Szpital nie ma prawa odmówić zajęcia się pacjentem, który posiada skierowanie od lekarza przyjmującego prywatnie. Tyle tylko, że jeśli chory sam o tym nie wie, na pomoc raczej nie ma co liczyć - pisze Gazeta Wyborcza.

Cierpiąca pacjentka poszła po poradę do ginekologa. Prywatnie - żeby było szybciej. Lekarz po badaniu stwierdził, że konieczny jest natychmiastowy zabieg i wypisał skierowanie do szpitala.

Pacjentka udała się do renomowanego Ginekologiczno-Połoźniczego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, ale tam nie została przyjęta. Okazało się, że jej skierowania szpital nie honoruje, że potrzebne jest skierowanie od medyka, który przyjmuje w ramach kontraktu z NFZ. Zasugerowano jej, aby następnego dnia przyszła do przyszpitalnej poradni - tam specjaliści mieli orzec, czy sprawa faktycznie jest pilna, czy nie...

Nazajutrz w poradni lekarze się dziwili, że pacjentka nie została wcześniej przyjęta, ale pielęgniarka potwierdziła, że skierowanie z prywatnej praktyki jest nic warte. Ostatecznie lekarz stwierdził, że sprawa faktycznie jest pilna i zgodził się przyjąć ją  na  oddział.

Powyższy przypadek dobrze się zakończył, ale pozostaje wiele wątpliwości: - Na wizytę u lekarza przyjmującego w ramach kontraktu trzeba czekać tygodniami – mówi pacjentka, której przypadki zostały opisane wcześniej. - Jeśli czekać nie można, idzie się prywatne. Ale co z tego, jeśli w razie potrzeby i tak pacjent musi kombinować i załatwiać skierowanie u "publicznego" lekarza? - zastanawia się kobieta.

Narodowy Fundusz Zdrowia zapewnia jednak, że skierowanie do szpitala może wystawić każdy lekarz, a nawet dentysta, czy felczer (jedynie do specjalisty kieruje wyłącznie lekarz pracujący w ramach ubezpieczenie zdrowotnego) - tak mówi Ustawa o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. - A w sytuacjach zagrożenia wcale skierowanie nie jest potrzebne - podkreśla Zbigniewa Nowodworska, dyrektor wielkopolskiego oddziału NFZ.

Co więc zrobić, by nie dać się wyrzucić za drzwi? - Żądać odmowy na piśmie - sugeruje Zbigniewa Nowodworska.

Rzecznik szpitala Lesław Ciesiółka tłumaczy, że nie może ustosunkować się do tej konkretnej sprawy, bo nie zna danych pacjentki (ta prosiła, by nie ujawniać jej nazwiska). - Szpital przyjmuje wszystkie pacjentki, niezależnie od tego, kto wypisał im skierowanie. Żadna nie jest odsyłana, nim nie zbada jej lekarz. Dopiero gdy specjalista uzna, że życiu i zdrowiu kobiety nie zagraża niebezpieczeństwo, może skierować ją do przychodni specjalistycznej, np. przyszpitalnej - wyjaśnia rzecznik.

Skierowania do szpitala od prywatnych lekarzy to sprawa wcale nie tak oczywista, jak twierdzi NFZ, bo nawet wśród lekarzy panuje powszechne przekonanie o tym, że   skierowania może wystawiać tylko medyk pracujący na kontrakcie z NFZ. A co dopiero mówić o pacjentach, którzy w trudnych sytuacjach są bezradni, poddając się machinie przepisów i biurokracji, choćby tak jak w tym przypadku, były one błędnie interpretowane.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH