. Po zrobieniu tej plastyki i zastawki byłem pewien, że będziemy się szykować do wyjścia z krążenia, ale dr G. zaczął doszywać serce dawcy do serca biorcy. Ja nie posiadam takiej wiedzy, żeby oceniać tę sytuację jako absurdalną, więc nie reagowałem (...). Pacjentka ta po zakończeniu operacji została przewieziona na oddział pooperacyjny. Nie pamiętam dokładnie, ale dwa czy trzy dni po operacji pacjentka zmarła. G. w ogóle nie tłumaczył się z tej operacji" - zeznał jeden z medyków.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH