Komisyjny niewypał, czyli zdarzenia medyczne raczej przed sądem

Nowe przepisy miały umożliwić pacjentom szybsze dochodzenie roszczeń z tytułu tzw. błędów medycznych. Po ponad pół roku od momentu wejścia w życie nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wiadomo, że nie spełniła ona pokładanych w niej nadziei. Pacjentom nie jest ani łatwiej ani szybciej dochodzić swoich praw.

Jednym z zasadniczych celów nowych regulacji w dochodzeniu odszkodowań w sprawach medycznych miało być odciążenie wymiaru sprawiedliwości. Tego typu sprawy trwają tam latami. Ustawa miała umożliwić szybszą i prostszą ścieżką dla pacjentów w sprawach odszkodowawczych. To się nie udało, ale z pewnością przed komisją jest taniej niż w sądzie.

Nowa ustawa nie spełnia swoich funkcji głównie z powodu limitów zadośćuczynienia za zdarzenie medyczne oraz braku gwarancji szybkiej wypłaty po orzeczeniu komisji o zdarzeniu medycznym. Pomijając już niespójność ustawy, czy nawet w opinii niektórych prawników - niekonstytucyjność.

Wojewódzka komisja nie przesądza o winie lekarza czy szpitala. Wydaje orzeczenie o zaistnieniu czy też nie zdarzenia medycznego wydanym przez siebie dokumentem, nikogo do niczego nie obligując. Zarówno pacjent jak i szpital może się z tym orzeczeniem nie zgodzić, a sprawa i tak trafi do sądu.

Nie ma boomu
Od stycznia do lipca br. do komisji wojewódzkich ds. orzekania o zdarzeniach medycznych wpłynęło 90 wniosków, z czego obecnie komisje rozpatrują ponad 50. Warto dodać, że sporo wniosków, które dotarły do komisji, została odrzuconych ze względów formalnych, nie spełniało bowiem wymogów nakładanych przez ustawę.

Największa liczba wniosków wpłynęła do komisji w województwie śląskim (16) oraz pomorskim (12), natomiast najmniej, bo po jednym wniosku, złożyli pacjenci do komisji w województwie lubuskim, opolskim oraz podlaskim.

Sprawy dotyczyły uszkodzenia ciała oraz rozstroju zdrowia pacjenta, zakażenia podczas zabiegów a także śmierci pacjenta w skutek domniemanego zdarzenia medycznego.

- Przypomnę, że znowelizowane przepisy w zakresie dochodzenia zadośćuczynienia i odszkodowania mają zastosowanie tylko do zdarzeń medycznych, które nastąpiły po 1stycznia 2012 roku i są następstwem udzielania świadczeń zdrowotnych wyłącznie w szpitalu. Na pewno ma to  też znaczący wpływ na ilość wniosków. Niemniej z całą pewnością mogę stwierdzić, że z miesiąca na miesiąc wniosków tych przybywa, co świadczy o zasadności i potrzebie funkcjonowania komisji - stwierdza Krystyna Barbara Kozłowska, Rzecznik Praw Pacjenta.

- Podkreślam, że komisje wojewódzkie powstały po to, aby pacjent mógł sam wybrać i zadecydować, za pośrednictwem której instytucji - sądu czy wojewódzkiej komisji - będzie dochodził swoich praw - dodaje Kozłowska.

W sądach nie mniej spraw
Pacjenci, którzy czują się poszkodowani, a szczególnie ci, których sprawy są cięższej wagi, generalnie w dalszym ciągu kierują swoje sprawy do sądu.

- Nie można stwierdzić, aby powołanie wojewódzkich komisji ds. zdarzeń medycznych wpłynęło w zauważalny sposób na zmniejszenie się liczby spraw sądowych dotyczących błędów lekarskich. Trzeba wziąć jednak pod uwagę, że komisje działają dopiero od nieco ponad pół roku - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Marian Zawała, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach.

O tym, że powołanie komisji wojewódzkich nie wpłynęło na liczbę spraw tego typu w sądzie, mówi także mecenas Jolanta Budzowska, radca prawny z kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy, członek wojewódzkiej komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych w Krakowie, przed sądem występująca w imieniu pacjentów.

- Przyczyny są proste. Po pierwsze, ustawa jest pełna różnych pułapek. Nie wszystkie typy spraw kwalifikują się do komisji. Weźmy choćby sprawę wadliwego prowadzenia ostatniego etapu ciąży i porodu, w wyniku którego rodzi się martwe dziecko, gdzie można się zastanawiać, czy opieka prenatalna była prawidłowa - w przypadku komisji rozstrzyganie takiego zdarzenia jest niemożliwe - stwierdza mecenas Budzowska.

Jak tłumaczy prawnik, matka nie może wystąpić jako spadkobierca osoby bliskiej, bo dziecko urodzone jako martwe nie otrzymuje aktu zgonu. Niedopatrzenie ze strony ustawodawcy zamyka więc drogę do dochodzenia w tego typu sprawach przed komisją.

- Można przyjąć, że to jest wyjątek, ale takich „wyjątków" jest znacznie więcej. Według mnie także większość błędów medycznych typowo „organizacyjnych" nie będzie mogła być rozpatrywana przed komisjami. Tak jak np. głośna ostatnio sprawa związana z transportem lotniczym chłopca z Gostynia. Ten przypadek nie mieści się bowiem w definicji zdarzenia medycznego przyjętej przez ustawę - dodaje mecenas Budzowska.

Jakie limity
Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta reguluje także kwestię limitów łącznej kwoty odszkodowania i zadośćuczynienia w wysokości 100 tys. zł, zaś dla rodziny w przypadku śmierci pacjenta - 300 tys. zł.

Rozporządzenie do ustawy już jednak rozdziela te limity: dla spadkobierców do 100 tys. zadośćuczynienia i do 200 tys. odszkodowania. Konia z rzędem temu kto udowodni, że stracił 200 tys. ze względu na utratę osoby bliskiej. Oczywiście są takie sytuacje, ale należą do rzadkości.

To wszystko powoduje, że w poważniejszych sprawach wielu pacjentów i tak trafi ostatecznie do sądu, gdzie posiłkować się będzie orzeczeniem komisji, które co prawda nie jest wiążące dla sądu, ale w jakiś stopniu uprawdopodabnia roszczenie, zmniejszając ryzyko finansowe powoda.

- Warto zwrócić uwagę, że w zakresie odszkodowania dla osoby żyjącej są określone kryteria, według których ubezpieczyciel, a teraz częściej szpital, ma kalkulować rekompensatę. W przypadku śmierci osoby bliskiej nie ma już żadnych kryteriów - stwierdza mecenas Budzowska.

Komisja może korzystać z tzw. krótkiej listy biegłych lekarzy, w skład której wchodzą konsultanci wojewódzcy i krajowi oraz biegli z listy Rzecznika Praw Pacjenta. Jednak problem korzystania z biegłych będzie podobny jak procesach sądowych. Bo często są to ci sami lekarze, z których usług korzystają sądy.

W sądzie jednak dłużej
W dużej mierze za przyczyną biegłych ciągną się latami procesy w sprawach medycznych. Tych niestety nie jest zbyt wielu, a to oznacza, że w praktyce na ich opinie czeka się miesiącami. W Poznaniu na liście biegłych na 2012 rok jest 72 lekarzy (w 2007 roku było ich 107), w Katowicach jest 149. Ekspertów sądowych brakuje praktycznie wszędzie, a ci pracujący są dosłownie zawaleni są pracą.

- Zwracając się do biegłego lekarza często słyszę, że wyda opinię, ale za 5 miesięcy czy pół roku, bo akurat opracowuje kilka innych. Zwracam się więc do kogoś innego i słyszę to samo. Nie ma żadnych możliwości nacisku, aby uzyskać opinie szybciej. Nie pozostaje mi więc nic innego jak poinformować o tym strony i czekać. A im bardziej „egzotyczna" to dziedzina medycyny, tym czas oczekiwania dłuższy - mówi Marian Zawała, sędzia i rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach.

- Dodatkowo zdarza się, że powód domaga się, aby opinię wydał biegły lekarz spoza Śląska, obawiając się powiązań zawodowych. Ale do tych opinii często zadawane są pytania i wymagana jest obecność biegłego na sali sądowej. A jego przyjazd z Białegostoku, Poznania czy z Warszawy to dodatkowe komplikacje, które wydłużają proces - dodaje sędzia Zawała.

Więcej klientów
Prawnicy mają coraz więcej klientów w sprawach związanych z medycyną. W pewien sposób publiczna debata nad ustawą o prawach pacjenta wywołała popyt na zainteresowanie tą problematyką zarówno środowiska prawniczego, jak i wśród pacjentów. Coraz więcej prawników się specjalizuje w tej dziedzinie, a z drugiej strony pacjenci są coraz bardziej świadomi swoich praw.

Teraz często w nawet najbardziej drobnej, budzącej niewiele zastrzeżeń sprawie, pacjenci starają się konsultować z prawnikami, czy nie naruszono ich praw.

- Ilość pytań, stawianych przez pacjentów prawnikom, zdecydowanie wzrosła. Co nie znaczy, że jakość opieki medycznej się pogarsza. Wręcz przeciwnie, personel medyczny, mając świadomość pewnego zagrożenia, stara się bardziej przestrzegać procedur, lepiej prowadzić dokumentację medyczną. Natomiast ilość spraw, które mają szansę na wygraną w sądzie, pozostaje na niezmienionym poziomie - stwierdza mecenas Budzowska.

Co do samej ustawy o prawach pacjenta prawnicy mają wiele zastrzeżeń. Nie zmniejsza ona ryzyka po stronie szpitali, nie pomaga też pacjentom. Jak mówią - można ją traktować jako swego rodzaju poligon doświadczalny, z którego należy wyciągnąć wnioski i który powinien stać się pretekstem do opracowania regulacji z prawdziwego zdarzenia.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH