Coraz trudniej o odszkodowanie i zadośćuczynienie

Wysokie kwoty (kilkaset tysięcy lub kilka milionów złotych) w procesach o odszkodowania i zadośćuczynienie za błędy lekarzy budzą wiele emocji i trafiają zwykle na pierwsze strony mediów - mówi Jolanta Budzowska z kancelarii prawnej Budzowska Fiutowski i Partnerzy Radcowie Prawni.

Największą dotychczas kwotę zasądzono dla pani Grażyny Garboś-Jędral od Samodzielnego Publicznego Centralnego Szpitala Klinicznego w Warszawie, której sąd pierwszej instancji przyznał 5 mln zł. Szpital odwołał się od wyroku, a cały proces trwa już 8 lat.

Czy to długo? Mój najdłuższy proces trwał 15 lat, przy czym nie prowadziłam go w całości. Trzeba jednak podkreślić, że dzisiaj takie sprawy przyspieszają. Najczęściej zamykają się w czterech latach.

Wojewódzkie komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych nie zdały egzaminu i nie stały się tzw. "szybką ścieżką" w sprawie odszkodowań za zdarzenia medyczne, a w sądach pacjentom walczyć jest coraz trudniej. Aby otrzymać odszkodowanie czy zadośćuczynienie w miarę adekwatne do wagi przewinienia lekarskiego, muszą się zdecydować na konfrontację z lekarzem i biegłymi na sali sądowej.

Z moich obserwacji wynika jednak, że liczba spraw dotyczących odszkodowań i zadośćuczynienia trafiających do sądów znacząco maleje. Przyczyną jest m. in. rosnące ryzyko ponoszenia kosztów procesu przez pacjentów. Sądy podchodzą do tego bardzo rygorystycznie: kiedy pacjent przegrywa, płaci koszty zastępstwa procesowego szpitalowi i ubezpieczycielowi, czyli koszty obrony prawnej, jaką szpitale i ubezpieczyciele musieli podjąć. Następuje to nawet w sytuacji, kiedy pacjent jest zwolniony od kosztów sądowych.

To ryzyko jest duże, ponieważ w procesie o kwotę powyżej 200 tys. zł minimalne koszty obrony dla jednego z pozwanych to kwota 7200 zł. Pacjent może być zmuszony do zapłacenia na koniec procesu takiej właśnie kwoty lub nawet dwukrotnie wyższej, jeżeli jako strona występuje szpital i ubezpieczyciel, jeśli proces pójdzie nie po myśli poszkodowanego, a sąd nie zrobi odstępstwa od reguły, że przegrywający ponosi koszty procesu. Są to ogromne pieniądze dla osób bardzo często żyjących tylko z renty. Są one przekonane, że doszło do błędu medycznego, ale nie potrafią tego udowodnić. Dlatego pacjenci coraz rozważniej podejmują decyzję o wystąpieniu na drogę sądową.

Kolejnym powodem jest stopień skomplikowania takich procesów oraz założenie, że proces będzie trwał kilka lat. To dość skutecznie zniechęca pacjentów, zwłaszcza tych, którzy ponieśli tzw. małe szkody. Jeżeli nawet doszło do błędu czy zaniedbania po stronie lekarza czy szpitala, ale rozmiar szkody na zdrowiu jest stosunkowo niewielki, pacjenci rezygnują. Obecnie do sądów trafiają najczęściej sprawy, za którymi przemawia mocny materiał dowodowy i gdzie doszło do najpoważniejszych szkód na zdrowiu.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH