We wtorek (27 kwietnia) przed Sądem Rejonowym w Białymstoku zeznawał jako świadek dziennikarz telewizyjny, w którego reportażu pokazano kulisy policyjnej prowokacji.
To właśnie dziennikarz zawiadomił Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie, a ta wszczęła śledztwo dotyczące bezpodstawnego wykorzystania instytucji kontrolowanego wręczenia łapówki lekarzowi, który kilka miesięcy temu został ostatecznie uniewinniony od zarzutu przyjęcia 5 tys. zł.
Okazało się bowiem, że za organizacją akcji stoi inny lekarz – podwładny, oskarżonego Tomasza H. Prokuratura oskarżyła zarówno jego, jak też osoby bezpośrednio uczestniczące w akcji oraz trzech policjantów zajmujących się walką z korupcją.
Świadek opowiadał, że na ślad sprawy trafił poprzez informatora, który mówił, że zatrzymanie Tomasza H. w czerwcu 2005 roku było sytuacją „szytą” i tak naprawdę sprawa nie wygląda tak, jak opisywały ją media. Wtedy po raz pierwszy usłyszał, że za działaniami policji stał „asystent tego docenta”.
Jak mówił świadek, na płatną współpracę z redakcją zgodził się mężczyzna, który wcześniej w policyjnej prowokacji odegrał rolę pacjenta z chorobą serca. To on, dzięki ukrytej kamerze, pokazał, jak wyglądały i czego dotyczyły jego relacje z lekarzem, podwładnym docenta Tomasza H.
W środę (28 kwietnia) sąd ma przesłuchać prokuratorów, którzy udzielili zgody na prowokację wobec lekarza, kierując się - jak się okazało - nieprawdziwymi przesłankami. Ta część procesu będzie utajniona.
Na ławie oskarżonych zasiadają obecnie cztery osoby: lekarz, ówczesny podwładny Tomasza H. oraz trzej policjanci. Dwie kobiety, które w czasie prowokacji odegrały role konkubiny i córki pacjenta, zgodziły się na skazanie bez rozprawy i ich wątek został wyłączony do rozpoznania przez innego sędziego. Wcześniej też wyłączono z tej sprawy wątek mężczyzny – pacjenta, którego zły stan zdrowia uniemożliwiał w ogóle rozpoczęcie tego procesu.
Zarzuty postawione oskarżonym dotyczą „podstępnych zabiegów zmierzających do skierowania ścigania przeciwko innej osobie. W ocenie śledczych, składane były bowiem fałszywe zeznania, doszło do wprowadzenia w błąd prokuratora okręgowego w Białymstoku, który udzielał zgody na zastosowanie prowokacji.
Uznawanemu za inspiratora prowokacji lekarzowi zarzucono m.in. tworzenie fałszywych dowodów, składanie fałszywych zeznań i nakłanianie do ich składania (za obietnicę zapłacenia 20 tys. zł) innych osób, biorących bezpośredni udział w prowokacji.
Tomasz H., szef kliniki kardiochirurgii w uniwersyteckim szpitalu klinicznym w Białymstoku jest oskarżycielem posiłkowym w sprawie prowokacji. Uniewinniając go ostatecznie (po dwóch procesach), sąd uznał, że w tym przypadku nie można było takiej prowokacji przeprowadzić legalnie, bez żadnych wcześniejszych wiarygodnych informacji o tym, że lekarz przyjmuje łapówki.
Czytaj więcej: proces | Sąd Rejonowy w Białymstoku | policyjna prowokacja
Świdnica: prowizje zróżnicowały zarobki i poróżniły personel