Lekarze, pielęgniarki a przemoc w rodzinie: obowiązek interwencji kontra niewydolny system

Zgłaszanie przypadków przemocy wobec dzieci to nie dobra wola lekarzy, ale od dwóch lat obowiązek. Część środowiska wciąż się z tego nie wywiązuje - podkreśla Renata Szredzińska z Fundacji Dzieci Niczyje. Jednak jak ocenia prof. Bartosz Łoza, to nie wina lekarzy - cały system jest kompletnie nieprzygotowany do przeciwdziałania przemocy.

W Polsce wciąż się powtarza, że zbyt rzadko reagujemy na problem przemocy w rodzinie, szczególnie, gdy ofiarą są dzieci. Z drugiej strony zgłaszanie przypadków - nawet tych, gdy zagrożone jest zdrowie lub życie dziecka - traktowane jest jako forma donosu, a nie powinność.

Obowiązek zgłaszania
Od dwóch lat znowelizowana ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie nakłada na lekarzy, pielęgniarki oraz ratowników medycznych obowiązek interwencji w przypadku przemocy w rodzinie.

Prawo wypowiada się w tej kwestii jednoznacznie: „Osoby, które w związku z wykonywaniem swoich obowiązków służbowych, powzięły podejrzenie o popełnieniu przestępstwa z użyciem przemocy wobec członków rodziny, mają obowiązek niezwłocznego zawiadomienia Policji lub prokuratora. Do osób, na których ciąży ww. obowiązek, zalicza się lekarzy i pielęgniarki" - czytamy w komunikacie Ministerstwa Zdrowia z 23 lutego 2010 roku w sprawie obowiązków personelu medycznego w związku z aktami przemocy.

Okazuje się, że przedstawiciele służb medycznych nie zawsze reagują na symptomy mogące świadczyć np. o krzywdzeniu dzieci.

- Nie prowadziłem badań, które upoważniałyby do kategorycznych, jednoznacznych ocen w kwestii działania placówek ochrony zdrowia w sytuacji przyjęcia pacjenta, wobec którego mogła być stosowana przemoc - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka.

- Jednak przykłady spraw, jakie wpływają do Biura Rzecznika bądź doniesienia medialne wskazują, że nie zawsze w placówce służby zdrowia następuje odpowiednio szybka reakcja na informacje lub podejrzenie o krzywdzeniu dziecka - dodaje.

Również w opinii przedstawicieli Fundacji Dzieci Niczyje (jej celem jest ochrona dzieci przed przemocą) nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie nie spowodowała przełomu w walce z tym zjawiskiem.

- Trzeba przyznać, że w skrajnych przypadkach służby medyczne reagują. Jednak w przypadkach mniej widocznych, gdy mamy do czynienia z zaniedbaniem czy przemocą psychiczną, często brakuje interwencji ze strony tego środowiska - mówi Renata Szredzińska z Fundacji Dzieci Niczyje.

Coś tam dzwoni...
Dane okręgowych prokuratur także nie wskazują na większą aktywność lekarzy i częstsze zgłaszanie przypadków przemocy.

Z sondażu przeprowadzonego pod koniec lutego br. przez rozgłośnię TOK FM w prokuraturach m.in. z Kielc (Świętokrzyskie), Jarosławia, Lubaczowa (Podkarpackie), Lublina wynika, że pracownicy ochrony zdrowia o takich przypadkach nie informują wcale.

Jak przekonywała stacja, powodem braku zawiadomień o przypadkach przemocy nie było wcale to, że tego typu zdarzenia nie występują.

- To się już zmienia - zapewnia nas Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - Szczególnie szpitale zaczynają alarmować, gdy stykają się z przypadkami przemocy - przede wszystkim, gdy ofiarą jest dziecko. W ciągu ostatnich miesięcy takich zgłoszeń przyjęliśmy kilka - dodaje.

Statystyki zbierane co roku przez Komendę Główną Policji jasną wskazują, że takich przypadków nie jest kilka, a tysiące. Tylko w 2009 roku jej ofiarą padło ponad 132 tys. osób. Wśród nich najwięcej było kobiet - prawie 80 tys., oraz dzieci i młodzieży - ponad 41 tys. Wśród dzieci przeważały te do lat 13.

Zdaniem policji rzeczywista liczba takich przypadków jest zdecydowanie większa. Wiele ofiar nie latami żyje ze swoim „katem" i nikogo o tym nie informuje.

Brakuje wiedzy i pieniędzy
Z krzywdzonym dzieckiem może zetknąć się każdy pediatra, lekarz rodzinny oraz pozostały pracownik służb medycznych. W takich przypadkach najważniejsze jest jego prawidłowe rozpoznanie.

- O ile mamy do czynienia z przemocą fizyczną to diagnoza wydaje się dosyć prosta. Trudniej jest zidentyfikować problem, gdy chodzi o zaniedbanie czy przemoc psychiczną. Niestety brakuje systemowych szkoleń dla pracowników służby zdrowia, które ułatwiałyby identyfikację takich przypadków - mówi Szredzińska.

Podobną opinię wyraził na portalu rynekzdrowia.pl m.in. Krystian Adamik z NZOZ Praktyki Lekarzy Rodzinnych Medica w Leśnicy, opolski konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny rodzinnej. Przyznał, że wielu lekarzy rodzinnych np. nie wie, że w celu zgłoszenia przestępstwa został opracowany specjalnie druk ułatwiający opisanie zaobserwowanych uszkodzeń ciała.

Zdaniem Szredzińskiej wygląda na to, że ustawodawca wydał przepisy, ale już nie podjął wysiłku by je wdrożyć. Ustawa wprowadza np. wymóg tworzenia w każdej gminie zespołów interdyscyplinarnych złożonych z przedstawicieli służb medycznych zajmujących się przeciwdziałaniem przemocy.

- Jednak ani resort zdrowia ani NFZ nie chce zapłacić za dodatkowe obowiązki lekarzy. Trudno się więc dziwić, że w tej sytuacji specjaliści nie garną się do takiej działalności - mówi nasza rozmówczyni.

Problem jest też nieznajomość przepisów prawa w tym zakresie. Jak wyjaśnia Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak, przepisy dość precyzyjnie określają, co należy uczynić w takich przypadkach.

Wykładnie znajdziemy zarówno w Kodeksie postępowania cywilnego, w przepisach Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego skończywszy na Ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty.

Zdaniem rzecznika edukacja personelu medycznego w tym zakresie zdecydowanie przyniosłaby większe zaangażowanie w reagowanie na przypadki przemocy domowej.

Zaniechanie przez zniechęcenie
Inny punkt widzenia na problem prezentuje prof. Bartosz Łoza, zastępca dyrektora Mazowieckiego Specjalistycznego Centrum Zdrowia im. prof. J. Mazurkiewicza w Tworkach.

- Lekarze czy pielęgniarki mają bardzo dobrą intuicję oraz wiedzę, która bez szkoleń daje im zdolność do wychwycenia przypadków przemocy - stwierdza nasz rozmówca.

- Kłopoty mogą wystąpić jedynie z przełożeniem tego co zauważyli na papier, ale nie w tym widzę problem - zaznacza nasz rozmówca.
Dlaczego więc środowisko medyczne nie zawsze informuje o takich przypadkach?

- Bo nie wierzą, że to pomoże. Nasze doświadczenia pokazuje, że państwo więcej uwagi poświęca kradzieży niż domowej przemocy. Umarzanie postępowań w takich przypadkach wciąż jest powszechną praktyką - odpowiada profesor.

Jak ocenia, ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie jest tak skuteczna jak zakaz palenia w szpitalach.

- Sam przebieg procesu w takich przypadkach jest obrzydliwy. Do tego niska karalność bądź jej brak nie zachęcają do ujawniania sprawy. Lekarz stoi przed dylematem, czy pacjenta wrzucać w machinę, która może go jeszcze bardziej zniszczyć, czy nie, skoro szanse na to, że dzięki temu zmieni się jego los, są żadne - przyznaje profesor.

Prof. Łoza nie widzi więc szans na poprawę sytuacji do czasu, gdy mechanizmy sądowe zaczną być bardziej wydolne.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH