Deklaracja konfliktu interesów? Tak, ale na razie za dużo tu niedobrych skojarzeń

Przedstawiciele Naczelnej Izby Lekarskiej doszli do wniosku, że lekarze zdecydowanie za rzadko informują o możliwości zaistnienia konfliktu interesów. Jak się okazuje, nie wszyscy w środowisku podzielają takie zdanie. Uważają, że ujawnianie relacji z przemysłem farmaceutycznym może w niektórych sytuacjach wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

Dr Romuald Krajewski, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej przekonuje, że konflikt interesów jest zjawiskiem powszechnie obecnym w wielu sferach życia publicznego. Dotyczy też ochrony zdrowia, co wynika np. z relacji lekarzy z firmami farmaceutycznymi. W jego ocenie informowanie o zaistnieniu tego typu powiązań, m.in. przez autorów publikacji naukowych, powinno stać się dobrym obyczajem.

Podobnie uważa dr Maciej Michalik, ordynator oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej w Szpitalu Specjalistycznym im. F. Ceynowy w Wejherowie. Zastrzega jednak, że deklarowanie konfliktu interesów stanie się szerzej możliwe wówczas, gdy współpraca z firmami farmaceutycznymi nie będzie postrzegana niemal automatycznie jako powód do podejrzeń.

Przejrzystość jak slajd
Jego zdaniem przejrzystość jest jak najbardziej pożądana w medycynie - szczególnie tam, gdzie finansowanie ochrony zdrowia jest realizowane ze środków publicznych.

- Jestem jednak przekonany, że dążąc do upowszechnienia obyczaju składania deklaracji konfliktu interesów przez wszystkich lekarzy, nie powinniśmy tworzyć polskich rozwiązań, tylko zaczerpnąć z doświadczeń krajów, w których demokracja jest mocniej zakorzeniona - tłumaczy dr Michalik przywołując doświadczenia Niemiec, ze Skandynawii, Wielkiej Brytanii i innych krajów anglosaskich.

Dodaje: - Tam każdy naukowiec, zanim zaprezentuje na zjeździe naukowym swój wykład, pierwszy slajd poświęca właśnie kwestii konfliktu lub braku konfliktu interesów. Uczony deklaruje, że nie współpracował z firmą X lub też stwierdza, że np. robił badania na rzecz danej firmy farmaceutycznej i otrzymał z tego tytułu wynagrodzenie.

Prof. Leszek Czupryniak prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego też nawiązuje do przykładu wystąpienia podczas konferencji. Zaznacza, że celem ujawnienia własnych powiązań z podmiotami, z którymi lekarz współpracuje jest zasygnalizowanie ewentualnego wpływu tych relacji na przekaz zawarty w prezentacji.

- W tej transparentności przekazu absolutnie nie chodzi o to, żeby deprecjonować dane wystąpienie, tylko o umożliwienie odbiorcy skonfrontowania treści wykładu z deklarowanymi powiązaniami - mówi prof. Leszek Czupryniak. - Takie deklaracje dotyczą nie tylko związków z firmami farmaceutycznymi, ale także i różnymi agendami rządowymi czy instytucjami międzynarodowymi.

Im więcej powiązań, tym...
Prof. Jerzy Kruszewski konsultant krajowy w dziedzinie alergologii zwraca uwagę na liczbę powiązań z podmiotami. Twierdzi on, że obligując lekarzy do składania deklaracji konfliktu interesów, tak naprawdę szuka się konfliktu u tych specjalistów, którzy są związani tylko z jedną lub z dwoma firmami czy podmiotami.

Przedstawia pogląd, że im więcej form aktywności przejawia uczony, im więcej ma powiązań, działań na polu przemysłowym, tym bardziej wydaje się, iż ten konflikt interesów jest mniejszy.

- Generalnie chodzi o to, żeby nie reprezentować jednego podmiotu, bo wtedy jest to podejrzane od strony przejrzystości. Jeżeli uczony pracuje z jedną, drugą, trzecią i kolejną firmą, to trudno zarzucić mu stronniczość. A na tym właśnie polega konflikt interesów - uzasadnia prof. Kruszewski.

Leszek Czupryniak dodaje, że ujawnianie konfliktu interesów powinno stać się rutyną. W jego ocenie z im większą liczbą podmiotów każdy z lekarzy współpracuje, wyraża opinie, bierze udział w pracach naukowych, pisze artykuły - nawet na zlecenie - to tym lepiej, bo to oznacza, że przemysł korzysta z merytorycznej współpracy lekarza.

Maciej Michalik obawia się, że Polska nie jest przygotowana do takiej masowej wiwisekcji.

Mówi otwarcie: - Boję się, że u nas jak zwykle zostanie wylane dziecko z kąpielą. Osobiście uczestniczyłem w ponad 100 zjazdach naukowych, które były sponsorowane przez różne firmy farmaceutyczne. W wielu krajach byłoby powodem do satysfakcji, że ktoś miał możliwość uczestniczenia w tylu ważnych wydarzeniach. A u nas? Ja się tego nie wstydzę.

Ujawnienie = potępienie
Uważa, że wielu lekarzy niechętnie mówi o swoich wyjazdach na kongresy, dlatego że jest to źle postrzegane.

- Lekarze obawiają się, że natychmiast zostaną odebrani jako osoby nieuczciwe, które np. będą sprzyjały konkretnym firmom w szpitalnych przetargach albo częściej wypisywały leki tej firmy - twierdzi.

Potwierdza to także prof. Czupryniak. Uważa on, że deklaracja konfliktu interesów nie jest szeroko stosowana, ponieważ wielu profesorów obawia się pokazywać dowody współpracy z firmami przeczuwając, że może to być niemile widziane.

Przejrzystość w tej kwestii utrudnia też brak pewnych przyjaznych rozwiązań w systemie kształcenia podyplomowego lekarzy. Nie ma w nim zachęt do permanentnego zdobywania wiedzy - także w oparciu o wyjazdy zagraniczne.

- Otóż lekarz, który wyjeżdża na zjazd zobligowany jest do opłacenia od tego podatku. W Stanach Zjednoczonych dla porównania wydatki poniesione na kształcenie odlicza się od podatku - mówi Maciej Michalik.

W tej sytuacji, zdaniem dr. Michalika, skoro wyjazd na konferencję sponsorowaną przez podmioty farmacetyczne jest traktowany jako niejasne poczynania, nie powinno się zmuszać wszystkich do obowiązkowego składania deklaracji konfliktu interesów.

- Najpierw stwórzmy odpowiednią atmosferę, czyste relacje ekonomiczne np. odliczenie środków wydanych na edukację od podatku, a potem żądajmy transparentności - podsumowuje.

W Radzie Przejrzystości obowiązkowo
W Polsce obowiązek złożenia deklaracji konfliktu interesów, bez ujawnienia wysokości dochodów, jest wymagany tylko w niektórych sytuacjach. Tak jest np. w przypadku zasiadania w Radzie Przejrzystości działającej w Agencji Oceny Technologii Medycznych.

- Wszyscy członkowie Rady składają deklarację konfliktu lub braku konfliktu bezpośrednio przed ich powołaniem, a potem przed każdym posiedzeniem Rady - tłumaczy dr Wojciech Matusewicz, prezes AOTM.

Dzięki temu Rada Przejrzystości ma świadomość, czy poszczególni jej członkowie mieli w ciągu ostatniego roku jakiekolwiek powiązania z daną firmą, która produkuje oceniany lek bądź z firmami, które produkują leki o takim samym działaniu co oceniany.

Na podstawie tych deklaracji Rada Przejrzystości podejmuje decyzje, czy dany konflikt interesów, np. wykład, szkolenie, badanie kliniczne, który miały miejsce określony czas temu, są na tyle istotne, że konieczne jest wyeliminowanie takiego członka z Rady na konkretnym posiedzeniu.

Prezes Matusewicz przyznaje, że jeżeli w ciągu ostatniego roku osoba z grona Rady Przejrzystości prowadziła wykłady sponsorowane, badania kliniczne organizowane przez daną firmę farmaceutyczną, to praktycznie gremium zawsze odrzuca taką osobę z procedowania nad danym lekiem.

Granica w sumieniu
 - AOTM wydając rekomendację dla ministra, ma wpływ na jej finansowanie czyli dysponowanie środkami publicznymi, a tam gdzie są środki publiczne, powinna być pełna przejrzystość, także dotycząca powiązań danej osoby z grona ekspertów - stwierdza prezes Agencji.

Dodaje jednak, że oczywiście AOTM nie jest w stanie sprawdzać czy deklaracje te są w pełni prawdziwe: - To może jedynie ocenić każdy we własnym sumieniu. Tylko on ma świadomość czy przekroczył pewną granicę, czy nie.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH