Żona pacjenta zmarłego na zawał zarzuca lekarzom ze Szpitala Powiatowego w Bielsku Podlaskim, że nie chcieli jej wysłuchać i leczyli go na zatrucie. Szpital do błędu się nie przyznaje. Sprawę bada prokuratura.
Chory trafił do szpitala. Żona uważa, że lekarze nie chcieli jej wysłuchać i nieumiejętnie leczyli... zatrucie, zamiast zawału. Wspomina, że lekarka wyganiała ją z sali, gdy chciała powiedzieć, jakie mąż miał objawy.
Bożena Grotowicz, dyrektor bielskiego szpitala, uważa, że żona pacjenta przeszkadzała lekarzom i wręcz uniemożliwiała im pracę.
Pacjent uskarżał się na bóle barku, biodra i kręgosłupa. Wziął krople nasercowe i na chwilę poczuł się lepiej. Potem jednak wezwano pogotowie. – Oglądało go trzech lekarzy, w tym kardiolog. I położyli go na zakaźny! Gdyby mnie wysłuchali, to może mąż by nadal żył – mówi Gazecie żona zmarłego.
W opinii Grotowicz, postępowali zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej. – Pacjent trafił do nas w stanie bardzo ciężkim. Zrobiliśmy nawet więcej badań, niż w takiej sytuacji jest wymagane – uważa pani dyrektor.
Dokumentacja lekarska szpital przekazał prokuraturze, gdyż rodzina zmarłego złożyła zawiadomienie o nieumyślnym spowodowaniu spowodowaniu śmierci.
Przesłuchano pracowników szpitala, ale na wnioski jeszcze za wcześnie - informuje prokuratura.
Czytaj więcej: zawał serca | śmierć pacjenta | Szpital Powiatowy w Bielsku Podlaskim | Bożena Grotowicz
Świdnica: prowizje zróżnicowały zarobki i poróżniły personel