TVN24/Rynek Zdrowia | 01-10-2008 10:35

Krzysztof Grzegorek nakłaniał świadka do zmiany zeznań?

Krzysztof Grzegorek, podejrzany o korupcję były wiceminister zdrowia w rządzie premiera Donalda Tuska, miał nakłaniać jednego ze świadków do wycofania się z obciążających go zeznań - podał portal TVN24.

Andrzej G. to jeden z kluczowych świadków w śledztwie przeciwko Krzysztofowi Grzegorkowi. To właśnie jego zeznania pozwoliły na postawienie byłemu wiceszefowi ministerstwa zdrowia siedmiu zarzutów korupcyjnych (dotyczących okresu, kiedy pracował w szpitalu w Skarżysku-Kamiennej). Ale w sierpniu G. wycofał swoje zeznania i poinformował, że wcześniej złożył je "w zemście na Grzegorku za swoje niepowodzenia życiowe".

Program TVN Uwaga dotarł do Andrzeja G., który skruszony wyznał, że "został po prostu przekupiony" i zapowiedział, że "przed sądem opowie całą prawdę".

Jak podaje portal TVN24 w połowie sierpnia z G. skontaktował się dawny znajomy, Andrzej S. - Jest moim dawnym znajomym - mówi G. Zaprosił go na obiad i powiedział, że znalazł sposób na rozwiązanie problemu pomiędzy nim a Grzegorkiem.

- Wyciągnął wtedy te oświadczenia i powiedział, że jak je podpiszę, to spotkam się z Grzegorkiem - relacjonuje G.
Andrzej G. zgodził się. Pół godziny później do restauracji wkroczył Grzegorek.

- Usiadł naprzeciw mnie i zapytał, co mi zrobił, że go obciążyłem - mówił G. Polityk PO miał zażądać, aby G. podpisał oświadczenie w obecności prawnika. - Pojechaliśmy do radcy prawnego i tam złożyłem swój podpis na oświadczeniu - opowiada telewizji.

Po potwierdzeniu autentyczności jego podpisu przez radcę prawnego wrócił do restauracji, w której czekał Grzegorek. - Zabrał oba oświadczenia. Na pożegnanie powiedział: "Nie dzwoń do mnie, tylko będziemy się kontaktować przez Andrzeja" - opowiada Andrzej G.

Program Uwaga dotarł tez do "pośrednika Andrzeja". Przyznaje on telewizji, że zawiózł G. do prokuratury. Pytany, czy po drodze pojechali do Grzegorka, odpowiada twierdząco. Dopytywany "po co?" mówi, że nie pamięta, wreszcie rozkłada ręce i kończy rozmowę.

Jak podaje portal TVN24, w całą sytuację zaangażowana była jeszcze jedna osoba. Chodzi o Joannę Ć., która jest obok Grzegorka jedną z podejrzanych w sprawie korupcji w skarżyskim szpitalu.

- Opłaciła mi mieszkanie, zapłaciła zaległe ubezpieczenie samochodu i dała na drobne wydatki. Dała mi też do podpisu kolejne oświadczenie, w którym zwracam się do sądu z prośbą o to, żeby mnie nie przesłuchał, a tylko odczytał oświadczenie, w którym ze wszystkiego się wycofałem. Podpisałem, a ona dała mi kilkaset złotych - opisuje G. i przyznaje, że podpisane przez niego oświadczenie, w którym wycofuje się z zeznań, jest bezsensowne.

- Tam jest taki fragment, że niby ja to uknułem z przedstawicielami medycznymi. Ale przecież ja ich nie znam - mówi G. - Więc jak mogłem to z nimi ukartować?

Krzysztof Grzegorek nie chciał rozmawiać z telewizją na temat podejrzanych okoliczności, w których Andrzej G. odwołał zeznania. Na każde pytanie odpowiadał: "sprawę wyjaśnia prokuratura".

Prokuratura Okręgowa w Radomiu postawiła Grzegorkowi siedem zarzutów. Cztery z nich dotyczą korupcji, a pozostałe trzy - nakłaniania innych osób do poświadczania nieprawdy w dokumentach. Zarzuty korupcyjne dotyczą lat 2002 i 2003, kiedy Grzegorek był dyrektorem ds. lecznictwa w szpitalu w Skarżysku-Kamiennej. Miał wtedy przyjąć 22 tys. zł od przedstawicieli firmy Johnson&Johnson w zamian za doprowadzenie do zakupu przez skarżyski ZOZ materiałów medycznych tej firmy.