WOK, RR, MS/Rynek Zdrowia | 27-03-2019 05:59

Wiosna pikiet, czyli 2 kwietnia będzie gorąco w Sejmie i przed siedzibą Ministerstwa Zdrowia

We wtorek (2 kwietnia) minister zdrowia Łukasz Szumowski o godz. 15.00 ma przedstawić w sejmowej komisji zdrowia informację dotyczącą odsetka PKB przeznaczanego na ochronę zdrowia. Tego samego dnia o 13.00 przed siedzibą resortu zdrowia rozpocznie się pikieta zorganizowana przez Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych i Związek Powiatów Polskich.

FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

Oprócz szefów szpitali we wtorkowej pikiecie, mają też wziąć udział przedstawiciele samorządów, do których należą lecznice, a także organizacji reprezentujących różne zawody medyczne i pacjentów. Protestujący wręczą ministrowi zdrowia petycję dotyczącą wzrostu wyceny procedur i zapewnienia podwyżek płac także przedstawicielom zawodów medycznych pominiętych w ustawie o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia.

Będziemy się zwijać albo zadłużać
Przypomnijmy, że lecznice powiatowe będące w tzw. sieci szpitali od wielu miesięcy alarmują w sprawie rosnących strat finansowych tych jednostek. 14 marca podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia samorządowcy i dyrektorzy powiatowych lecznic podkreślali że ich zła sytuacja jest wynikiem wprowadzania kolejnych regulacji prawnych, które nie miały zabezpieczenia finansowego.

Wskazywali, że do pogorszenia się kondycji szpitali powiatowych przyczyniło się również wprowadzenie norm zatrudnienia pielęgniarek. Ponadto wzrosły ceny mediów (prądu, odprowadzania ścieków). - Jeśli rząd nie przeznaczy dodatkowych środków, to szpitale będą się zwijać albo zadłużać. Skutki społeczne będą katastrofalne - padały głosy ze strony posłów opozycji, apelujących o pomoc finansową dla szpitali.

Iwona Wiśniewska, starosta stargardzki (województwo zachodniopomorskie) informowała, że w jej powiecie mieszka 120 tys. osób. Szpital jest powiatowi niezbędny. - Jesteśmy w dramatycznej sytuacji. Jeżeli wydatki na płace wynoszą w szpitalu 76 proc., to w jakiej sytuacji stawiam dyrektora szpitala, któremu każę oszczędzać. A przecież wiem, że są granice oszczędzania i nie może się to odbywać kosztem bezpieczeństwa pacjentów - mówiła Iwona Wiśniewska.

- Budżet naszego powiatu wynosi ponad 120 mln zł, nie jest zatem duży, pokrywamy jednak ujemny wynik stargardzkiego SP WZOZ za 2016 rok. Robimy to konsekwentnie, bo taki mamy obowiązek. Musimy płacić, bo musimy mieć szpital - dodała.

Krzysztof Kowalczyk, dyrektor Samodzielnego Publicznego Wielospecjalistycznego ZOZ w Stargardzie, podał, że jego szpital przy budżecie prawie 50 mln zł ma koszty sumaryczne wynoszące prawie 60 mln, z czego 76 proc. przeznacza na wynagrodzenia.

650 mln zł jako koło ratunkowe?
Także 14 marca na konferencji prasowej minister zdrowia potwierdził, że na poprawę dostępności świadczeń zdrowotnych i wzrost finansowania szpitali zostanie przeznaczone dodatkowe 650 mln zł. Prezes NFZ Andrzej Jacyna podkreślił, że głównym beneficjentem zwiększenia finansowania będą właśnie szpitale powiatowe.

Resort potwierdził ponadto, że NFZ, uwzględniając wzrost kosztów ponoszonych przez szpitale przy realizacji świadczeń opieki zdrowotnej, zmienia wyceny, które będą miały zastosowanie od 1 stycznia br. Jak poinformował Szumowski, zmiana wyceny dotyczy 308 z 667 grup z katalogu JGP, co oznacza, że obejmie blisko połowę wszystkich świadczeń realizowanych przez szpitale. Jak poinformował Szumowski z 650 mln zł, które dodatkowo trafią do szpitali, około 350 mln zł otrzymają szpitale powiatowe.

Ich przedstawiciele oczywiście popierają ten wzrost, ale ich zdaniem jest on dalece niewystarczający. Według Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych w 2017 r. łączna strata 89 lecznic powiatowych wynosiła 43 mln zł, a w 2018 roku - już około 180 mln zł.

Minister zdrowia podkreślał 14 marca, że "działania w obszarze finansowania ochrony zdrowia idą w dobrym kierunku i ma nadzieję, że nakłady będą rosły szybciej niż wynika to z ustawy 6 procent".

Jak liczymy wzrost wydatków, czyli kolejne powody protestów
Ale właśnie kwestia sposobu liczenia wzrostu publicznych wydatków na opiekę zdrowotną - zaplanowanego w tzw. ustawie 6 procent - budzi coraz większe kontrowersje.

Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy pod hasłem "Nie dla poniżania pacjentów i lekarzy" wspólnie z Naczelną Radą Lekarską domagają się wdrożenia natychmiastowych działań naprawczych w służbie zdrowia. Grożą ogólnopolskim protestem. W piątek (22 kwietnia) związkowcy z OZZL wystąpili do resortu zdrowia z wnioskiem o spotkanie z ministrem.
 
- Wielkim i może najważniejszym problemem jest też brak wizji naprawy publicznej ochrony zdrowia przez obecny rząd. Debata „Wspólnie dla zdrowia”, która miała taką wizję stworzyć - mimo, że trwa już cały rok - nie odpowiedziała na najbardziej podstawowe pytania dotyczące kształtu oczekiwanego systemu publicznej ochrony zdrowia. Wszystko to razem rodzi poczucie niepewności, zagrożenia i „tymczasowości” zarówno pacjentów, jak i pracowników ochrony zdrowia - czytamy w stanowisku OZZL z 22 marca.

- Szczególnie bolesne jest obniżenie zapowiadanej wysokości nakładów publicznych na ochronę zdrowia przez odniesienie odsetka PKB (6 proc.) do wartości PKB sprzed dwóch lat oraz przez włączenie do finansowania innych celów niż tylko świadczenia zdrowotne - przypomina przewodniczący OZZL, Krzysztof Bukiel.

Rezydenci także zaprotestują
W maju swój protest zapowiadają także rezydenci. Jak przypomniał w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Marcin Sobotka, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, wzrost nakładów na ochronę zdrowia był jednym z głównych postulatów rezydentów w trakcie protestu w październiku 2017 r.

- Rezydenci dopominali się od rządu zwiększenia wydatków z budżetu państwa z 4,5 proc. do nie mniej niż 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat. Z powodu trudnej sytuacji finansowej zgodziliśmy się jednak, że będzie to 6 proc. do 2024 roku. Tymczasem okazuje się, że MZ nie wywiązuje się nawet z tego - podkreśla Sobotka.

Potwierdzają to realne liczby. Wartość PKB za ub.r. osiągnęła 2 bln 116,4 mld zł. Tymczasem, jak podaje Ministerstwo Finansów, wszystkie wydatki na zdrowie wyniosły w 2018 r. niespełna 90 mld zł., co stanowi jedynie 4,25 proc. PKB. Do 4,78 proc. przewidzianych w ustawie na 2018 r. brakuje więc 10 mld zł.

We wtorek (2 kwietnia) minister zdrowia Łukasz Szumowski ma przedstawić w sejmowej komisji zdrowia informację dotyczącą odsetka PKB przeznaczanego na ochronę zdrowia.

7 marca br. podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych szef resortu zdrowia, zapytany o to, czy nie ma ryzyka opóźnień w dojściu do 6 proc. PKB na zdrowie w roku 2024, odpowiedział, że zaskakuje go taka dyskusja. Przypomniał, że to pierwsza taka ustawa i żaden poprzedni rząd nie zdecydował się na tego typu krok. - I nagle wszyscy mówią - to źle. Przypominam, że wydajemy więcej pieniędzy na zdrowie, niż zakłada metodologia ustawy. W tej chwili to blisko 4,9 proc. PKB, a nie 4,86 - zaznaczył Łukasz Szumowski.

Czytaj także: Faktyczne 6 procent PKB na zdrowie może ziścić się o 2 lata później. Mamy stanowisko ministerstwa