Wolny rynek kontra socjalizm w ochronie zdrowia. Slogany czy rzeczywistość? Zyski osiągane przez podmioty prywatne najbardziej rażą krytyków tego sektora w ochronie zdrowia. Fot. Piotr Waniorek

Starcie idei następuje nawet na poziomie analizy reformy ochrony zdrowia. Według rządu mamy za dużo wolnego rynku w służbie zdrowia, zdaniem niektórych wracamy na tory socjalistyczne. Inni twierdzą, że nadchodzące zmiany są połowiczne i bardziej deklaratywne niż fundamentalne, a wolnego rynku w ochronie zdrowia i tak nigdy było.

- Doświadczamy w ostatnim czasie więcej podejścia rynkowego, komercjalizacji, jeśli chodzi o opiekę zdrowotną. Stoimy raczej na stanowisku, aby nieco zmienić kierunek, bo jest za dużo wolnego rynku w służbie zdrowia - powiedział 7 września minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Powrót do przeszłości
Jaki będzie więc ten kierunek zmian w ocenie polityków i ekspertów? Najostrzejszy w ostatnim czasie krytyk ministerialnych propozycji, poseł klubu PiS Andrzej Sośnierz, mówi wprost, że „zmierzamy w kierunku socjalistycznego spojrzenia na służbę zdrowia”. Czyli, że nie jest ona zwykłym sektorem gospodarki, ale przede wszystkim służbą czy misją.

- Proponowane rozwiązania, choćby budżetowanie szpitali, to właśnie powrót do gospodarki socjalistycznej, kiedy zakładom przydzielało się środki, za które miały funkcjonować i leczyć wszystkich, którzy się zgłoszą - tłumaczy.

Przypomina, że w takim systemie szpitalowi się po prostu nie opłacało przyjmować pacjenta, bo to był wydatek. Szpital jako instytucja nie miał żadnej motywacji finansowej. Żeby temu zaradzić postanowiono wprowadzić system, w którym płaci się za każdego pacjenta określoną kwotę, aby pieniądze szły za pacjentem.

- W tej chwili wprowadzając sieć szpitali i ryczałtowe finansowanie szpitali wracamy generalnie do poprzedniego systemu, kiedy szpital dostawał pieniądze za to, że istnieje, a liczba pacjentów nie miała większego wpływu na wielkość dotacji  - uważa Andrzej Sośnierz.

Ma się co prawda liczyć i kategoryzować pacjentów, ale w ryczałtowym systemie jest tyle zmiennych, a wzory wyliczeń są tak skomplikowane, że w ocenie byłego prezesa NFZ „i tak życie to wszystko rozsadzi”.

Wyższość publicznego nad prywatnym
Drugim zasadniczym problemem jest przekonanie obecnych władz, że „solą ziemi czarnej jest szpital publiczny”. Jak przypomina Andrzej Sośnierz przed reformą z 1999 r. państwo nie potrafiło rozwiązać wielu problemów wynikających z szybkiego rozwoju medycyny, problemu dostępu do dializ, do protez, nie miało pieniędzy na rezonanse, tomografy itd. Podmioty niepubliczne rozwiązały te problemy w ciągu około trzech lat, dzięki czemu nie trzeba było wydawać pieniędzy publicznych.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH