"Czarny poniedziałek" - strajki kobiet i manifestacje na ulicach W "Czarny poniedziałek" kobiety skandowały: "Chcemy kochać, nie umierać". Fot. Fotolia

W poniedziałek (3 października) odbył się strajk kobiet - protest wobec możliwego zaostrzenia przepisów dot. aborcji. Akcja miała swój początek w internecie; jej uczestniczki zapowiedziały nieprzyjście do pracy lub nie wykonywanie swoich codziennych obowiązków lub zamanifestowały solidarność ze strajkującymi czarnym strojem.

W stolicy strajkowi od rana towarzyszyły manifestacje i różnego rodzaju happeningi; po południu na pl. Zamkowym rozpoczęła się manifestacja, w której - według organizatorów - bierze udział ponad 20 tys. osób - zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Policja na razie nie podaje, ile osób uczestniczy w proteście.

W Warszawie pada deszcz, więc "czarnemu protestowi" towarzyszą kolorowe parasole; część jego uczestników na czarnych parasolach ma białymi literami napisane: "czarny protest". Na transparentach można przeczytać hasła: "Beata niestety, twój rząd obalą kobiety", "Potrzebują dziś obrony nasze siostry, matki, żony", "Ratujmy kobiety przez wyborem czy iść do nieba czy do więzienia".

Tłum skanduje hasła: "Chcemy kochać, nie umierać", "Jestem, czuję, decyduję", "Wolny wybór", "Kobiet prawa - ważna sprawa", "Moje ciało, moja broszka" "Wściekłe macice nie cofną się przed niczym", "Solidarność jest kobietą". Większość uczestników ubrana jest na czarno, część ma na twarzach namalowane czarne paski.

Demonstrację otworzyła organizatorka zgromadzenia Karolina Brzycka, która mówiła, że Polki, wzorem mieszkanek Islandii, spotykają się, by demonstrować, aby powiedzieć "nie" planom kontrolowania kobiecej płodności.

Obywatelski projekt ustawy zakazujący aborcji, który Sejm skierował na ubiegłym posiedzeniu do dalszych prac, nazwała barbarzyńskim. Jak przekonywała, sprawi on, że Polki będą w takiej sytuacji, jak kobiety w Salwadorze lub w Rumunii za czasów Ceausescu. - Dziewczyny, czy chcemy być niewolnicami własnej płodności? - pytała, na co zgromadzeni odpowiedzieli głośnym: "Nie".

Odczytano też apel Kongresu Kobiet do prezydenta Andrzeja Dudy. "Kraj, który traktuje połowę społeczeństwa jak bierne przedmioty, o których życiu ma decydować Sejm, policja, sądy, lekarze, to kraj, w którym i dla którego nie warto żyć. A chcemy tu żyć i chcemy żyć dla tego kraju - wolne, autonomiczne, odpowiedzialne" - napisano.

Na scenie na pl. Zamkowym pojawiła się była pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania prof. Małgorzata Fuszara, która przyszła w burce. Podkreśliła, że nie chce jej nosić, ale w poniedziałek założyła ją ponieważ uważa, że odbieranie praw reprodukcyjnych jest jej zdaniem początkiem odbierania kobietom dalszych praw.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH