100 tys. złotych domaga się od łódzkiego pogotowania kobieta, której męża sanitariusz uśmiercił pavulonem. Wystąpienia o odszkodowania, to kolejna sądowa odsłona makabrycznych zdarzeń w łodzkim pogotowiu sprzed kilku lat znanych pod nazwą afery

15 września 2000 r. Elżbieta K. wezwała do męża pogotowie ratunkowe, bo spadł z wersalki i wydawało jej się, że ma atak padaczki. W karetce przyjechali sanitariusz Andrzej N. i lekarz Paweł W. Ten ostatni rozpoznał u pacjenta zatrucie alkoholem, dlatego zawieźli go do Instytutu Medycyny Pracy. Ale w klinice ostrych zatruć u pacjenta nie stwierdzono nawet upojenia alkoholem. Lekarka, która go tam badała, zeznała później, że pacjent był nieprzytomny, ale jego życiu nic nie zagrażało. Podejrzewała uraz głowy i uznała, że potrzebna mu konsultacja neurochirurga. Takiego specjalisty w Instytucie nie było, dlatego ta sama karetka zabrała chorego do innego szpitala. Lekarka była zdumiona, gdy 20 minut później medyk z ambulansu zadzwonił z informacją, że pacjent nie żyje.

Sanitariusz Andrzej N. zeznał później w prokuraturze, że krótko po wyjeździe z instytutu podał choremu pavulon, a gdy zmarł, pojechali do jego domu. Elżbieta K. - wstrząśnięta nagłą śmiercią męża - zapamiętała tylko, że ktoś z załogi karetki zaproponował jej usługi firmy pogrzebowej i ciało zostało zabrane.

W czerwcu Andrzej N. został prawomocnie skazany na dożywocie za zamordowanie pavulonem czterech pacjentów. Lekarz Paweł W. dostał pięć lat więzienia za narażenie życia czterech chorych. Załoga karetki dzieliła się pieniędzmi, które za informację o śmierci pacjentów dawały im firmy pogrzebowe.

Teraz Elżbieta K. domaga się od Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego odszkodowania za śmierć męża (miał zaledwie 35 lat). Pozew w tej sprawie skierowała do łódzkiego sądu okręgowego.

- Powołuje się w nim na wyrok sądu karnego - mówi Grażyna Jeżewska z biura prasowego łódzkiego Sądu Okręgowego. - Stwierdził on, że zła organizacja pracy w pogotowiu doprowadziła do braku nadzoru nad załogami karetek.

To kolejny pozew o odszkodowanie, jaki skierowali bliscy pacjentów pogotowia. Rok temu zapadł pierwszy prawomocny wyrok w takiej sprawie. Wdowie po 72-letnim Wiesławie S., który cierpiał na ciężką depresję, przyznano 50 tys. zł od stacji pogotowia ratunkowego i jej ubezpieczyciela.

- Liczymy się z tym, że po wyroku sądu karnego takich spraw może być więcej - przyznaje Danuta Korcz, rzeczniczka WSRM. - Mamy nadzieję, że sądy orzekające w tych sprawach będę brały pod uwagę naszą sytuację finansową. Stacja pogotowia ratunkowego nie może przestać istnieć...

Danuta Korcz zapowiada, że pogotowie i jego ubezpieczyciel nie wykluczają, iż wystąpią z pozwem przeciwko byłym pracownikom. W ten sposób chcą odzyskać pieniądze, które stacja będzie musiała zapłacić bliskim zmarłych pacjentów: - Przysługuje nam prawo tzw. regresu wobec skazanych pracowników i zamierzamy z niego skorzystać.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH