Pacjentka z Krakowa wygrała 10 tys. zł odszkodowania od Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie za nieprawidłowości w leczeniu. Sąd Apelacyjny w Krakowie w środę (20 maja) wydał prawomocny wyrok w tej sprawie. Zdecydował także, że raz jeszcze musi zostać zbadana kwestia kolejnych 70 tys. zł zadośćuczynienia i comiesięcznej renty dla kobiety.

Gdy 48-letnia Mirosława T. w lipcu 2004 r. trafiła na stół operacyjny, lekarze ocenili, że kobieta ma nowotwór i usunęli jeden z jajników. Po kilku dniach od wypisania ze szpitala pacjentka wróciła z powrotem, ponieważ doszło do powikłań. Początkowo leczono ją pod kątem niestrawności. Dopiero później przeprowadzono drugi zabieg operacyjny i wycięto drugi jajnik oraz macicę.

Niezadowolona z przebiegu leczenia kobieta złożyła w sądzie pozew przeciwko szpitalowi. W I instancji wygrała 10 tys. zł. Biegli z Torunia stwierdzili, że krakowscy lekarze nie dopuścili się błędu w sztuce, ale zaniedbali diagnostykę. Nie wykonali badania histopatologicznego, które w ciągu kilku minut daje odpowiedź, czy nie ma nowotworu w innych partiach organizmu. Na skutek tego zaniechania konieczna była druga operacja. W efekcie Mirosławie T. usuwano jajniki „na raty”. A to wiązało się z dodatkowym stresem.

Sąd Apelacyjny przyznał rację pacjentce.

- W świetle opinii biegłych zasadne jest pytanie, czy pracownicy szpitala dopełnili należytej staranności przy leczeniu pacjentki, a sąd I instancji wcale się tym nie zajął - podkreślał sędzia Andrzej Szewczyk.

O przerwanie kuracji chce zaskarżyć szpital chory na ziarnicę złośliwą Stanisław Stachela z Jastrzębiej Góry. Uważa, że Akademickie Centrum Kliniczne w Gdańsku powinno wywiązywać się z wyznaczonych terminów przyjęcia na oddział.

Po pierwszej dawce chemioterapii w Klinice Hematologii wypisano go do domu z nakazem zgłoszenia się na kolejną po tygodniu, a najpóźniej po dziesięciu dniach. Mężczyzny nie przyjęto jednak do kliniki, ani nie wyznaczono mu innego terminu. Pacjent boi się , że choroba postępuje, a jego szanse maleją. Tymczasem lekarze wyjaśniają, że klinika to nie hotel z recepcją, która pilnuje rezerwacji i steruje ruchem gości. O tym, który pacjent zostanie przyjęty do szpitala wcześniej, a który później, decydują względy medyczne. Pierwszeństwo mają chorzy z ostrą białaczką, która może zabić w ciągu kilku dni. Pacjenci z przewlekłymi chorobami krwi muszą niestety czekać.

- Z uwagi na specyfikę schorzeń hematologicznych nie jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć, kiedy w klinice zwolni się miejsce dla kolejnego pacjenta z kolejki - wyjaśnia prof. dr hab. Andrzej Hellmann, kierownik Kliniki Hematologii w ACK. - U jednego chorego dochodzi do remisji objawów w ciągu trzech tygodni, w innego trwa to dwa razy dłużej. Zgodnie z wymaganiami NFZ prowadzimy jawną listę chorych, ale zawsze uprzedzamy ich, że termin, który wyznaczamy, jest orientacyjny. Czasem zdarza się, niestety, że przerwaną terapię trzeba zaczynać od początku.

Klinika Hematologii GUM jest jedynym ośrodkiem tej specjalności na Pomorzu. Dysponuje 42 łóżkami. Miesięcznie leczy się tu 1300 pacjentów z całego Pomorza, rocznie przeprowadza 60 przeszczepów szpiku kostnego, w tym 30 allogenicznych, od dawców.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH