Białystok: uniewinnienie ws. sprzedaży urządzenia, które miało leczyć Sąd ocenił też, iż zawierająca umowę kobieta wiedziała, co podpisuje. Fot. archiwum

Sąd Okręgowy w Białymstoku prawomocnie uniewinnił we wtorek mężczyznę, któremu prokuratura zarzuciła oszustwo przy sprzedaży starszej kobiecie drogiego urządzenia, które miało leczyć choroby. Kobieta zawarła umowę kredytową podczas jego prezentacji.

Chodziło o zorganizowaną w sierpniu 2013 roku w ośrodku kultury w Sokółce (Podlaskie) prezentację tzw. bioharmonizera fotonowego. Najpierw uczestników badano, a potem - za blisko 4 tys. zł - mogli oni kupić urządzenie.

Przedstawicielowi handlowemu firmy, która organizowała prezentację, prokuratura zarzuciła, że doprowadził jedną z kobiet do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Chodziło o wprowadzenie jej w błąd co do wartości rynkowej urządzenia (według biegłych, było warte ok. 200 zł) oraz jego przydatności w leczeniu chorób i schorzeń pokrzywdzonej. Oskarżono go też o to, że namówił ją do zawarcia umowy kredytowej na zakup takiego tzw. bioharmonizera.

W lipcu Sąd Rejonowy w Sokółce oskarżonego uniewinnił, ale wyrok zaskarżyła prokuratura. Chciała jego uchylenia i zwrotu sprawy sądowi pierwszej instancji. Uważa bowiem, że już samo spotkanie zorganizowano tak, by wykorzystać łatwowierność osób w podeszłym wieku, i tylko do nich było skierowane.

Sugerowano, że to spotkanie o charakterze medycznym, a urządzenie miało ulżyć cierpieniom tych osób. Już to prokuratura uważa za wprowadzenie tych osób w błąd co do tego, "z czym mają do czynienia". Ponadto okazało się, że urządzenie jest warte dużo mniej, niż cena proponowana na spotkaniu.

Sąd okręgowy apelację jednak we wtorek oddalił. Sędzia Ryszard Milewski ocenił m.in., że "trochę nietrafnie" prokuratura stawiała zarzuty. Zwracał uwagę, że urządzenie prezentował i jego możliwości opisywał w trakcie prezentacji właściciel firmy, on także badał pacjentów.

- Tak przebadany klient, jeżeli chciałby pozyskać taki produkt, mógł podejść do oskarżonego, było tam kilku takich konsultantów zatrudnionych w firmie, na stanowisku takiego przedstawiciela handlowego - mówił sędzia.

Biorąc pod uwagę zebrane dowody, sąd przyjął, że zadaniem oskarżonego było odczytanie wyniku takiego badania, podanie ceny urządzenia i zawarcie umowy, jeśli dana osoba była tym zainteresowana.

Sąd ocenił też, iż zawierająca umowę kobieta wiedziała, co podpisuje, była też pouczana, że ma 10 dni na ewentualny zwrot (zrobiła to później, firma zwrotu nie uznała, kobieta zawiadomiła prokuraturę - PAP).

- Wiadomo, że na takie prezentacje, gdzie są przedstawiane jakieś "uzdrowicielskie" przedmioty, które mają pomóc w chorobach, przychodzą zazwyczaj ludzie starsi, schorowani, którzy oczekują jakiejś pomocy, cudownego preparatu, urządzenia, które pomoże w ich trudnościach i chorobach - przyznał sędzia.

Ale ocenił, iż oskarżonemu nie można też zarzucić "wytwarzania atmosfery" do kupienia urządzenia, bo podawał on o nich "suche fakty" dotyczące możliwości zakupu. Od każdej sprzedanej sztuki dostawał 80 zł prowizji.

 

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH