Czy krwawiącego, rannego pacjenta może ze szpitala wyrzucić... portierka? Okazuje się, że może. Taki przypadek miał miejsce w Krakowie.

Młody mężczyzna, napadnięty przez dwóch nastolatków w ruchliwym punkcie miasta, dostał kilka ciosów w brzuch rozbitą butelką. Stracił przytomność. Blisko dwie godziny leżał w zaułku między sklepami. Złodzieje zabrali mu dokumenty, portfel i telefon, gdy zatem odzyskał świadomość nie mógł nawet zadzwonić po pogotowie.

Z trudem dotarł o własnych siłach do najbliższej lecznicy: Kliniki Nefrologii Szpitala Uniwersyteckiego przy ul. Kopernika 15 c. Na kobiecie w białym fartuchu nie zrobiła jednak wrażenia ani zakrwawiona koszula ani poraniony brzuch ani słaniający się na nogach pacjent. Kazała mu wyjść z budynku i szukać pomocy przy ul. Kopernika 21: w odległej o 100 m Klinice Chirurgii (tzw. czerwonej) SU.

Pokonanie dystansu 100 m zajęło rannemu kilakdziesiąt minut. Najbardziej bał się, że znów straci przytomność. Lekarz, który zszywał rany nie ukrywał, że mężczyzna miał szczęście: stłuczone szkło nie uszkodziło śledziony. Chory został zatrzymany na noc na obserwacji. Następnego dnia wypisano go do domu.

W dokumentacji Kliniki Nefrologii nie ma śladu po wizycie rannego. I nic dziwnego, okazuje się bowiem, że osobą, która wyrzuciła go za drzwi była portierka. Zewnętrzna firma portiersko-ochroniarska ubiera swoich pracowników w białe fartuchy, toteż pacjenci biorą ich za personel szpitala...

- To nie powinno się wydarzyć - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Anna Niedźwiedzka, rzecznik Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. - Nie ma znaczenia, na jaki oddział szpitala trafia pacjent w stanie zagrożenia zdrowia lub życia: obowiązkiem każdej jednostki jest udzielenie pomocy. Do wszystkich portierni została już przekazana informacja, że to nie portierzy decydują, czy chory zostanie przyjęty do szpitala. Firma ochroniarska otrzymała także polecnie zmiany obsady na portierni w Klinice Nefrologii.

Anna Niedźwiedzka dodaje także, że relacja portierki różni się od relacji rannego mężczyzny.

- Kobieta twierdzi, że pacjent nie wyglądał na osobę, która natychmiast wymagała udzielenia pomocy, a na propozycję wezwania karetki odpowiedział, że tak niewielką odległość do Kliniki Chirurgii pokona sam - mówi rzecznik SU.

- Obowiązkiem każdego zakładu opieki zdrowotnej jest udzielenie pomocy pacjentowi w stanie zagrożenia życia. - podkreśla w rozmowie z radiem TOK FM  Jolanta Pulchna, rzecznik Małopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. - Jeżeli  placówka nie dysponuje odpowiednim zapleczem, powinna wezwać karetkę, albo własnym transportem sanitarnym przewieźć go w odpowiednie miejsce.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH