Gdańsk: kolejne zeznania w procesie Szwedki przeciw gdańskiemu szpitalowi

Znieczulenie pacjentki przebiegło w sposób normalny - zeznała w piątek (14 lutego) przed Sądem Okręgowym w Gdańsku lekarka anestezjolog z Pomorskiego Centrum Traumatologii, gdzie obywatelka Szwecji zapadła w śpiączkę po zabiegu powiększenia piersi.

W szpitalu tym (obecnie nosi nazwę Copernicus Podmiot Leczniczy - PAP) w 2010 r. 31-letnia wówczas Christina Hedlund z Malmoe poddała się operacji powiększenia piersi. Po zabiegu zapadła w śpiączkę; do dziś jest w stanie wegetatywnym - nie mówi, jej kontakt ze światem jest bardzo ograniczony.

Rodzina poszkodowanej złożyła w gdańskim sądzie pozew cywilny, w którym żąda od Pomorskiego Centrum Traumatologii ok. 6 mln zł odszkodowania, zadośćuczynienia i pokrycia kosztów leczenia. Sąd, w ramach zabezpieczenia powództwa, orzekł, że szpital ma wypłacać rodzinie rentę w wysokości ok. 12,5 tys. zł miesięcznie. Szpital odwołał się od tej decyzji, ale skarga ta nie została jeszcze rozpatrzona.

W piątek (14 lutego) przed Sądem Okręgowym w Gdańsku jako kolejny świadek w procesie przeciw szpitalowi wystąpiła 46-letnia lekarka Dorota S.-P., która w tym czasie pracowała na kontrakcie jako specjalistka anestezjologii i intensywnej terapii.

- Pierwszy raz zobaczyłam pacjentkę na sali operacyjnej, rozmawiałam z nią po angielsku na temat przebytych chorób, zażywanych leków i samopoczucia. Dowiedziałam się, że miała operację wyrostka robaczkowego. Nie wspominała, że się leczyła na epilepsję. Czasem jednak dziecięce padaczki kończą się z wiekiem dojrzewania. Mnie pytała o wielkość implantów. Wspominała, że boi się wymiotów po zabiegu. Jej zachowanie było zupełnie standardowe jak na taką operację - zeznała lekarka. Podkreśliła, że pacjentka prawidłowo wybudziła się ze śpiączki po operacji.

- Był z nią pełny kontakt, opowiadała mi swój sen. Przy naszej niewielkiej pomocy została przeniesiona na łóżko oddziałowe. Skarżyła się trochę na ból związany z operacją, ale to normalne, bo taki zabieg należy raczej do ciężkich. Zaaplikowany został jej lek - mówiła lekarka. Dodała, że nic nie wskazywało, że z pacjentką dzieje się coś złego, więc przekazała ją do dalszej opieki personelowi.

O powikłaniach pooperacyjnych u Hedlund dowiedziała się już w domu, telefonicznie. - Kiedy wróciłam do szpitala przez chwilę rozmawiałam z narzeczonym pacjentki. Był przerażony, nie wiedział, co się dzieje - mówiła.

Na kilka pytań sądu i stron procesu Dorota S-P. odmówiła odpowiedzi z uwagi na to, że w sprawie tej ma postawione zarzuty prokuratorskie.

Inny świadek, 40-letnia pielęgniarka Renata K. zeznała, że po operacji pacjentka została podłączona do aparatury monitorującej czynności życiowe. Dodała, że w sprzęcie był wyłączony alarm dźwiękowy.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH