Ryszard O., chirurg, który dyżurował w Szpitalu Specjalistycznym im. Żeromskiego w nocy z 5 na 6 września, gdy pod bramą lecznicy zmarł 62-letni Józef Kupczyk, jest zbulwersowany faktem, że obwinia się go o śmierć pacjenta.

Jak już podawaliśmy, Józef Kupczyk zmarł pod bramą szpitala 6 września. 62-letni mężczyzna z ropiejącymi ranami w jamie brzusznej trafił na oddział ratunkowy placówki. Nie otrzymał jednak pomocy. Został wyprowadzony z oddziału przez sanitariuszy. Sprawę bada prokuratura oraz Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie.

W wywiadzie dla dziennika Gazety Krakowskiej, chirurg przyznał, że nie badał pacjenta.

– Uznałem za wystarczające parametry życiowe pacjenta uzyskane z badania przez ratownika. Z dokumentacji medycznej ratowników, którzy go przywieźli, nie wynikało, że to ciężki pacjent wymagający natychmiastowej opieki lekarza. A współpraca lekarza i ratownika polega na wzajemnym zaufaniu, więc nie miałem powodów nie wierzyć koledze z karetki – tłumaczy się chirurg.

Chirurg wiedział o gnijących ranach brzucha z obecnością larw u pacjenta, dlatego musiał go odizolować.

– Ze względu na dobro innych pacjentów nie mogłem umieścić chorego w takim stanie w tzw. sali segregacyjnej (z niej bezpośrednio pacjenci trafiają do lekarza). Poprosiłem zatem, by pacjent poczekał w wózku w poczekalni oddziału ratunkowego.

Pielęgniarki poinformowały, że pacjenta należy wykąpać, co chirurg uznał za przyjęcie polecenia ustnego. Pacjent nie został jednak ani wykapany, ani zbadany. Powodem takiej sytuacji, jak mówi chirurg, było to, że Kupczyk oddalił się ze szpitala.

Dementuje informacje, jakoby sam kazał go wyprowadzić z placówki.

– Nigdy. Dementuję te informacje. To są bzdury i kłamstwa. Nie jestem upoważniony do przekazywania takich poleceń średniemu personelowi. Mogę wydać jedynie polecenie merytoryczne, np. proszę podać pincetę – tłumaczy.

O tym, że pacjent się oddalił chirurg miał nie wiedzieć. Kiedy odpoczywał, jego obowiązki przejął drugi dyżurujący lekarz. W wywiadzie dla dziennika chirurg wyjaśnia:

– Ze względu na brak miejsca funkcjonuje taki system: co kilka godzin chirurdzy się wymieniają. Gdy ja przyjmuję chorych, mój kolega śpi i odwrotnie. Ja pracowałem do północy, od godz. 24 do 3.30 odpoczywałem, a zastąpił mnie inny lekarz. Dlatego nie wiem, co się działo po północy. Zanim udałem się na odpoczynek, zapytałem pielęgniarkę, gdzie jest ten pacjent, usłyszałem, że się oddalił. I taką informację wpisałem do karty.

O śmierci pacjenta chirurg dowiedział się 7.30 rano następnego dnia.

– O zgonie chorego przy bramie opowiedziały mi osoby, które przyszły na drugą zmianę – przekonuje lekarz.

Ryszard O. od 35 lat pracuje w zawodzie.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH