Gdańsk: ruszył proces lekarz ws. nielegalnej aborcji Fot. archiwum

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku rozpoczął się w poniedziałek (8 stycznia) proces 65-letniego Tomasza K., oskarżonego o to, że w swoim gabinecie we Władysławowie (Pomorskie) usiłował dokonać nielegalnej aborcji. Lekarz nie przyznał się do winy. Kobieta, która chciała usunąć ciążę, urodziła zdrowe dziecko.

Oskarżony ginekolog złożył wyjaśnienia, ale zgodził się odpowiadać tylko na pytania swojego obrońcy.

Tomasz K. wyjaśnił przed sądem, że kobieta przyszła do jego gabinetu skarżąc się na krwawienie w narządach rodnych.

- Zaleciłem jej leżenie. Następnego dnia, zgłosiła się do mnie ponownie z powodu krwawienia. Uznałem, że aby nie doszło do następnego krwotoku, powinienem przeprowadzić zabieg opróżnienia macicy. Rozpocząłem sondowanie za pomocą specjalnego przyrządu. W czasie tej czynności doszło do przerwania ściany macicy. Podkreślam, że wszystko to stało się na etapie diagnostyki przed próbą zabiegu opróżniania macicy, który nie ma nic wspólnego z aborcją. Ciąża przebiegała dalej prawidłowo i zakończyła się urodzeniem zdrowego dziecka - mówił oskarżony.

Ginekolog dodał, że do uszkodzenia macicy doszło na skutek choroby Crohna (choroba zapalna jelit - PAP), na którą cierpiała pacjentka. - O tej chorobie dowiedziałem się dopiero z akt spraw - zaznaczył.

Przed sądem zeznawała też m.in. 26-letnia pacjentka (pracownik naukowy jednej z wyższych uczelni - PAP), która chciała dokonać aborcji.

- Kiedy dowiedziałam się o ciąży, byłam przestraszona i w dołku psychicznym. Uznałam, że jedynym wyjściem z tej sytuacji będzie usunięcie dziecka. O lekarzu Tomaszu K. mówiło się, że dokonuje takich zabiegów. Zgodził się na przeprowadzenie aborcji bez żadnych problemów. Twierdził, że zabieg, który będzie kosztował 4 tysiące złotych, jest bezbolesny, bezpieczny i będzie trwał ok. 15 minut. Nie przeprowadzał ze mną żadnego wywiadu medycznego - zeznała K.O. (sąd zezwolił tylko na podanie jej inicjałów), która jest też oskarżycielem posiłkowym podczas procesu.

Kobieta tłumaczyła, że na zabieg aborcji zdecydowała ze strachu przed agresją ojca dziecka, który w czasie ich związku (oboje nie są już parą - PAP), miał ją wielokrotnie bić oraz znieważać słowami.

- Zajęłam miejsce w fotelu ginekologicznym i dostałam znieczulenie. Od tego momentu coraz mniej pamiętam. W pewnym momencie poczułam silny ból w podbrzuszu i usłyszałam głos lekarza, że zabieg się nie udał - opowiedziała K.0.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH