Kraków: lekarz chciał chronić dziecko - pomylił się

W wymazach z narządów rodnych 9-letniej dziewczynki lekarz z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie zobaczył pod mikroskopem plemniki. Uruchomiło to aparat ścigania i doprowadziło do zatrzymania piecu osób: mamy dziewczynki, taty, babci, dziadka i wujka.

Matka wkrótce po tym straciła pracę, bo - zgodnie z decyzją sądu - nikt inny z rodziny nie mógł kontaktować się dzieckiem. Natomiast pracodawca, u którego zatrudniona była matka, nie chciał tolerować jej nieobecności w pracy wynikającej z drażliwej sytuacji. Takie były skutki błędu popełnionego w szpitalu w Krakowie Prokocimiu.

Pod mikroskopem

Teraz, gdy okazało się, że dziecko uległo wypadkowi na placu zabaw i doznało urazu krocza, prokuratorskie śledztwo ma odpowiedzieć na pytanie, czy lekarz, wpisując w dokumenty błędny wynik, poświadczył nieprawdę.

Jak przeczytać można w obszernym reportażu w Gazecie Wyborczej, dopytywany obecnie przez prokuratora lekarz wyjawia, że w szpitalnym laboratorium nie ma możliwości wykonania dodatkowych specjalistycznych badań. Przyznaje też, że - ze względu na zupełnie inny zakres codziennej pracy w klinice dziecięcej - plemniki pod mikroskopem obserwował ostatnio około 30 lat temu. W końcu mówi, że nie zdawał sobie sprawy, że "takie coś uruchomi postępowanie policyjne".

Zapytaliśmy Bogusławę Marcinkowską, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie, o to, jaki powinien być stopień zaufania do opinii lekarskich, a także pod wpływem jakich faktów - w tej konkretnej sprawie - prokurator prowadzący śledztwo uznał, że przestępstwa nie było, co wykluczyło z grona podejrzanych rodzinę dziewczynki?

Biegli mają głos

- To nie jest tak, że bezkrytycznie przyjmuje się opinie lekarskie. Tym bardziej, że w tym przypadku była to opinie lekarza ze Szpitala Dziecięcego, a prokurator musi mieć opinię biegłych lekarzy - zaznacza Marcinkowska.

Wyjaśnia, że prokurator powołał biegłych z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, którzy zbadali preparaty. Ponadto powołał biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie, którzy również mieli zweryfikować sprawę obrażeń, jakich doznało dziecko.

- W tym zakresie wydali opinię, że pomyłką było rozpoznanie na rozmazach fragmentów witek plemników. To było podstawowe stwierdzenie dla uznania przez prokuratora, że nie popełniono przestępstwa polegającego do doprowadzenia tej dziewczynki do obcowania płciowego - zaznacza prokurator.

W rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Marcinkowska zauważa, że wyrażone jednoznacznie stwierdzenie lekarza z Prokocimie, że w wymazie były plemniki, uruchomiło całą machinę i doprowadziło do zatrzymania członków rodziny dziewczynki. Dodaje, że pracownicy szpitala w przypadku podejrzeń o molestowanie są zobowiązani zareagować natychmiast i powiadomić organy ścigania.

- Konieczność zatrzymania członków rodziny wynikała z gatunku czynu - wyjaśnia prokurator Marcinkowska. Tłumaczy, że zatrzymania w takich przypadkach mają wyeliminować możliwość ustalenia wspólnych zeznań czy wyjaśnień.

O obarczaniu winą

Członkowie rodziny zapewniają, że nie mają pretensji do prokuratury. - Szpital nie chciał źle, ale postąpił fatalnie. Lekarze nie zweryfikowali wyników, bo byli pewni, że są niepodważalne. Nie przewidzieli, jak bardzo mogą nas skrzywdzić - mówi w Gazecie Wyborczej ojciec dziewczynki.

Obecnie rodzina stara się zawrzeć ugodę ze szpitalem - chodzi o 150 tys. zł dla matki i córki. Jeśli nie dojdzie do jej zawarcia, będzie pozew o zadośćuczynienie.

”Z uwagi na fakt, iż nie znamy szczegółów roszczeń rodziców pacjentki, u której w 2008 r. nastąpiło podejrzenie molestowania seksualnego, nie będziemy komentować medialnych doniesień dotyczących tej sprawy” - poinformował 21 marca na stronie internetowej Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie Prokocimiu, przypominając że każdy lekarz ma obowiązek powiadomić organy ścigania, jeśli ma uzasadnione podejrzenie, że wobec dziecka stosowano przemoc fizyczną lub seksualną.

”Obarczanie winą lekarzy za społeczne konsekwencje prokuratorskiego dochodzenia jest kuriozalne i wysoce szkodliwe społecznie, ponieważ może doprowadzić do sytuacji, w której lekarze nie będą zgłaszać nawet najbardziej oczywistych przypadków stosowania przemocy wobec dziecka, z obawy przed kolejnymi medialnymi atakami” - przekonuje rzecznik szpitala.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH