Anna Kaczmarek/Rynek Zdrowia | 17-03-2009 06:41

Awantura wokół odpadów medycznych: dla kogo jest przyjazny projekt ustawy?

Rząd przyjął projekt ustawy zmieniający zasady utylizacji odpadów szpitalnych, które dotychczas mogły być jedynie spalane. Dopuszczenie możliwości autoklawowania (dezynfekcji w specjalnych urządzeniach za pomocą pary wodnej i podwyższonej temperatury) materiału zakaźnego wywołało prawdziwą burzę. Konflikt nie jest nowy. Producenci autoklawów i właściciele spalarni walczą na argumenty od kilku lat.

Pierwsze uregulowania tej kwestii dopuszczały autoklawowanie. Wówczas część placówek zakupiła drogie urządzenia z nadzieją, że zmniejszy to ich koszty dotyczące unieszkodliwiania poszpitalnych śmieci. Jednak już w 2005 r. zmieniono przepisy i szpitale mogły wyłącznie spalać swoje odpady. Te placówki, które mogły autoklawować, zachowały to prawo do czasu wygaśnięcia pozwolenia. Wielu specjalistów zaznaczało, że autoklawowanie to metoda bezpieczna, a dopuszczenie wyłącznie spalania jest tworzeniem swoistego monopolu.

Z komisji do komisji
Pod koniec ubiegłego roku kwestią odpadów medycznych zajęła się sejmowa komisja „Przyjazne Państwo”. Wówczas pod jej obrady wszedł projekt ustawy dotyczący odpadów autorstwa człowieka, który posiada firmę produkującą urządzenia do autoklawowania.

- W 2008 r. grupa lobbingowa zajmująca się autoklawami dotarła do komisji „Przyjazne Państwo” i przedstawiła projekt, który mówił o dopuszczeniu autoklawowania. Uzasadniała to niższymi kosztami dla szpitali. Projekt trafił do sejmowej Komisji Środowiska. Strona rządowa odrzuciła projekt argumentując, że bezpieczeństwo obywateli jest ważniejsze od interesów firm - mówił podczas niedawnej konferencji prasowej Włodzisław Ćwiąkalski ze Stowarzyszenia Termiczne Przekształcanie Odpadów Klub 0,1.

- Później nad nowelizacją ustawy pracowało Ministerstwo Środowiska. Rozwiązania ministerstwa poszły jednak nawet dalej niż te, które proponowano na komisji „Przyjazne Państwo” - dodał Ćwiąkalski.

Zwolennicy spalania odpadów argumentują, że gdyby dopuszczono autoklawowanie, to odpady medyczne poddane temu procesowi trafiałyby na wysypiska śmieci. Co mogłoby być, ich zdaniem, niebezpieczne ze względu na brak kontroli nad procesem utylizacji tymi metodami. Dodatkowo zwiększeniu uległaby ilość śmieci składowana wysypiskach, co znowu naraziłoby Polskę na płacenie kar nałożonych przez Unię Europejską.

- Ponieważ nie ma kontroli procesu, na wysypiska mogą trafić odpady niewysterylizowane, co stwarzałoby zagrożenie epidemiologiczne - tłumaczył Ćwiąkalski.

Polsce grożą unijne kary

w wysokości do 250 000 euro dziennie za niedopełnienie obowiązku zmniejszenia ilości składowanych śmieci - alarmował podczas konferencji dr inż. Grzegorz Wielgosiński z Politechniki Łódzkiej, ekspert Ministerstwa Środowiska.

- Nie ma w Unii Europejskiej kraju, w którym odpady medyczne, nawet po sterylizacji, mogłyby trafić na składowiska odpadów. To nie tylko szkodliwe dla środowiska, ale także wbrew istniejącym zaleceniom unijnym. Jeśli takie przepisy wejdą w życie, otwiera się ogromne pole do nadużyć - mówi Ćwiąkalski.

Ministerstwo Środowiska informuje, że faktycznie w projekcie ustawy zniesiono nakaz spalania, czyli monopol spalarni na utylizację odpadów medycznych.

- Teraz będzie wybór. O tym jednak, w jaki sposób mają być utylizowane odpady medyczne, zdecyduje Ministerstwo Zdrowia w rozporządzeniu - tłumaczy portalowi rynekzdrowia.pl Magda Sikorska, rzecznik prasowy Ministerstwa Środowiska.

Zdaniem ekspertów

alternatywne (inne niż spalanie) metody unieszkodliwiania odpadów, jak np. sterylizacja czy autoklawowanie, mogą być jedynie etapem pośrednim w likwidacji niebezpiecznych odpadów.

Grzegorz Wielgosiński: - Procesy te nie zmieniają składu chemicznego, właściwości fizycznych ani wyglądu poszpitalnych śmieci. Co gorsza, nie ma skutecznych metod kontroli, czy sterylizacja lub autoklawowanie zostały przeprowadzone prawidłowo, nie ma więc gwarancji, że odpady te są niezakaźne.

W tych krajach UE, w których na dużą skalę stosuje się metody alternatywne, np. w Niemczech czy Austrii, zakaźne odpady medyczne po dezynfekcji czy sterylizacji są spalane w spalarniach odpadów.

Polska jest zobowiązana, jak podaje ekspert, na mocy ustaleń z Unia Europejską do redukcji ilości odpadów trafiających na składowiska odpadów o 25% do 2010 roku, o 50% do 2013 roku i o 65% do 2020 roku (w stosunku ilości z 1995 roku). W wypadku niespełnienia tych wymogów, grożą nam kary orzekane przez Trybunał Sprawiedliwości, które mogą sięgnąć nawet do 250 tys. euro dziennie! Kary nałożone w podobnej sytuacji na Grecję wynosiły 40 tys. euro dziennie.

Obawy ekspertów podziela też Krystyna Ostrowska, przewodnicząca Polskiej Izby Gospodarki Odpadami.
- Spalanie to jedyna metoda jaka powinna być stosowana. Nikt nie wie, co dokładnie znajduje się w odpadach medycznych. Firmy produkujące i sprzedające autoklawy chcą zdobyć rynek. Uważam, że przed wprowadzeniem takiej regulacji prawnej powinno wykonać się najpierw pilotaż i dopiero po jego przeprowadzeniu podjąc decyzję - tłumaczy nam przewodnicząca.

Teraz resort zdrowia

Wydaje się, że dopuszczenie metod alternatywnych miałoby sens, gdyby odpady po autoklawowaniu były spalane w spalarniach komunalnych, których usługi są tańsze niż specjalistycznych spalarni odpadów medycznych. Niestety, teraz jest tylko jedna spalarnia odpadów komunalnych - w Warszawie.

Mamy też problem z ilością spalarni odpadów medycznych. Np. w woj. lubelskim nie ma ani jednej, a przepisy mówią, że odpady powinno utylizować się na terenie województwa, w którym powstały, żeby nie transportować materiału zakźanego na duże odległości. I tu leży tak naprawdę największy problem, ponieważ nie od dziś wiadomo, że właśnie w trakcie transportu dochodzi do największych nadużyć czy łamania przepisów.

Odpady medyczne często są nieodpowiednio zabezpieczone, źle znakuje się pojazdy do ich przewożenia czy wręcz przewozi w nieszczelnych przestrzeniach ładunkowych.

Teraz wszystko w rękach Ministerstwa Zdrowia, bo to właśnie od jego decyzji będzie zależało, czy szpitale będą spalać czy autoklawować.