2,5 roku więzienia dla pacjenta za spowodowanie pożaru w szpitalu

Karę 2,5 roku więzienia wymierzył w czwartek (20 grudnia) Sąd Okręgowy w Częstochowie Grzegorzowi S., który ponad dwa lata temu spowodował tragiczny w skutkach pożar w Wojewódzkim Szpitalu Neuropsychiatrycznym w Lublińcu. W ogniu i dymie zginęło wtedy czterech pacjentów.

Prok. Tomasz Ozimek z częstochowskiej prokuratury okręgowej wskazał, że wyrok jest zbliżony do oczekiwań prokuratury, która domagała się dla oskarżonego kary trzech lat więzienia. Decyzja w sprawie ewentualnej apelacji zapadnie po analizie uzasadnienia wyroku.

Na wysokość kary wpłynął fakt, że Grzegorz S., który sam był pacjentem lublinieckiego szpitala, działał w warunkach ograniczonej poczytalności. Biegli uznali, że w chwili powstania pożaru miał on znacznie ograniczoną zdolność pokierowania swoim zachowaniem i rozpoznania znaczenia czynu, jednak jego poczytalność "nie była całkowicie zniesiona". Dlatego mógł odpowiadać przed sądem.

Do pożaru w lublinieckim szpitalu doszło w marcu 2010 r. W sali, gdzie wybuchł, zginęli mężczyźni w wieku od 50 do 60 lat. Kolejny pacjent zmarł później w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Sześć innych osób - trzech pacjentów i trzy osoby z personelu - zostało poszkodowanych.

Częstochowska prokuratura ustaliła, że ogień zaprószył 40-letni wówczas Grzegorz S., który zapalił w sali papierosa. Zarzucono mu nieumyślne wywołanie tragicznego pożaru, za co może grozić kara do ośmiu lat więzienia.

W chwili pojawienia się ognia na oddziale przebywało ponad 120 pacjentów. W sali, gdzie doszło do pożaru, leżało osiem osób, wśród nich Grzegorz S. Tylko trzech pacjentów było w stanie poruszać się samodzielnie.

W pobliżu sali mieściła się palarnia - przed wejściem w życie nowej ustawy antynikotynowej w szpitalach psychiatrycznych palenie nie było zabronione - można było to robić w wyznaczonych pomieszczeniach. Jak mówili śledczym lekarze, zakazywanie palenia nałogowym palaczom cierpiącym na zaburzenia psychiczne może przynieść więcej szkody niż sam tytoń.

Śledztwo wykazało, że 2 marca 2010 r. ok. godz. 21.30 jeden z pielęgniarzy, który spotkał Grzegorza S. powiedział mu, by wrócił na salę, bo pozostali pacjenci już śpią. S. odpowiedział, że musi jeszcze zapalić. Okazało się, że nie ma od czego odpalić papierosa, wrócił więc na salę, wyjął zapałki lub zapalniczkę z szafki innego pacjenta. Z opinii biegłego wynika, że od żaru zapalanego papierosa zapalił się materac.

Zdaniem prokuratury, S. najpierw próbował gasić pożar - materacem i wodą - a gdy to się nie udało, uciekł z sali i wrócił do palarni.

W śledztwie zbadano też stan urządzeń i instalacji przeciwpożarowej w szpitalu. Zdaniem biegłego, nie była ona wadliwa. Początkowo nie zadziałała, bo pożar był bardzo niewielki; duży ogień wybuchł, gdy zaalarmowany pielęgniarz otworzył drzwi sali, co spowodowało dopływ tlenu. Personelowi udało się wyprowadzić z sali trzech pacjentów, czterech wynieśli dopiero strażacy. Trzech z nich już nie żyło.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH