Marzena Sygut/Rynek Zdrowia | 08-10-2019 06:00

Wiceminister Kraska: chcemy docenić ratowników i wzmocnić opiekę przedszpitalną

- Musimy tak przeorganizować pomoc medyczną przedszpitalną, aby pacjent - w każdym miejscu w Polsce - uzyskał pomoc na tym samym poziomie. Standardy są dla nas bardzo ważne, a priorytetem jest zatrzymanie ratowników medycznych w systemie - zapewnia w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr Waldemar Kraska, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, pełnomocnik rządu ds. Państwowego Ratownictwa Medycznego

- Zatrzymanie ratowników medycznych w systemie jest dla nas priorytetem. Zdajemy sobie sprawę, że decydującym argumentem jest wynagrodzenie - mówi wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. Fot. Materiały prasowe

Rynek Zdrowia: - Długo oczekiwany projekt ustawy o samorządzie ratowników medycznych i zawodzie ratownika trafił do konsultacji. Jakie, w Pana ocenie jako pełnomocnika rządu ds. PRM, zasadnicze kwestie ma uregulować ta ustawa?

Dr Waldemar Kraska: - Ustawa ta reguluje dwie bardzo istotne kwestie. Z jednej strony - sam zawód ratownika medycznego, z drugiej - sprawę samorządu zawodowego, czyli organizacji, która na wzór samorządu lekarskiego, będzie wydawała prawo wykonywania zawodu, będzie mogła to prawo zawiesić albo nawet odebrać. Kwestia powołania samorządu zawodowego wypłynęła ze strony środowiska ratowników już kilka lat temu. Zarówno związki zawodowe, jak też komitet protestacyjny, domagali się uregulowania tej sprawy. Należy pamiętać, że ratownicy medyczni nie są liczną grupą zawodową w porównaniu np. do lekarzy czy pielęgniarek - jest ich pomiędzy 18 a 20 tys.

Biorąc pod uwagę postulaty tej grupy zawodowej przygotowaliśmy ustawę, która weszła do procesu legislacyjnego. Obecnie jest ona w konsultacjach międzyresortowych i publicznych. Do 19 października czekamy na uwagi zainteresowanych stron, później będziemy je jeszcze raz konsultować ze środowiskiem. Zależy nam na tym, żeby dojść do konsensusu.

W omawianej ustawie znalazł się też zapis dotyczący sześciu dni roboczych urlopu szkoleniowego. Dla ratowników jest to ważna rzecz. Urlop ten pozwala ratownikom na ciągłe doskonalenie zawodowe, nie tracąc własnego czasu i uposażenia. Urlop szkoleniowy jest bowiem 100 proc. płatny.

- Ratownikom medycznym zależało również na uregulowaniu kwestii awansu zawodowego i ścieżki kształcenia. Postulowali m.in. utworzenie studiów magisterskich i specjalizacji. Czy udało się te kwestie rozwiązać?
- Prawdą jest, że środowisku zależy na ustanowieniu dla nich studiów magisterskich. Nie oznacza to, że wśród ratowników nie ma magistrów, bo jest ich nawet całkiem sporo, jednak studia z ratownictwa medycznego są tylko na poziomie licencjackim. Z tego powodu ratownicy studia magisterskie mogą robić tylko w innych dziedzinach mających zastosowanie w ochronie zdrowia np. na kierunku zdrowie publiczne. Takie wykształcenie daje możliwość sprawowania przez ratownika medycznego funkcji kierowniczych w administracji bądź w podmiotach leczniczych.

Nowelizowana ustawa nie reguluje tych kwestii. Utworzenie studiów magisterskich leży bowiem w gestii Ministerstwa Edukacji Narodowej. Ministerstwo Zdrowia, znając postulaty środowiska, zgłaszało do resortu edukacji takie potrzeby. Obecnie trwają rozmowy dotyczące tych kwestii. Uważam jednak, że jest to droga, którą powinniśmy dążyć, ponieważ ratownicy to często ludzie młodzi, bardzo ambitni, którzy nie chcą zakończyć swojej edukacji na licencjacie. 

Ustawa reguluje natomiast jeszcze jedną ważną rzecz. Jest nią konieczność zarejestrowania się w izbie samorządowej. Ratownicy będą musieli się zgłosić, zapisać, określić swoje miejsce pracy i sprawozdawać realizację obowiązku doskonalenia zawodowego. Dzięki temu poszerzymy jeszcze wiedzę na temat tej grupy zawodowej. To pozwoli nam przewidywać, jak liczne zespoły ratownicze w karetkach możemy tworzyć, czy będą to karetki z zespołem dwuosobowym, czy wystarczy ratowników do stworzenia zespołów trzyosobowych.

- Słychać też postulaty ze strony środowiska dotyczące utworzenia funkcji konsultanta z zakresu ratownictwa medycznego. Jak odnosi się do tego postulatu MZ?
- Pielęgniarki mają swojego konsultanta, więc dlaczego ratownicy nie mieli by go mieć? Na pewno łatwiej byłoby utworzyć taką funkcję, gdybyśmy mieli już wytyczoną ścieżkę zawodową: licencjat, magisterium.

- Resort zdrowia zapowiada wprowadzenie zmian w organizacji pracy szpitalnych oddziałów ratunkowych, m.in. poprzez wprowadzenie triażu opartego o system TOPSOR. Na czym to rozwiązanie będzie polegać? Czy wpłynie na zmniejszenie kolejek na SOR-ach?
- TOPSOR będzie narzędziem teleinformatycznym pozwalającym na przeprowadzenie szybkiej segregacji medycznej osób zgłaszających się do SOR i monitorowanie ich ruchu oraz czasu pobytu w tym oddziale. Zależy nam, aby odpowiednio wykwalifikowany ratownik zajął się pacjentem tuż po tym, jak ten pojawi się na SOR-ze. Zbadał jego parametry, przeprowadził dogłębny wywiad medyczny i na tej podstawie przypisał chorego do pewnej grupy powiązanej czasem oczekiwania, bądź też, jeżeli nie będzie kwalifikował się do przyjęcia do SOR, odesłał go do POZ lub NiŚOL.

Proponowany przez nas system oparty będzie na sprawdzonych rozwiązaniach, które są stosowanie w Europie, Stanach Zjednoczonych czy Australii. Zakupimy także kardiomonitory do każdego punktu triażu. Sam proces segregacji medycznej prowadzonych będzie przy pomocy tabletów, do których zaimplementowana zostanie  wcześniej wspomniana metodologia triażu. Wszystkie urządzenia będą powiązane ze sobą, tzn. informacje automatycznie będą przekazywane do karty segregacji medycznej.

Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 27 czerwca 2019 roku w sprawie szpitalnego oddziału ratunkowego uszczegółowiło konieczność wykonywania ponownej oceny pacjenta nie rzadziej niż co 90 minut. Ma to zapobiec takim sytuacjom, z jakimi mieliśmy już do czynienia na SOR-ach: chory, który po przybyciu na SOR był stabilny, nagle zmarł, gdyż jego stan zdrowia się pogorszył i nikt tego nie zauważył. Ratownik medyczny uprzedzi też pacjenta, ile czasu będzie czekał zanim zobaczy go lekarz, poinstruuje go, kiedy, jakie badania będzie miał wykonywane.

Mamy też nadzieję, że dzięki wdrożonej procedurze triażu pacjenci z mniej ważkimi problemami zostaną przekierowani do Nocnej Pomocy Lekarskiej, co w sposób oczywisty odciąży SOR. Dziś szacuje się, że aż 80 proc. pacjentów przebywających na SOR-ze nie powinno się na nim znaleźć. Powinni oni korzystać z opieki POZ lub NPL.

Kluczowym elementem, niezbędnym do wprowadzenia TOPSOR, jest system informatyczny, który jest obecnie w fazie przetargu. Jeśli proces segregacji medycznej będzie działał skutecznie, to wówczas tych pacjentów na SOR-ach będzie mniej, co wpłynie na poprawę jakości opieki. Szpitalne oddziały ratunkowe są przez nas traktowane priorytetowo już od dawna. W ostatnich trzech latach wyasygnowaliśmy aż 54 proc. więcej środków na ich działalność.

- Od kilku lat słyszymy, że coraz częściej karetki typu S zastępowane są tymi typu P. To rozwiązanie często budzi obawy wśród pacjentów. Czy są one słuszne? Do jakiego modelu pomocy przedszpitalnej, w Pana ocenie, powinniśmy zmierzać?
- Ilość ambulansów w Polsce wzrosła.  Zdarza się, że w danym miejscu zastępujemy karetkę S karetką typu P, jeśli np. brakuje tam lekarza systemu. Karetki typu S przekwalifikujemy na zespoły podstawowe, a także "dostawiamy" kolejne ambulanse tak, aby skrócić czasy dotarcia do pacjentów lub zmniejszyć obciążenie w miejscach, gdzie jest bardzo dużo wyjazdów. Mamy bardzo dobrze wykształconą, kompetentną kadrę ratowników medycznych, która świetnie realizuje swoje zadania.

Musimy podjąć decyzję jaki system zamierzamy docelowo wprowadzić u nas w kraju. Trzeba pamiętać, że te systemy na świecie są bardzo różne. Od systemów opartych wyłącznie na ratownikach, poprzez systemy mieszane, aż do systemu niemieckiego tzw. randez vous, gdzie jeżdżą karetki P, a w razie wymaganej pomocy lekarza, dojeżdża do zespołu lekarz.

Spotkałem się już z konsultantami wojewódzkimi, żeby przedyskutować ten temat. Pomysły są różne. Jedni skłaniają się ku niemieckiemu rozwiązaniu, inni chcą utrzymać obecny system. W mojej ocenie najbardziej optymalnym rozwiązaniem powinien być system randez vous, czyli lekarz dojeżdża do zespołu, jeśli jest taka konieczność. Być może pójdziemy w tym kierunku. Decyzje zapadną najprawdopodobniej w przyszłym roku.

- Rozwiązania systemowe są bardzo ważne, ale jeszcze ważniejsze są kadry. Tymczasem coraz częściej słyszy się, że z systemu odchodzą nie tylko lekarze, ale i ratownicy, z uwagi na zbyt niskie płace. Jak resort zdrowia zamierza rozwiązać ten problem?
- Zatrzymanie ratowników medycznych w systemie jest dla nas priorytetem. Zdajemy sobie sprawę, że decydującym argumentem jest wynagrodzenie. Widzimy to na przykładzie pielęgniarek. Wzrost uposażeń spowodował, że obecnie wszystkie pielęgniarki odbierają prawo wykonywania zawodu. Zauważyliśmy też, że coraz częściej po to prawo zgłaszają się pielęgniarki, które wcześniej skończyły studia i tego prawa nie odebrały. Ta zachęta finansowa działa. Dlatego, w przypadku ratowników, też musimy iść tą drogą i zwiększyć nakłady na ratownictwo, szczególnie to przedszpitalne.

Wystąpiliśmy już do ministra finansów o zwiększenie budżetu na przyszły rok i mamy nadzieję, że to finansowanie będzie większe. Trzeba pamiętać, że takie działania leżą w interesie nas wszystkich. Lekarza, oddział szpitalny, przychodnię POZ, czy poradnię specjalistyczną możemy sobie wybrać, ale zespołu ratownictwa medycznego już nie. Od tego, co wydarzy się na pokładzie karetki, jak jest wyposażona, jak wyszkoleni są ratownicy, zależy nasze życie. Wszędzie, w każdej miejscowości w Polsce, pomoc przedszpitalna musi być udzielana na takim samym - najwyższym poziomie.