Wezwana pilnie do chorego lekarka, nie podjęła akcji reanimacyjnej, gdyż pacjent był chory na raka. Chory zmarł jednak nie wskutek choroby nowotworowej, a na ostrą niewydolność krążenia. Dlatego prokuratura postawiła lekarkę w stan oskarżenia.

Do wydarzenia doszło w kwietniu 2008 roku. 59-letni mieszkaniec Nowej Huty, który chorował na chłoniaka, był podawany chemioterapii. W domu zaczął się skarżyć na ból żył i niespodziewanie stracił przytomność. Akcję reanimacyjną zaczęła rodzina. Wezwano też karetkę, która szybko dotarła na miejsce. W składzie ekipy ratunkowej byli ratownik medyczny, kierowca oraz Magdalena K., lekarka, która pełniła dyżur na Oddziale Pomocy Doraźnej Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie.

Żona chorego powiedziała lekarce na co mąż się leczy, pokazała jej też dokumentację z której wynikało, że jest on w trakcie chemioterapii. Lekarka podłączyła urządzenie do mierzenia ciśnienia, ale odstąpiła od ratowania pacjenta. – To agonia. Proszę pozwolić mu spokojnie umrzeć – miała powiedzieć 33-letnia dr Magdalena K.

Pacjent zmarł. Jak podaje Gazeta Krakowska, sekcja zwłok wykazała, że mężczyzna nie umarł z powodu choroby nowotworowej, ale na z powodu „ostrej niewydolności krążenia w przebiegu miażdżycy tętnic wieńcowych”. Najbardziej prawdopodobną przyczyną zgonu był zawał serca.

W sprawie wszczęto śledztwo. Prokurator Lucyna Salawa z Prokuratury Rejonowej Kraków Nowa Huta potwierdza, że prokuratura zasięgnęła opinii biegłych lekarzy z Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi i m.in. na tej podstawie postawiła lekarza w stan oskarżenia.

Z opinii biegłych wynika, że lekarka zachowała się prawidłowo w pierwszej fazie postępowania – fachowo dokonała oceny podstawowych funkcji życiowych i świadomości pacjenta. Potem jednak odstąpiła od akcji reanimacyjnej Eugeniusza K.

„Zaniechanie resuscytacji (czyli przywrócenia krążenia i oddychania) to błąd decyzyjny lekarza” – napisali biegli z Łodzi. Podkreślili też, że „decyzja o nieudzieleniu pomocy nie wynikała z błędnej diagnozy, bo stwierdzenie zatrzymania krążenia było oczywiste. Błąd polegał na założeniu bezcelowości resuscytacji z racji rozpoznania nowotworu złośliwego”.

Jednocześnie biegli lekarze zaznaczyli, że nie można ustalić, czy podjęcie resuscytacji uratowałoby życie chorego, dlatego Magdalena K. będzie odpowiadać przed sądem za bezczynność, za narażenie pacjenta na śmierć, a nie za jej nieumyślne spowodowanie. Lekarka nie przyznała się do winy. W trakcie przesłuchania w prokuraturze tłumaczyła, że zgodnie z wiedzą i oceną sytuacji uważa, że postępowała prawidłowo.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH