Na karę roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata skazał Sąd Okręgowy w Łodzi b. dyrektora łódzkiego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Madurowicza, 61-letniego Jacka Suzina. Wyrok jest nieprawomocny.

Prokuratura oskarżyła go o niedopełnienie obowiązków i sprowadzenie zagrożenia epidemiologicznego, w wyniku którego zmarło na sepsę 17 noworodków urodzonych w tym szpitalu w 2002 roku, a kolejne 73 noworodki zostały zakażone bakteriami, w tym m.in. klebsiella pneumoniae.

Według prokuratury zakażenie spowodowały złe warunki sanitarne na oddziałach: położniczym i patologii noworodka, które doprowadziły do wybuchu epidemii. Za te zaniedbania prokuratura domagała się dla b. dyrektora trzech lat więzienia oraz zakazu pełnienia przez niego funkcji kierowniczych w służbie zdrowia przez pięć lat. Obrona wnosiła o uniewinnienie. Suzin nie przyznawał się do winy.

Do opinii publicznej sprawa śmierci noworodków dotarła pod koniec listopada 2002 r. Pierwsze zakażone dziecko zmarło 13 stycznia 2002 roku. Kolejne zgony następowały średnio co dwa, trzy tygodnie. W opinii prokuratury dyrektor nie zawiadomił o tym fakcie służb sanitarnych, mimo, że nastąpił zgon dziecka z powodu choroby zakaźnej.

Jacek Suzin ukończył Łódzką Akademię Medyczną w 1971 r. i zaczął pracować w Instytucie Ginekologii i Położnictwa, który najpierw mieścił się w szpitalu im. Curie-Skłodowskiej, a potem został przeniesiony do szpitala im. Madurowicza. W tej placówce Suzin przeszedł przez wszystkie szczeble kariery: od asystenta i adiunkta do szefa. Dyrektorem łódzkiego szpitala był do listopada 2006 r.

Miał dobrą opinię w środowisku medycznym. Zwracano jedynie uwagę na jego trudny charakter. Samorząd lekarski nie odnotowywał jednak skarg na profesora. W środowisku spekulowano, że powodem złej sytuacji w szpitalu mógł być brak czasu dyrektora, który kierował jednocześnie Instytutem Położnictwa, kliniką uniwersytecką, prowadził prywatną praktykę i pełnił wiele innych, poważnych funkcji, m.in. w towarzystwach naukowych.

Gdy wybuchł skandal, jednoznacznego stanowiska nie zajęło też początkowo Ministerstwo Zdrowia. Ówczesna wiceminister zdrowia Ewa Kralkowska wprawdzie potępiła brud panujący w szpitalu, jednak nie widziała powodu, aby resort się mieszał do tej sprawy. Doktor Kralkowska pracowała wcześniej na internie w „Madurowiczu“ i doskonale znała realia tej placówki. Na pytanie, kogo obarczyć odpowiedzialnością za to, co się stało, odpowiedziała: - Nie wiem, czy możemy mówić o czyjejkolwiek odpowiedzialności, przyczyny każdego zgonu są wnikliwie analizowane, ale nie zawsze jest ktoś winien.

Również lekarz wojewódzki Adam Fronczak przestrzegał przed paniką i przekonywał, że wszystko, co należało zrobić w tej sytuacji, zostało zrobione. Dzieci rozwieziono do innych szpitali, a sprawą zajęła się prokuratura.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH