Gazeta Wyborcza/ RynekZdrowia | 12-12-2008 09:52

Kraków: czy lekarka musiała spędzić noc w areszcie

Czy zatrzymana przez policję znana krakowska lekarka Anna Ch. musiała - bez przesłuchania - spędzić noc w areszcie? Zdarzało się już, że przy cięższych zarzutach wobec innych lekarzy wystarczyło zwykłe wezwanie do prokuratury.

Policja zatrzymała lekarkę we wtorek. Anna Ch. spędziła noc w izbie zatrzymań. Dopiero następnego dnia przesłuchiwano ją przez wiele godzin. Późnym wieczorem w środę wróciła do domu, gdzie czekała na nią chora kilkuletnia córka.

Decyzję o jej zatrzymaniu podjęła policja. Tak twierdzi  Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka krakowskiej prokuratury. Policja tłumaczy natomiast, że wykonywała czynności zlecone przez prokuraturę.

Policja mogła inaczej postąpić wobec Anny Ch., na co wskazuje niedawny przypadek prof. Stanisława C., który wysłuchał zrzutów po listownym wezwaniu na przesłuchanie.

Anna Ch. została zatrzymana pod zarzutem doprowadzenia "do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie 5,3 tys. złotych".

- Zaistniała konieczność dokonania zatrzymania dr Anny Ch. w wyniku relizowanych czynności śledczych - pwiedziała portalowi rynek.zdrowia.pl Bogusława Marcinkowska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Dodała, że śledztwo jest kontynuowane. Na pytanie portalu rynekzdrowia.pl, kto podjął decyzję o zatrzymaniu Anny Ch., Marcinkowska odpowiedziała, że policja, która ma prawo do podejmowania takich decyzji i samodzielnego zatrzymania na 48 godzin. Dodała, że o fakcie zatrzymania policja poinformowała prokuraturę.

Prokuratura Okręgowa w Krakowie podaje, że lekarka w okresie od 2003 do 2005 roku informowała rodziców dzieci, wymagających specjalistycznego zabiegu medycznego, że w szpitalu jest długa kolejka oczekujących. Jednocześnie dodawała, że w prywatnej klinice, w której również jest zatrudniona, zabieg można wykonać od razu, ale bez refundacji z NFZ. Przyjmowała więc pieniądze od rodziców dzieci, ale nie wpłacała ich do kasy kliniki. W rzeczywistości placówka otrzymywała refundację z NFZ za zabiegi przeprowadzane przez lekarkę.

Prokuratura Okręgowa w Krakowie twierdzi, że w ten sposób lekarka wyłudziła od rodziców małoletnich dzieci kwotę 5,3 tys. zł, której nie wpłaciła do kasy prywatnej kliniki. Klinika ta natomiast występowała do NFZ o refundację tych zabiegów i taką refundację uzyskała.

Przed tym zarzutem - jak podaje Gazeta Wyborcza, lekarkę broni doc. Jacek Puchała, jej przełożony w szpitalu w Prokocimiu: - Dziecięcy Szpital Uniwersytecki jest jednostką tzw. trzeciego, najwyższego stopnia referencyjności. To najbardziej wyspecjalizowany szpital w regionie i dlatego nie możemy odsyłać pacjentów do innych placówek publicznych. W pierwszej kolejności ratujemy tych, których życie i zdrowie jest zagrożone. W lżejszych przypadkach
pacjenci muszą czekać w długiej kolejce.

Opinie na temat dr Anny Ch. są podzielone. W jej obronie staje nie tylko jej szef, ale także pacjenci oraz rzecznik prasowy Scanmedu - prywatnej kliniki, w której pracowała Anna Ch. Przed pochopnymi wnioskami przestrzega również prof. Stanisław Waltoś, karnista, który uważa, że wskaźnikiem poziomu kultury i edukacji społeczeństwa jest poszanowanie zasady domniemania niewinności.

Osoby broniące Anna Ch. przypominają, że ma ona w dorobku wiele osiągnięć, w tym, m.in.: w grudniu 2005 r. - pierwszy w Polsce przeszczep sztucznej skóry tzw. integry. W sierpniu 2006 - przyszycie dłoni 16-latkowi, w  styczniu 2007 - nowatorską operację odtworzenia nerwów dłoni u 9-letniego Szymona, w marcu 2007 - 10-letniemu Arturowi piła urywa rękę, Anna Ch. ją przyszywa, w sierpniu 2007 roku przyszywa penisa 30 – letniemu góralowi.