Bezduszność bliskich plus brak finansowych restrykcji. Efekt? Wakacyjny pacjent...

Każdego roku na początku wakacji wzrasta liczby starszych pacjentów nieodebranych ze szpitala po zakończeniu leczenia lub bezpodstawnie tam umieszczanych. Scenariusz wygląda podobnie: rodzina przywozi staruszka taksówką, zostawia na izbie przyjęć z dowodem osobistym w ręku i ucieka. Ten trend zaczyna się pod koniec czerwca.

Szpital Uniwersytecki nr 2 im. Jan Biziela w Bydgoszczy wydaje się być w tej kwestii rekordzistą. Jak twierdzi prof. Zbigniew Bartuzi, kierownik tamtejszej Katedry i Kliniki Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Wewnętrznych, na jego oddziale 60-70 proc. wszystkich leczonych mogą stanowić tzw. pacjenci "socjalni", przeważnie osoby starsze, które bardziej od pomocy lekarskiej potrzebują codziennej opieki.

Jednak zdaniem Piotra Gołaszewskiego, rzecznika prasowego Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie, dla lecznicy stwierdzenie, na ile taka sytuacja jest spowodowana celowym działaniem rodziny, pozostaje ogromnie trudne.

Porzuceni w szpitalu
Scenariusz wygląda podobnie: rodzina przywozi staruszka taksówką, zostawia na izbie przyjęć z dowodem osobistym w ręku i ucieka. Często starsza osoba trafia do szpitala odwodniona i niedożywiona.

W szpitalu zostaje wyleczona, doprowadzona do stabilnego stanu i wypisana do domu. Zdarza się, że rodzina nie zgłasza się przez kilka czy kilkanaście dni po jej odbiór, albo też po kilku dniach podrzuca ją z powrotem.

Piotr Gołaszewski przyznaje, że co bardziej sprytni krewni wzywają pogotowie, twierdząc, że "dziadkowi” się pogorszyło. W ten sposób chcą być bardziej wiarygodni.

- Jeżeli pacjenta przywozi na SOR pogotowie, to sprawa się komplikuje. Zazwyczaj są to osoby, którym poruszanie się i wykonywanie bieżących, codziennych czynności sprawia trudność. W tej sytuacji jednoznaczne stwierdzenie, czy dany pacjent potrzebuje hospitalizacji, czy jest to tylko próba bezpodstawnego umieszczenia go w szpitalu, jest ogromnie trudną kwestią - tłumaczy Gołaszewski.

- Ten trend zaczyna się pod sam koniec czerwca. Zazwyczaj lipiec i sierpień to ten moment, kiedy możemy zacząć mówić o tzw. pacjencie wakacyjnym - podsumowuje.

W szpitalu się leczy
Zdaniem Gołaszewskiego ocena pobudek rodziny, która przywozi starszego krewnego do szpitala, nie leży w kompetencjach lecznicy.

- Lekarze na szpitalnym oddziale ratunkowym weryfikują rzeczywisty stan pacjenta i na tej podstawie decydują o dalszym postępowaniu. Skupiamy się na pacjencie. Nie jest przecież wykluczone, że starsza pani/pan oprócz dolegliwości związanych z wiekiem potrzebują pomocy w bardzo konkretnej sprawie. Szereg dolegliwości wymaga obserwacji - wyjaśnia.

- Nawet jeżeli w głowie pojawia się myśl, że pacjent może być "wakacyjny", to zawsze zakładamy, że potrzebuje on naszej pomocy. Wtedy nie popełniamy błędu - tłumaczy Gołaszewski.

Opowiada, że w zeszłym roku do szpital trafiło dwóch chorych, wobec których było podejrzenie, że są to osoby wymagające opieki a nie leczenia. Jednak po przyjęciu ich na oddział i dokładnych badaniach wykryto poważne problemy zdrowotne. Dla jednego z nich dwutygodniowy pobyt w szpitalu przerodził się w prawie miesięczny.

I dodaje, że musimy rozróżniać dwie sytuacje. Pierwszą, kiedy pacjent zostaje w szpitalu i okazuje się, że wymaga hospitalizacji. I drugą, gdy rodzina nie zgłasza się, aby odebrać chorego po wypisie.

- Jeżeli pacjent zostaje, ale mieści się to w ramach rozsądku, nikogo nie powiadamiamy. Staramy się skontaktować z rodziną i negocjujemy. Zdarza się, że informujemy, iż pobyt w szpitalu, który nie wymaga już leczenia, jest płatny - czasami, bardzo rzadko wystawiamy rachunek. Zwykle to przemawia do bliskich - tłumaczy Gołaszewski.

- Natomiast jeżeli nie ma możliwości skontaktowania się z rodziną a pobyt pacjenta przedłuża się po wypisie, wówczas zawiadamiamy opiekę społeczną i to ona przejmuje pacjenta. Chociaż, muszę podkreślić, że nie ma jasnych reguł, jak mamy postępować - przyznaje.

Blokują miejsca
Konsekwencją opiekowania się porzuconym pacjentem są koszty dla szpitali. Np. niezapłacone przez Fundusz świadczenia czy blokowanie łóżek.

- Problem blokowania łóżek jest szczególnie odczuwalny na oddziałach newralgicznych, jak np. neurologia. Staramy się z tym radzić. Kiedy np. po 2-3 dniach wstępnej weryfikacji okazuje się, że  pacjent nie wymaga specjalistycznego leczenia, wtedy przesuwamy go na inny oddział, gdzie łóżka nie są tak cenne - tłumaczy Gołaszewski.

- Z rozliczaniem się z NFZ bywa różnie. My akurat liczymy się z tym, że miesięcznie zawsze mamy pewną liczbę pacjentów, z którymi jest problem z rozliczeniem, i ci wakacyjni nie stanowią takiego odsetka, który by powodował poważne problemy finansowe - dodaje.

Lepszy system "respite care”?
Większość dyskutowanych rozwiązań prawnych, które miałyby zapobiegać takim sytuacjom, oscyluje wokół restrykcji finansowych. Z tym jednak wiąże się wiele trudności. Choćby bardzo ograniczone możliwości egzekwowania od rodziny pacjenta rachunków za jego nieuzasadniony, dłuższy pobyt w szpitalu.

Tymczasem zdaniem prof. Barbary Bień, ordynator Kliniki Geriatrii w SP ZOZ MSWiA w Białymstoku, o wiele prościej byłoby wprowadzić sprawnie działający system "respite care”, zbliżony do opieki zastępczej, który funkcjonuje doskonale na zachodzie. Dobrze się sprawdza w takich krajach, jak Niemcy czy Francja.

Usługa ta oznacza okresowe odciążenie opiekuna od obowiązku świadczenia opieki i funkcjonuje na bazie różnych placówek. Wszystko zależy od tego, kto za to płaci. To może być samorząd terytorialny albo fundusz - mogą to być wydzielone łóżka pomocy społecznej czy łóżka w zakładach opiekuńczo-pielęgnacyjnych.

- Z możliwości tej korzystają opiekunowie, który z różnych przyczyn muszą pozostawić osobę bliską samą. Niekoniecznie w czasie wakacji. Może być tak, że opiekunowi urodził się wnuczek i chce go zobaczyć, albo sam potrzebuje poddać się specjalistycznym badaniom. Trzeba pamiętać, że ta opieka nad starszym członkiem rodziny trwa nieraz wiele lat i przez ten czas opiekun musi mieć także możliwość zintegrowania się z własną rodziną - tłumaczy Bień.

Między dwoma resortami
W Polsce problemami opieki zastępczej zajmują się dwa resorty: zdrowia oraz pracy i  polityki społecznej.

Rzecznik Ministerstwa Zdrowia Agnieszka Gołąbek w piśmie skierowanym do  portalu  rynekzdrowia.pl podkreśla, że w Polsce możliwość skorzystania z tzw. opieki wyręczającej regulują przepisy aktu wykonawczego do ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych - tj. rozporządzenia ministra zdrowia z 29 sierpnia 2009 r. ws. świadczeń gwarantowanych z zakresu opieki paliatywnej i hospicyjnej.

- W przypadku spełnienia przez świadczeniobiorcę opisanych w tym akcie prawnym warunków, pozwalających na objęcie go opieką paliatywną i hospicyjną, rozporządzenie to przewiduje, dla opiekunów takiej osoby, w ramach świadczeń gwarantowanych, instytucję opieki wyręczającej - tłumaczy Gołąbek.

Instytucja ta polega na przyjmowaniu świadczeniobiorców do hospicjum stacjonarnego lub oddziału medycyny paliatywnej na okres nie dłuższy niż 10 dni. - Jest też możliwość skorzystania z opieki długoterminowej - podsumowuje rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

Z opieki społecznej
Wioletta Parrado z MOPS na warszawskiej Woli dodaje natomiast, że rodzina może także wystąpić do ośrodka pomocy społecznej o przydzielenie tzw. usług gospodarczych lub pielęgnacyjnych.

- W ramach tej pomocy, starszej, schorowanej osobie należą się trzy godziny dziennie pomocy. Polega to na tym, że opiekun przychodzi na godzinę rano, popołudniu i wieczorem i pomaga w codziennych czynnościach życiowych. Robi zakupy, pomoże umyć się, zjeść - tłumaczy.

W zależności od dochodów przypadających na jedną osobę w gospodarstwie domowym, taka opieka jest bezpłatna (477 zł dochodu przy samodzielnie prowadzonym gospodarstwie), lub też podopieczny płaci określony procent stawki godzinowej.

Gdy dochód przekracza dla samotnie gospodarującej osoby 1912 zł opłata jest stuprocentowa i wynosi około 11 zł. za godzinę. Ta osoba też może skorzystać z opieki prywatnie.

Jednocześnie Parrado przypomina, że zgodnie z ustawą o pomocy społecznej schorowany człowiek najpierw powinien korzystać z własnych zasobów, potem z pomocy rodziny a do opieki społecznej powinny trafiać osoby samotne i ubogie.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH