Dziennik

Do tragedii doszło na koloniach. Na boisku piłkarskim na chłopca przewróciła się bramka. Dziecko doznało urazu serca. Kolonista prosto z boiska trafił – około 14.10 – do szpitala w Krynicy. Tam zdecydowano, że trzeba je przewieźć do odległego o 40 km Nowego Sącza w celu wykonania dokładnej diagnostyki.

„Polska” ujawnia nagrania z pogotowia ratunkowego.

Szpital w Krynicy: W trybie pilnym karetkę, bo trzeba dzieciaka przewieźć do Sącza.

Dyspozytorka: Ja mam tylko jedną karetkę. Nie będę miała co wysłać w teren.

Szpital: No, ale to jest wypadek właśnie.

Dyspozytorka: Ale ja nie będę miała w ogóle nic do roboty, jeżeli nie będę miała karetki z lekarzem, jeśli będę miała jakiś masowy wypadek?

Szpital: No ileż miała pani masowych wypadków w tym roku! (zapis rozmowy: patrz ramka obok).

Konsultacje między szpitalem a pogotowiem trwały 12 minut. W końcu karetka wyjechała. Po drodze, około 16.45 w miejscowości Łabowa, przenoszono dziecko jeszcze do innej erki, potem próbowano reanimować po dotarciu do Nowego Sącza. O godz. 18 lekarze stwierdzili zgon.

Od wypadku do śmierci chłopaka minęły ponad cztery godziny, a wystarczyłyby dwie, by pogotowie lotnicze dowiozło małego pacjenta do krakowskiego szpitala, w którym lekarze mogli uratować mu życie. Dlaczego więc nikt z Centrum Powiadamiania Ratunkowego oraz szpitala w Krynicy nie wezwał śmigłowca? – pyta „Polska”.

Dyrektor krynickiej lecznicy Marek Surowiak twierdzi, że wezwanie śmigłowca wymaga skomplikowanej i długotrwałej procedury, dlatego postanowiono wezwać erkę, bo to trwa znacznie krócej. Ale jest w błędzie. Wystarczy jeden telefon.

– A my jesteśmy gotowi do lotu w 180 sekund. Sami prosimy o wezwania, ale są rejony kraju, w których nie możemy uporać się ze zmianą przyzwyczajeń pracowników pogotowia i szpitali – mówi dr Robert Gałązkowski z warszawskiej centrali Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Dr Zbigniew Żyła z pogotowia lotniczego dodaje, że rocznie jednostki wykonują około 6 tys. lotów. – Czekamy na wezwania ze szpitali, z pogotowia, nawet ze straży pożarnej. Możemy umówić się nawet na spotkanie z karetką pogotowia w konkretnym miejscu i odebrać pacjenta z erki. Niestety, najtrudniej uporać się z przekonaniem, że procedura jest skomplikowana i droga - twierdzi Żyła.

Trwa prokuratorskie śledztwo w sprawie.

– Lekarze zostali zwolnieni z tajemnicy zawodowej. Dziś śledczy zaczynają ich przesłuchania. Powołamy biegłych, którzy będą musieli orzec, czy było wskazanie transportu helikopterem – mówi Ludwik Huzior z Prokuratury Rejonowej w Muszynie.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH