Kodeks etyki lekarskiej do uzupełnienia. Polemika z prof. Hartmanem

Nie zgadam się z prof. Janem Hartmanem, że Kodeks Etyki Lekarskiej jest tak zły, że powinien być napisany od nowa - pisze Maciej Krzanowski, senator RP I kadencji, były dyrektor ZOZ w Cieszynie. - Nie uważam też, że KEL - jak twierdzi profesor w wywiadzie dla Rynku Zdrowia - jest "korporacyjnie egoistyczny", "mieszaniną frazesów", zajmuje się "rzeczami z trzeciej setki problemów medycznych" oraz "budowaniem prestiżu lekarzy".

W związku z awanturą między prof. Janem Hartmanem i Naczelną Radą Lekarską dotyczącą KEL ponownie dokładnie przeczytałem kodeks.

Zob.: Prof. Hartman: Potrzebujemy awantury o etykę w naszej medycynie

Grupa ludzi, która kodeks stworzyła, zrobiła to, zdaniem profesora, bez sensu, a KEL to nie kodeks tylko „akt strzelisty", Zgoda, jest w kodeksie również trochę troski o zatrzymanie uciekającego czasu, kiedy lekarz leczący lekarza lub jego rodzinę robił to bezpłatnie, gdy lekarze odnosili się z szacunkiem do swych mistrzów i seniorów, a jednocześnie profesor medycyny zwracał się do swego studenta per „kolego". Co było piękne i szkoda, że odchodzi. Ale nie dostrzegłam w KEL pominięcia ważnych problemów, szczególnie tych z pierwszej dziesiątki ważności.

Emocje szkodzą myśleniu
Prof. Hartman ma za złe KEL, że stara się ograniczyć informacje o lekarskich błędach. Psychologom społecznym do rozważenia pozostawiam problem, czy pożytecznym dla publiczności jest rozgłos o lekarskich pomyłkach, skoro zaufanie do lekarza jest warunkiem skuteczności stosowanej terapii. Mówię o pomyłkach, które są, niestety, nie do uniknięcia w tym zawodzie, a nie o skandalach, że lekarz choremu odmówił pomocy, że był pijany itp. I mówię o publicznym rozgłosie, bo art.21 zobowiązuje lekarza do powiadomienia pacjenta o popełnieniu poważnej pomyłki, a tym samym do gotowości przyjęcia za nią odpowiedzialności prawnej.

Zgadzam się, że reakcja Naczelnej Rady Lekarskiej i apel do rektora UJ o zajęcie stanowiska, była przesadzona, może i nie uprawniona, ale profesor też pojechał „po bandzie" traktując KEL, produkt intelektualny korporacji ludzi, którzy też mają maturę, jako pustosłowie.

Profesor ocenia, przekreśla, ale unika precyzyjnych wskazań, które to artykuły KEL-u są bez sensu. Dopiero przyciśnięty, aby sprecyzował choć jeden zarzut, schodzi na poziom konkretu i wymienia jako „pierwszy z brzegu" przykład dopuszczania badań na żołnierzach i to „bez żadnych ograniczeń, bo badania zawsze, bez wyjątku, muszą przynosić korzyść grupie, do której należy probant, co jest sprzeczne z prawem". Nie rozumiem tego zdania i tego zarzutu, a sądzę, że wywiad był autoryzowany.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH