Częstochowa: lekarka skazana i wskazana z mocy sądowego wyroku

Sąd Rejonowy w Częstochowie nakazał podanie do wiadomości publicznej wyroku w sprawie błędu popełnionego przez lekarkę. Skazana została na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu i 8 tys. zł grzywny za nieumyślne narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia.

Tadeusza K. badało troje lekarzy. Dyżurująca w pogotowiu lekarka uznaje, że jest nieprzytomny z przepicia i decyduje, że trzeba go zawieźć do izby wytrzeźwień. Tam ogląda go kolejny lekarz. Ocenia, że pacjentowi – prócz nadmiaru wódki – nic nie dolega. Ponieważ nie odzyskuje przytomności, zostaje odtransportowany do szpitala miejskiego.

Dyżurująca lekarka (jej personalia podano w prasie) powtarza diagnozę pogotowia. Dopiero w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie robią mu szczegółowe badania i wykrywają krwiaka mózgu. Pacjent  umiera po kilku dniach na oddziale intensywnej terapii.

Po czterech latach procesu zapadają wyroki w pierwszej instancji. Sąd posiłkując się opinią biegłych ustala, że szansę leczenia znacznie pogorszył brak należytej diagnozy, w związku z czym uznaje całą trójkę winną. Dwoje lekarzy składa jednak apelację (postępowanie w sądzie okręgowym jeszcze się nie zaczęło), dlatego w ogłoszeniu prasowym nie ma ich nazwisk. Od wyroku nie odwołuje się jedynie lekarka dyżurująca w szpitalu miejskim.

Sędzia Bogusław Zając, rzecznik częstochowskich sądów w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl przyznał, że mimo czterdziestoletniego stażu w sądownictwie nie pamięta, żeby tutejsze sądy decydowały się na podanie wyroku w sprawie lekarza do wiadomości publicznej.Zapytany, co dla skazanego oznaczać może w praktyce wymierzenie tej kary, odpowiedział, że może ono skutkować nawet zwolnieniem z pracy, choć zakaz wykonywania zawodu nie został orzeczony.

– Sądowi chodziło o to, żeby wyczulić lekarzy na to, by nie bagatelizowali problemów zdrowotnych osób będących w stanie nietrzeźwości – powiedział s. Zając.

Gazeta Wyborcza, która opisuję tę sprawę, przytacza wypowiedź Krzysztofa Kordela, krajowego rzecznika praw lekarzy: - Jestem zaskoczony formą napiętnowania lekarki. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałem. Ogłoszenie wyroku w poczytnej gazecie to dotkliwa kara. Mam wątpliwości, czy nie nazbyt dotkliwa i czy współmierna do winy. Rozumiałbym, gdyby chodziło o czyn umyślny...

Natomiast Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere, uważa że takich spraw nie ma co ukrywać. Przywołuje orzeczenie trybunału w Strasburgu, który w 2002 r. stwierdził, że interes publiczny jest ważniejszy niż interes prywatny lekarza. Nie odnosząc się do wymierzonej kary podkreślił, że to, iż pacjent był pijany, nie oznacza, że mógł umierać.

Dodajmy, że sąd może orzec podanie wyroku do publicznej wiadomości, na przykład w drodze publikacji prasowej, jeżeli uzna to za celowe, w szczególności ze względu na społeczne oddziaływanie skazania, o ile nie narusza to interesu pokrzywdzonego.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH