Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia | 14-10-2019 06:12

Wyniki wyborów parlamentarnych: PiS zwycięża. Czy wygra także ochrona zdrowia?

Według informacji podanych przez PKW po przeliczeniu głosów ze 100 proc. komisji, niedzielne (13 października) wybory parlamentarne wygrało Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 43,59 proc. Drugie miejsce zajęła Koalicja Obywatelska (PO KO), która uzyskała 27,40 proc. poparcia. Co kolejna wygrana PiS może oznaczać dla systemu ochrony zdrowia?

Minister zdrowia, Łukasz Szumowski na konwencji PiS w Opolu (28 września 2019 r.); FOT. Twitter

Na trzecim miejscu znalazła się Lewica - 12,56 proc., głosów, następnie: Koalicja Polska (PSL i Kukiz'15) - 8,55 proc. i Konfederacja, na którą zagłosowało 6,81 proc. wyborców. PiS będzie miało w Sejmie 235 mandatów, co pozwoli temu ugrupowaniu na samodzielne rządzenie. Frekwencja wyniosła ponad 61,1 proc.

Wyzwania, protesty, bilans mijającej kadencji
Co kolejna wygrana PiS oznacza dla systemu ochrony zdrowia, czas pokaże. Jedno wydaje się pewne - od stycznia 2018 roku, kiedy prof. Łukasz Szumowski przejmował tekę szefa resortu zdrowia po Konstantym Radziwille - pakiet problemów czekających na rozwiązanie pozostaje ogromny. Wystarczy wymienić kilka, co bardziej gorących.

Rosnące kolejki pacjentów w większości dziedzin medycznych, coraz bardziej dotkliwe braki kadrowe, zwiększające się zadłużenie oraz straty finansowe szpitali, zróżnicowanie regionalne w dostępie do diagnostyki i leczenia, protesty płacowe poszczególnych grup zawodowych w ochronie zdrowia. To tylko niektóre wyzwania, z jakimi obóz rządzący będzie musiał zmierzyć w najbliższej kadencji parlamentu.

11 października br. w rozmowie ze stacją RMF minister zdrowia odniósł się m.in. do słów Rafała Hołubickiego, rzecznika prasowego Naczelnej Izby Lekarskiej, który powiedział, że w Polsce brakuje 68 tys. lekarzy. - Zgadzam, się z diagnozą, że mamy za mało lekarzy w Polsce, tylko na Boga, dlaczego nikt przez całe lata nic z tym nie zrobił, dopiero myśmy zrobili - mówił Łukasz Szumowski (wg wstępnych wyników uzyskał mandat posła).

I dodał: - To my zwiększyliśmy o połowę liczbę miejsc na studiach medycznych, to pierwsze. Dwa: 67500 zł dla lekarza pracującego na jednym etacie plus pochodne i dyżury, to wychodzi średni przychód 12 tys. zł.  Liczby mówią same za siebie. Jeżeli popatrzymy na liczbę lekarzy wyjeżdżających z Polski, ilość zaświadczeń, które biorą z izb lekarskich spadła o połowę i przybyło 11 tys. lekarzy pracujących w Polsce w tej kadencji - wyliczał minister zdrowia.

Przyznał również: - Szlag mnie trafia jak wszyscy mówią, że jest zapaść, katastrofa, że wszyscy umierają. - A mamy więcej lekarzy, więcej pielęgniarek - więcej o blisko 20 tysięcy - wyliczał. Z kolei na swoim profilu w mediach społecznościowych Łukasz Szumowski wylicza inne osiągnięcia PiS między innymi: wzrost nakładów na ochronę zdrowia z 73 mld zł w 2014 do 103 mld w 2019; zwiększenie o 39 liczby programów lekowych w minionej kadencji; skrócenie kolejek do operacji zaćmy, badań rezonansem magnetycznym i tomografii komputerowej.

- W 2024 wydamy 160 mld zł na zdrowie, czyli dwa razy więcej na zdrowie niż za czasów PO-PSL - zapowiedział minister zdrowia 28 września br. podczas konwencji PiS w Opolu w tzw. piątce Szumowskiego.

Co dalej? Szumowski: po pierwsze ciągłość
Jeśli potwierdzą się tegoroczne zapowiedzi Łukasza Szumowskiego, w polityce zdrowotnej państwa w najbliższych latach nie należy spodziewać się żadnej rewolucji. Nikt w rządzącym ugrupowaniu nie mówi już o likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia i finansowaniu lecznictwa w ramach specjalnej zakładki w budżecie państwa (takie deklaracje padały podczas katowickiej konwencji Prawa i Sprawiedliwości i Zjednoczonej Prawicy w lipcu 2015 r.)

Na pytanie Rynku Zdrowia zadane podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w marcu 2019 r. w Katowicach, jakie będzie kluczowy kierunek zmiana w ochronie zdrowia w przyszłej kadencji, minister Szumowski odpowiedział: - Co jest kluczowe? Oczywiście ciągłość. Ale przede wszystkim ocena efektów leczenia, która wiąże się m.in. z dostępnością. Jeżeli popatrzymy z perspektywy pacjenta, wolałbym mieć jedną operację, ale skuteczną, niż dostęp do kilku - wyjaśniał.

Dodał, że dostępność trzeba definiować z punktu widzenia pacjenta. Według Szumowskiego to „prawo do tego, by mieć dobrą jakość leczenia w rozsądnym terminie”. - Myślę, że przy zwiększonych nakładach, informatyzacji, ocenie efektów - jest to realne - zaznaczył.

- Drugim punktem jest zdefiniowanie triady: ambulatorium-hospitalizacja-opieka długoterminowa. Jest ona w tej chwili zaburzona i powinna pójść w kierunku opieki ambulatoryjnej, wzmocnienia opieki długoterminowej. Hospitalizacja powinna być najdroższym, ale najrzadziej wykorzystywanym ogniwem. To pozwoli na racjonalizację i czasu pacjenta, i środków - tłumaczył.

Łukasz Szumowski przyznał, że system opieki długoterminowej w Polsce wymaga zdecydowanej poprawy, szczególnie wobec postępującego starzenia się społeczeństwa: - To jedno z najpilniejszych wyzwań na najbliższe lata. Jest coraz więcej sukcesów w medycynie naprawczej, w związku z tym coraz więcej pacjentów będzie pacjentami przewlekłymi. Mamy większe możliwości ratowania ludzkiego życia, ale wyzwaniem pozostaje później utrzymanie pacjentów w możliwie najlepszym zdrowiu.

Konserwować problemy czy doskonalić system?
Wszystko wskazuje więc na to, że nadal będziemy w Polsce konserwować (jak mówią krytycy obecnego systemu) lub rozwijać, tudzież doskonalić (tak chcą jego zwolennicy) mieszany model ubezpieczeniowo-budżetowy. Znamienne, że podczas kampanii wyborczej o wprowadzeniu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, zmianie sposobu finansowania całego systemu i likwidacji monopolu NFZ jako płatnika świadczeń, mówiła otwarcie tylko Konfederacja.

- Cały obecny system jest wadliwy, zły w założeniu. 80 proc. pracy lekarza to biurokracja. Wynika to z tego, że urzędnicy narzucają kolejne obowiązki na lekarzy, bo próbują naprawić coś, czego naprawić się nie da - zaznaczył Tomasz Brzezina z Konfederacji, w programie "Widziane z Południa" (emitowanym 5 października w portalach: WNP.pl, Parlamentarny.pl i Rynek Zdrowia).

- Powróćmy do kas chorych, sprawmy, by były one również prywatne. Konkurencja kas chorych wymusiłaby na szpitalach optymalizację funkcjonowania i dzięki temu rynek by się poprawił. Wolny rynek zawsze działa. Jeśli mu się nie przeszkadza - działa szybko. Jeśli mu się przeszkadza - również działa, ale znacznie wolniej - konkludował Tomasz Brzezina. 

Więcej konsekwencji
Także zdaniem Anny Rulkiewicz, prezes Grupy Lux Med i prezes Pracodawców Medycyny Prywatnej, dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne są w Polsce bardzo potrzebne, nawet przy założonym wzroście finansowania ochrony zdrowia do 6 proc. PKB w 2024 r.

- Potrzeby zdrowotne będą w tym czasie stale rosły m.in. ze względu na starzenie się społeczeństwa. 6 proc. wydatków PKB na zdrowie w 2024 r. na pewno okaże się niewystarczające. Trudno też mówić, że nas stać na przyspieszenie tempa wzrostu tych wydatków publicznych. Nawet przy założonym wzroście powinny pojawiać się alternatywne źródła finansowania ochrony zdrowia. Ubezpieczenia dodatkowe są jednym z takich źródeł - mówiła nam w marcu br. prezes Rulkiewicz.

Jakie są jej oczekiwania wobec rządzących w sferze ochrony zdrowia? - W zarządzaniu opieką zdrowotną w skali całego kraju najbardziej brakuje nam konsekwencji we wdrażaniu ustalonych wcześniej priorytetów - zaznaczyła we wrześniowej rozmowie z Rynkiem Zdrowia

I dodała: - Priorytetów w opiece zdrowotnej pojawia się wiele, ale najważniejsze regularnie powtarzają się od kilku lat. Trzeba więc wreszcie wybrać te, które uznamy za najważniejsze, i zdecydować, że na przykład w ciągu czterech najbliższych lat wprowadzimy konkretne rozwiązania w ramach tychże priorytetów.

- Równie ważne jest określenie i przyjęcie wskaźników, pozwalających po pewnym czasie rozliczać efekty naszych działań. Niestety, wraz ze zmieniającymi się ministrami zdrowa, zmieniają się też główne priorytety w polityce zdrowotnej, nawet w czasie jednej kadencji - podsumowała Anna Rulkiewicz.

Pakt dla zdrowia przetrwa?
Przypomnijmy, że z inicjatywy „Dziennika Gazety Prawnej” politycy KO, PSL, PiS i SLD podpisali Pakt dla Zdrowia 2030. Obejmuje zobowiązania ujęte w 11 punktach, opublikowane, po kilkumiesięcznych negocjacjach, 8 października br. Okazało się, że - wyłączywszy kwestie in vitro, aborcji i prywatnej ochrony zdrowia - można znaleźć wspólny język.

Główne postulaty w pakcie zwiększenie finansowania ochrony zdrowia do co najmniej średniej unijnej. Politycy zgodzili się też, że należy podnieść nakłady na kształcenie większej liczby kadry medycznej oraz wprowadzić personel pomocniczy w szpitalach. Kolejne pomysły to m.in. obowiązkowa profilaktyka i opieka psychiatryczna blisko domu najmłodszych pacjentów oraz utworzenie specjalnego Funduszu Opiekuńczego, który miałby wspierać osoby starsze i niesamodzielne.

Czy, zdaniem partii rządzącej, porozumienie ponad politycznymi w sprawie zdrowia będzie realizowane? - W systemach demokratycznych rządzą struktury, które wygrywają wybory i one są odpowiedzialne za całokształt życia publicznego. Partie opozycyjne nie wspierały decyzji rządu, nie wspierają i pewnie wspierać nie będą. Narzędzia są po stronie rządu - podkreślał 5 października br. Bolesław Piecha z PiS, wiceminister zdrowia w latach 2005-2007 podczas wspomnianego programu "Widziane z Południa".