Ustawa o zakazie palenia tytoniu w miejscach publicznych utknęła w sejmowych szufladach.
Mimo że sierpniu br. prace nad dokumentem ukończyła sejmowa podkomisja, projekt nie trafił jeszcze pod obrady sejmowej Komisji Zdrowia.
– Obstrukcja jest po stronie rządu – mówi Dziennikowi Polskiemu prof. Witold Zatoński z Centrum Onkologii w Warszawie. – Mamy dobry projekt, oparty o doświadczenia innych krajów, ale nadal nie mamy ustawy.
Zakaz palenia obowiązuje już w zakładach opieki zdrowotnej, szkołach i placówkach oświatowo-wychowawczych, w pomieszczeniach zakładów pracy oraz innych obiektach użyteczności publicznej, poza wydzielonymi strefami.
W nowej ustawie ten zakaz ma być rozszerzony o lokale gastronomiczno-rozrywkowe, taksówki, busy i autobusy oraz prywatne środki transportu, jeżeli pasażerami są dzieci do 13 roku życia. W dużych lokalach gastronomicznych decyzję o zakazie palenia ma jednak podjąć właściciel. Przewidywany jest też całkowity zakaz reklamy wyrobów tytoniowych.
Projekt przewiduje kary za złamanie zakazu palenia: dla właściciela lokalu gastronomicznego ma to być 20 tys. zł, dla palacza 100 zł.
W Polsce pali od 9 do 10 milionów osób. Jednak - jak wynika z badań - 77 proc. Polaków opowiada się za całkowitym zakazem palenia w miejscach publicznych.
Szacuje się, że zakaz palenia w miejscach publicznych mógłby zmniejszyć liczbę zgonów z powodu zawału serca o 400-800 przypadków rocznie już w pierwszym roku jego wprowadzenia.
Na świecie zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych obowiązuje w ok. 60 krajach. W Europie wprowadzono go w 12 państwach.
Czytaj więcej: palenie tytoniu | zakaz palenia tytoniu | palenie papierosów | Witold Zatoński | sankcje za palenie
Wadowice: rozpoczęła się rozbudowa szpitala
A ustawa jest śmieszna. Na ulicy nie powinien zakaz obowiązywać i nie tłumaczcie mi, że to dobry pomysł. Palił będę nadal.