Ginekolog z 40-letnim stażem pracy, Stanisław Jarmoliński, zwolniony dyscyplinarnie z pracy we wrześniu tego roku z nowotarskiego szpitala, domaga się przywrócenia na stanowisko pracy oraz anulowania dyscyplinarnego zwolnienia. Dyrekcja szpitala zarzuciła ginekologowi, że zamiast pozostać przy mającej rodzić kobiecie - poszedł na obiad. Lekar zapewnia, że miał przy sobie telefon i na wezwanie był w stanie powrócić na oddział w ciągu kilku minut. Dziecko urodziło się pod nieobecność ginekologa.

Wczoraj (23 października) przed nowotarskim sądem pracy odbyła się pierwsza rozprawa wytoczona przez ginekologa dyrekcji Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego w Nowym Targu. Sąd wyznaczył obu stronom siedem dni na uzupełnienie dokumentacji. Zaproponował także zawarcie porozumienia. Jednak obie strony obstają przy swoim. Już niedługo czeka je więc kolejna rozprawa.

Powodem dyscyplinarki dr. Jarmolińskiego według dyrekcji szpitala było samowolne opuszczenie stanowiska pracy oraz pozostawienie rodzącej kobiety bez nadzoru lekarskiego. W międzyczasie pacjentka urodziła zdrowe dziecko.

- O tym, że wychodzę na obiad, wiedziała dyżurna położna z 34-letnim stażem pracy - tłumaczył w sądzie Jarmoliński. - Miałem przy sobie telefon komórkowy i przenośny telefon stacjonarny. Swój aparat miała przy sobie również dr Moskalowa, która była ze mną na obiedzie. Jeżeli byłaby potrzeba, w każdej chwili można było zadzwonić. Oddział położniczy znajduje się w tym samym bloku, tyle że na drugim piętrze, natomiast kuchnia w przyziemiu. Na powrót na oddział potrzebowałem góra 3-4 minut.

Dr Jarmoliński przewidywał, że poród dziecka może zakończyć się za ok. 1,5 godziny. Okazało się jednak, że stało się to o wiele szybciej. Jarmoliński twierdzi, że jego zwolnienie to konsekwencja działalności w Niezależnym Samorządnym Związku Zawodowym Pracowników Ochrony Zdrowia.

Dyrekcja szpitala stoi przy swoim i kwestionuje zachowanie lekarza. Jak mówi Krzysztof Sudoł, wicedyrektor Podhalańskiego Specjalistycznego Szpitala w Nowym Targu, dr Jarmoliński o tym, że idzie na obiad, powinien poinformować ordynatora, a nie pielęgniarkę położną. - Ordynator na oddziale odpowiada bowiem za jego pracę i zdrowie pacjentów - zaznacza Sudoł. Według dyrektora, w trakcie ostatniej fazy porodu lekarz musi być obecny przy pacjentce. Nie można zostawiać jej jedynie z położną.

- Z tego co wiemy, doktor Jarmoliński nie miał przy sobie przenośnego telefonu - mówi Sudoł. - Pielęgniarka nie miała możliwości kontaktu z nim, dlatego wezwała innego lekarza. Za chwilę może dojść do tak paradoksalnej sytuacji, że i ona wyjdzie z oddziału a zostawi salowej numer telefonu do siebie. Poza tym z kuchni na oddział jest kawał drogi.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH