Centrum Medyczne św. Damiana skarży NFZ o naruszenie dóbr osobistych. To będzie precedensowa sprawa

Centrum Medyczne św. Damiana w Krakowie pozwało Małopolski Oddział Wojewódzki NFZ, jego dyrektora Barbarę Bulanowską i rzecznika prasowego Jolantę Pulchną za naruszenie dóbr osobistych. Zdaniem zarządu spółki osoby te, poprzez "rozpowszechnianie niezgodnych ze stanem rzeczywistym informacji" naruszyły dobre imię Centrum i naraziły spółkę na utratę zaufania niezbędnego do dalszego prowadzenia placówki.

Jak informuje Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krakowie, pozew prowadzącej Centrum spółki Senseye wpłynął do Sądu Okręgowego w Krakowie 19 stycznia 2011 r. W sprawie nie wyznaczono jeszcze terminu rozprawy. Obie urzędniczki NFZ zostały pozwane, jako osoby prywatne, co w wypadku uznania pozwu przez sąd zagrozi im dotkliwymi sankcjami.

Zaczęło się od sporu o kontrakt
Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Specjalistyczne Centrum Medyczne św. Damiana rozpoczęło działalność na krakowskim rynku medycznym z początkiem minionego roku. Jak podaje prezes spółki, Wioletta Malina Jurczyk, placówka od stycznia 2011 r. realizowała kontrakt z NFZ na dzienny oddział chemioterapii.

- Początkowo Fundusz podpisał z nami kontrakt na zaledwie 121 tys. zł, który następnie został podwyższony do 377 tys. zł. I ta suma była niewspółmierna do potrzeb - tłumaczy Jurczyk.

Dodaje: - Chemioterapia to świadczenie ratujące życie, dlatego każda placówka je realizująca ma obowiązek przyjąć każdego chorego, który się do niej zgłosi. Ponieważ w naszej placówce nie było kolejek, a w innych szpitalach na chemioterapię trzeba było czekać 2-3 miesiące, mieliśmy wielu chętnych. W efekcie placówka miała 2,3 mln zł nadwykonań.

Prezes przekonuje, że wielokrotnie zgłaszała się do NFZ o wypłatę nadwykonań. Niestety, bezskutecznie. W efekcie zaciągniętych zobowiązań i braku funduszy na zakup kolejnych leków Centrum zmuszone było w połowie listopada zawiesić leczenie kilku pacjentów (w listopadzie i grudniu cytostatyki przyjmowało w Centrum 270 chorych).

- Aby nie przerywać leczenia chorych ustaliliśmy z dyrekcją innych placówek, że przejmą naszych pacjentów - relacjonuje prezes Jurczyk.

NFZ utrzymywał, że nie może przekazać środków finansowych Centrum Medycznemu św. Damiana, gdyż ma poważne zastrzeżenia co do funkcjonowania placówki.

Kto tu ma rację?
Zdaniem Funduszu, na Centrum ciążą poważne zarzuty dotyczące przygotowania leków cytostatycznych niezgodnie z przepisami prawa farmaceutycznego. Wątpliwości Funduszu miała też potwierdzić opinia wojewódzkiego inspektoratu farmaceutycznego, który przyznaje, że cytostatyki nie były tam przygotowywane zgodnie z procedurami.

Z zarzutami tymi nie zgadza się prezes placówki. Twierdzi nawet, że kontroli ze strony inspektora farmaceutycznego w ogóle nie było w Centrum. Przekonuje, iż ofertę na chemioterapię placówka przygotowała zgodnie z zarządzeniem prezesa NFZ, które zezwala na przygotowanie leków cytostatycznych w oddziale, w aptece ogólnodostępnej lub szpitalnej, pod warunkiem podpisania umowy.

- W pierwszym półroczu 2011 roku leki cytostatyczne wytwarzaliśmy w aptece ogólnodostępnej. W tym czasie, pomimo kontroli, NFZ nie miał do nas zastrzeżeń. Mniej więcej w połowie roku produkcję przenieśliśmy do naszej pracowni cytostatycznej, która uzyskała wszystkie potrzebne zgody. I wówczas okazało się, że leki produkowane przez nas nie są bezpieczne - przedstawia swoje zdanie Wioletta Malina Jurczyk.

W efekcie krakowski OW NFZ zerwał kontrakt ze Centrum Medycznym św. Damiana. Spółka od decyzji tej odwołała się do centrali NFZ, oddając rozstrzygnięcie sporu w ręce prezesa Funduszu.

Decyzję podejmie Centrala
Niedawno Gazeta Wyborcza informowała, że prezes Jacek Paszkiewicz podtrzymał decyzję krakowskiego OW NFZ w sprawie zerwania kontraktu z Centrum Medycznym św. Damiana na leczenie onkologiczne pacjentów. W efekcie tego rozstrzygnięcia, zdaniem Gazety, lecznica ostatecznie straciła kontrakt na chemioterapię dzienną.

Decyzji tej nie potwierdziła jednak w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl prezes Centrum.

- Ani do mnie, ani do mojego mecenasa nie napłynęła decyzja z Centrali NFZ w sprawie oddalenia lub podtrzymania decyzji oddziału odnośnie zerwania z naszym ośrodkiem kontraktu na leczenie onkologiczne - przekazywała nam Jurczyk.

Portal rynekzdrowia.pl czeka na odpowiedź Centrali NFZ w tej sprawie.

Mecenas reprezentujący spółkę Sensye, adwokat Łukasz Gładki z Kancelarii Jaworski Pogoda Gładki przyznał, że niezależnie od złożonego na ręce prezesa Centrali NFZ odwołania w sprawie zerwania kontraktu, władze spółki złożyły w sądzie pozew o ochronę dóbr osobistych.

- Do takich decyzji skłoniły spółkę niektóre publikacje, które ukazały się na stronach krakowskiego NFZ oraz w innych mediach. Publikacje te dotyczyły bardzo konkretnych zarzutów względem Centrum Medycznego św. Damiana i w odczuciu Centrum przekraczały granice dopuszczalnej publicznej krytyki jednostki medycznej - przyznaje Gładki.

Powództwo cywilne
Artykuły pojawiły się zaraz po tym, kiedy Św. Damian zmuszony trudnościami finansowymi odesłał swoich pacjentów na leczenie do innej placówki. Zarówno Jolanta Pulchna, będąca rzecznikiem prasowym oddziału, jak i dyrektor Barbara Bulanowska, dyrektor NFZ w Krakowie, informowały dziennikarzy o wykrytych - w ich przekonaniu - nieprawidłowościach.

Właśnie w trakcie takich wywiadów, doszło zdaniem spółki, do naruszenia dóbr osobistych. Urzędnicy NFZ wobec, których został skierowany pozew, nie chcą zabierać głosu w tej sprawie. Podobnie zresztą, jak prezes Centrum, Wioletta Malina Jurczyk. Jej zdaniem, aby móc ocenić tę sytuację trzeba zaczekać na decyzję sądu.

Rzecznik prasowy sądu Waldemar Żurek wstępnie informuje, że jeśli sprawa zostanie uznana przez sąd, pozwanym grozi kara grzywny w wysokości 20 tys. zł. której przekazania na cel charytatywny domaga się skarżący.

Spółka domaga się również od pozwanych przeprosin, które miałyby być opublikowane w prasie oraz wyemitowane w telewizji, a także przekazane wymienionym w pozwie instytucjom. Takie przeprosiny mogą pochłonąć fortunę.

Stanowisko Centrum jest jasne: NFZ przekazywało do prasy informacje niezgodne ze stanem rzeczywistym. Z kolei niektórzy urzędnicy śledzący doniesienia prasowe na temat sporu zastanawiają się wręcz czy pozwu nie należy potraktować, jako zastraszanie urzędników państwowych, przed podejmowaniem decyzji niekorzystnych dla petentów.

Urzędnicy państwowi
Prawnicy przyznają, że w Polsce coraz częściej zdarzają się sprawy cywilne o naruszenie dóbr osobistych. Skarżą zarówno firmy, jak i osoby prywatne. Nie przypominają sobie jednak, żeby skarżono urzędników państwowych, którzy wykonują swoje obowiązki.

Mecenas Ewa Rutkowska z kancelarii prawnej Baker & McKenzie przypomina, że działania urzędników nie są wyjęte spod prawa: - Nie jest tak, że bez konsekwencji pozostają naruszenia prawa dokonane przez urzędników podczas wykonywania przez nich władzy publicznej. Jeżeli natomiast informacje przedstawiane przez rzecznika oddziału są rzetelne i przez to nie naruszają dóbr osobistych, nie ma się czego obawiać - uważa mecenas.

Rzecznik prasowy Centrali NFZ Andrzej Troszyński aczkolwiek niechętnie wypowiada się w tej sprawie - twierdząc, że zna ją jedynie z doniesień prasowych - przyznaje jednak, że ochrona dóbr osobistych jest wrażliwą kwestią w kontaktach z podmiotami.

- Nawiasem mówiąc, o mojej koleżance z Krakowa, Jolancie Pulchnej, słyszę tylko i wyłącznie same dobre rzeczy, jest kompetentną, rzetelną i pracowitą rzeczniczką prasową - dodaje Troszyński.

Krakowski pozew wobec NFZ jest precedensowy dla tej instytucji i już dzisiaj można mieć pewność, że jego dalsze losy sprawy będą obserwowane z dużą uwagą.


comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH