PRAWO W OCHRONIE ZDROWIA

Tak pracują komisje orzekające o zdarzeniach medycznych. Lawiny wniosków nie będzie?

Jak dotąd w całym kraju do komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych wpłynęło ponad 50 wniosków. Obecnie komisje rozpatrują ich ponad 30. Są województwa - podlaskie, lubuskie, wielkopolskie - gdzie do komisji nie wpłynął jeszcze żaden wniosek. Średnio komisje zajmują się 4-6 wnioskami.

W Szczecinie komisja zajmuje się dwoma wnioskami, w Warszawie i Kielcach czterema, w Krakowie, Łodzi i Wrocławiu trzema, w Rzeszowie sześcioma, w Olsztynie dwoma. Rekordzistą jest województwo śląskie. Do tamtejszej komisji złożono 14 wniosków, ale sześć odrzucono z różnych przyczyn, w tym cztery z powodu tego, że zdarzenie miało miejsce przed 1 styczniem 2012 r.

Komisje w niemal całym kraju rozpatrują wnioski, ale dotychczas orzeczenie wydała tylko jedna, działająca w województwie kujawsko-pomorskim.

 - Dwa wnioski są w trakcie postępowania, dwóch nie rozpatrzono, gdyż dotyczyły zdarzeń mających miejsce przed 1 stycznia br. Jeden nie został jeszcze zweryfikowany. W jednej sprawie zapadło orzeczenie komisji o braku zdarzenia medycznego - informowała nas w minionym tygodniu Violetta Frischke, inspektor wojewódzki z Wydziału Zdrowia Kujawsko-Pomorskiego Centrum Zdrowia Publicznego.

Poczekamy, zobaczymy
Jak wskazuje Krystyna Barbara Kozłowska, Rzecznik Praw Pacjenta, niewielka ilość wniosków, którą odnotowano w połowie 2012 r. wynika stąd, iż znowelizowane przepisy ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta w zakresie dochodzenia zadośćuczynienia i odszkodowania mają zastosowanie tylko do zdarzeń medycznych, które nastąpiły po dniu 1 stycznia 2012 r. i są następstwem udzielania świadczeń zdrowotnych wyłącznie w szpitalu.

- Z informacji, którą uzyskałam od członków komisji, wynika, że składane wnioski często dotyczą zdarzeń sprzed 1 stycznia 2012 r. Teraz, kiedy minęło zaledwie 5 miesięcy od wejścia przepisów w życie, nie można twierdzić, że pacjenci nie są zainteresowani tą formą dochodzenia roszczeń - mówi rzecznik.

W jej opinii, dopiero koniec 2012 r. okaże się, jak w praktyce będą funkcjonowały te innowacyjne  przepisy. Zwraca też uwagę, że pacjent może wybrać czy skieruje wniosek do komisji, czy zdecyduje się na drogę postępowania sądowego. Wiele osób być może korzysta jeszcze z tej drugiej możliwości.

Orzeczenie komisji to za mało?
Zdaniem mec. Sławomira Krzesia z komisji w woj. dolnośląskim, stosunkowo niewielka liczba wniosków może się jednak wiązać z tym, że potencjalni pokrzywdzeni uważają, iż znaczenie orzeczenia komisji jest znikome.

- Nawet jeżeli komisja stwierdzi zdarzenie medyczne, do wypłaty zadośćuczynienia i odszkodowania konieczna jest akceptacja warunków przez ubezpieczyciela albo szpital. Dodatkowo sądy powszechne orzekają coraz częściej o wiele wyższe odszkodowania lub zadośćuczynienia, niż maksymalne kwoty, przewidziane w ustawie regulującej postępowanie przed komisjami - wskazuje mec. Krześ.

Jego zdaniem, w mediach zbyt mało jest też rzetelnych i pełnych informacji wykazujących zarówno poszkodowanym, jak i szpitalom i ubezpieczycielom, że zawarcie ugody w wyniku postępowania przed komisja najczęściej jest korzystne dla wszystkich.

Komisje nie wydały jeszcze żadnego orzeczenia o zdarzeniu medycznym, a już pojawiają się wątpliwości, czy skład komisji jest wystarczająco profesjonalny, by wydawać mogły decyzje. Wskazuje się m.in., że w komisjach zasiada za mało lekarzy.

Jak sprawdził portal rynekzdrowia.pl, w komisji w Szczecinie, Olsztynie, Bydgoszczy, Warszawie, Gorzowie Wlkp. zasiada po 3 lekarzy. Po 4 lekarzy mają w składzie komisje w Krakowie, Poznaniu i Łodzi. Pięciu lekarzy pracuje w komisjach w Białymstoku i Rzeszowie, aż sześciu we Wrocławiu. Za to w Kielcach - jeden.

Nawet jeden lekarz wystarczy
Oprócz jednego lekarza środowisko medyczne w wojewódzkiej komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych w województwie świętokrzyskim reprezentowane jest przez pięć pielęgniarek, diagnostę laboratoryjnego, fizjoterapeutę.

- Oczywiście byłoby lepiej, gdyby środowisko lekarskie było licznej reprezentowane, ale pozostałym członkom komisji z środowiska medycznego niczego nie brakuje. Wręcz przeciwnie, jestem pod wrażeniem ich fachowości, znajomości terminów i szpitalnych procedur. Są bardzo rzeczowi, dobrze przygotowani i zaangażowani - mówi portalowi rynekzdrowia.pl mecenas Stanisław Szufel, przewodniczący komisji.

Jak wskazuje, komisja rozpatruje wniosek też m.in. w oparciu o opinie biegłych.

- Wśród nich są uznani lekarze - specjaliści w swoich dziedzinach. Nie ma więc obaw, że praca komisji jest niepełnowartościowa, bo lekarze nie są w niej dostatecznie licznie reprezentowani. Problemem może być raczej termin, w którym komisja ma wydać orzeczenie. Cztery miesiące na rozpatrzenie wniosku i wydanie orzeczenia to stosunkowo niedużo czasu - podkreśla prawnik.

Istotna wiedza praktyczna
Mec. Sławomir Krześ podaje, że na ogół biegły jest w stanie wydać opinię w terminie jednego miesiąca. Zwraca uwagę, że barierą może być nie tylko czas, ale i bardzo niskie stawki dla biegłych. Dla biegłego z tytułem profesora wynoszą one maksymalnie 450 zł.

- Prezentuję pogląd, że dobór składu orzekającego jest nieprzypadkowy. Są to doświadczone osoby, praktycy wykonujący zawody medyczne i doświadczeni prawnicy. Dlatego wyjątkiem, a nie zasadą, powinno być korzystanie z opinii biegłych - uważa mecenas Krześ.

W skład komisji w województwie dolnośląskim, w której pracuje adwokat, wchodzi sześciu lekarzy - najwięcej w Polsce.

Jak tłumaczy, w komisji musi zasiadać co najmniej 8 członków posiadających wyższe wykształcenie i tytuł magistra lub równorzędny w dziedzinie nauk medycznych. Co ważne muszą to być osoby, które mają wiedzę w zakresie praw pacjenta.

- Ta wiedza praktyczna jest szczególnie istotna. Nie mogę zgodzić sie z poglądem, że np. wykształcona pielęgniarka, z wieloletnim stażem, będzie mniej skutecznym członkiem składu orzekającego, niż lekarz - podkreśla Sławomir Krześ.

Pierwsze orzeczenie zachęci innych?
Zgodnie z ustawą w przypadku zakażenia, uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia kwota obejmująca wysokość odszkodowania i zadośćuczynienia nie może być wyższa niż 100 tys. zł, w przypadku śmierci maksymalna kwota nie może przekraczać 300 tys. zł. Według opinii niektórych dyrektorów szpitali, gdy zapadnie pierwsze orzeczenie o zdarzeniu i dojdzie do szybkiego uzyskanie przez pacjenta odszkodowania, ta informacja zachęci wielu innych do składania wniosków. Posypie się lawina...

Mecenas Krześ uważa, że o tym czy tak się stanie zdecyduje jednak w dłuższej perspektywie postawa ubezpieczycieli i szpitali.

- Zgodnie z art. 67 k ust. 2 ustawy - ubezpieczyciel/szpital przedstawia podmiotowi składającemu wniosek propozycję odszkodowania i zadośćuczynienia, która nie może być wyższa niż we wniosku. Propozycja ta może natomiast wynosić ... 1 zł - przypomina.

Podkreśla, że właśnie na to, miedzy innymi, nie zwrócili uwagi ubezpieczyciele i dyrektorzy szpitali.

Zatem wyłącznie od woli szpitala/ubezpieczyciela zależy, czy dojdzie do zawarcia ugody z wnioskodawcą, na skutek orzeczenia komisji (jeżeli stwierdzi zdarzenie medyczne). Szpital czy ubezpieczyciel może zdecydować, iż ma tak mocne argumenty w ręce, że korzystniejszym rozwiązaniem okaże się proces sądowy. Wyroki sądów do chwili wydania werdyktów są jednak zawsze niewiadomą.

Doprowadzając do skierowania sprawy przez pacjenta na drogę sądową szpital musi jednak liczyć się z wszystkimi tego konsekwencjami, np. z tym, że sąd powszechny może zasądzić o wiele wyższe odszkodowanie czy zadośćuczynienie - podsumowuje adwokat, członek komisji.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH