PRAWO W OCHRONIE ZDROWIA

OZZL: świadczeniodawcy mogą odmówić płacenia kar umownych, bo są nielegalne

Według OZZL kary umowne, stosowane przez NFZ na podstawie rozporządzenia ws. ogólnych warunków umów z 2008 roku, są nielegalne. Tak wynika z opinii konstytucjonalistów. Na dodatek CBA zapowiedziało, że przeanalizuje wniosek związku, mówiący o konieczności zbadania treści i sposobu powstawania rozporządzenia ws. recept lekarskich.

Zarząd Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) na piątkowej (30 marca) konferencji poinformował, że uzyskał dwie niezależne od siebie opinie prawne znanych konstytucjonalistów - prof. Piotra Winczorka oraz prof. Michała Kuleszy i dr hab. Marcina Matczaka.

Potwierdzają one zarzuty o niekonstytucyjność tych przepisów rozporządzenia ministra zdrowia z 6 maja 2008 roku w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, które wprowadzają kary umowne dla świadczeniodawców, m. in. w przypadku "błędów” przy wypisywaniu recept refundowanych.

Odszkodowania za nielegalne kary?
- Znaczna część świadczeniodawców w Polsce jest karana nielegalnie - stwierdza Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL. Przypomina, że wniosek w tej sprawie został skierowany do Trybunału Konstytucyjnego już 3 marca br.

- Jeżeli TK orzeknie, że przepisy są niekonstytucyjne, to świadczeniodawcy ruszą do sądów i zażądają odszkodowań, odsetek i zadośćuczynienia, co narazi kasę publiczną na straty - mówi Bukiel. Podkreśla, że w związku z tym prezes NFZ i minister zdrowia muszą wycofać się ze stosowania kar.

Bukiel przypomina, że wcześniej podobną opinię wyraził Rzecznik Praw Obywatelskich w piśmie do MZ z 14 marca br.

Zdaniem przewodniczącego OZZL brak decyzji o usunięciu tych zapisów będzie oznaczał, że funkcjonariusze publiczni świadomie łamią prawo, narażając przy tym państwo na straty finansowe. Zapowiada, że w ostateczności związek może zwrócić się do prokuratury z zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa - łamania przepisów konstytucji - przez resort zdrowia i NFZ.

Niekonstytucyjne przepisy
Piotr Watoła, członek prezydium zarządu OZZL, zapewnia, że związek dołoży wszelkich starań, żeby poinformować świadczeniodawców, że przepisy związane z karami umownymi stosowanymi przez NFZ są nielegalne.

Jak dodaje, w opinii prof. Piotra Winczorka, świadczeniodawca może już teraz odwołać się do sądu i powinien wygrać, ponieważ prawo zawarte w rozporządzeniu w sprawie ogólnych warunków umów jest niekonstytucyjne.

Agnieszka Gołąbek, rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia, w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl poinformowała, że resort jeszcze nie miał okazji zapoznać się z opiniami konstytucjonalistów przytaczanymi przez OZZL.

Przypomniała jednocześnie, że wszystkie akty prawne tworzone w ministerstwie przechodzą przewidzianą prawem ścieżkę legislacyjną i są szeroko konsultowane zarówno od strony merytorycznej, jak i formalnej.

- Muszą być chociażby zaakceptowane przez Rządowe Centrum Legislacji - mówi nam Agnieszka Gołąbek.

CBA przeanalizuje wniosek OZZL
Na piątkowej (30 marca) konferencji zarząd OZZL zaprezentował, skierowany 29 marca do Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), wniosek o zbadanie treści i sposobu powstawania rozporządzenia ministra zdrowia ws. recept lekarskich.

Jak informuje w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA, wniosek OZZL jeszcze nie dotarł do biura. Zapewnia jednak, że tak jak każda informacja dotycząca ewentualnych nieprawidłowości, także i wniosek OZZL będzie przez CBA analizowany.

- Przepisy w sprawie recept naszym zdaniem mają charakter korupcyjny, a przecież mogłyby korupcji zapobiegać - twierdzi Krzysztof Bukiel. Przypomina, że OZZL proponowało Ministerstwu Zdrowia rozwiązania, które utrudniłyby powstawanie sytuacji korupcyjnych, czyli wypisywanie na receptach międzynarodowych nazw leków.

- To pozwoliłoby aptekarzowi wydawać najtańsze leki oraz oddalić zarzuty wysuwane wobec lekarzy, że leczą zgodnie z interesami firm farmaceutycznych - zwraca uwagę Zdzisław Szramik, wiceprzewodniczący OZZL.

Pokusa korupcyjna
Bukiel dodaje, że gdy w styczniu i lutym, w wyniku protestu pieczątkowego, wypisywane były na receptach nazwy międzynarodowe leków, przedstawiciele farmaceutyczni stracili zainteresowanie lekarzami.

- Pokusy korupcyjne można łatwo zlikwidować, ale minister zdrowia tego nie chce - stwierdza Krzysztof Bukiel.

Dlatego we wniosku do CBA znalazła się m. in. sugestia OZZL, żeby sprawdzono, czy "miały miejsce pozamerytoryczne wpływy na ministra zdrowia lub jego współpracowników, które przesądziły o treści przepisów i spowodowały, że resort odrzucił propozycje, których wprowadzenie eliminowałoby możliwość korupcji oraz oszustw przy wypisywaniu leków refundowanych".

MZ: nazwy międzynarodowe dozwolone
Agnieszka Gołąbek w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl przypomina, że od 21 marca na stronach Ministerstwa Zdrowia jest dostępny komunikat, wyjaśniający stosowanie rozporządzenia ws. recept lekarskich. Rzeczniczka podkreśla, że rozporządzenie dopuszcza, aby lek został przepisany na recepcie pod każdą możliwą nazwą.

- Może to być zarówno nazwa międzynarodowa, nazwa handlowa, chemiczna jak i nazwa substancji czynnej, zapisana w języku polskim, angielskim, łacińskim - informuje Gołąbek.

Jak tłumaczy, w przypadku wpisania na recepcie międzynarodowej nazwy leku, lekarz ma prawo umieścić na recepcie literę "P", która oznacza, że lek ma zostać wydany w najniższej możliwej odpłatności. - Wobec tego w przypadku wpisania międzynarodowej nazwy leku o poziomie odpłatności w praktyce decyduje farmaceuta - wyjaśnia nam Agnieszka Gołąbek.

Komunikat resortu niewiążący
Jednak Piotr Watoła zwraca uwagę, że lekarze nie mogą działać na podstawie komunikatów ministerstwa zdrowia umieszczanych na stronach internetowych. Przytacza opinię prof. Piotra Winczorka, zgodnie z którą komunikat nie ma żadnej wartości prawnej.

- Ustawa czy rozporządzenie mówi co innego, a rzecznik resortu pisze co innego w komunikacie - stwierdza Watoła.

Jak tłumaczy Krzysztof Bukiel, lekarz może wypisać nazwę międzynarodową leku na recepcie tylko w teorii. Jego zdaniem w praktyce wypisanie nazwy międzynarodowej jest prostą drogą do kłopotów z karą nakładaną przez NFZ i koniecznością zwrotu kwoty refundacji.

- Jeżeli lekarz wypisze nazwę międzynarodową, nie ma możliwości określić poziomu refundacji. Dzieje się tak dlatego, że zarejestrowane wskazania i co za tym idzie zakres refundacji jest przypisany do preparatu handlowego - tłumaczy Bukiel. Według niego niejasności w przepisach to powód, dla którego lekarze przestali pisać na receptach nazwy międzynarodowe, natomiast aptekarze pacjentów z tak wypisanymi receptami odsyłają z powrotem do gabinetów.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH